Выбрать главу

– Żadnych komplikacji, mój chłopcze – powiedział Julesowi. – Nic tam nie rośnie, całkiem prosty przypadek. Ona ma cudowne napięcie tkankowe, niezwykłe w tych przypadkach, i teraz jest już w pierwszorzędnej formie do gry i zabawy. Zazdroszczę panu, mój chłopcze. Oczywiście będzie pan musiał trochę poczekać, ale gwarantuję, że spodoba się panu moja robota.

Jules roześmiał się.

– Jest pan prawdziwym Pigmalionem, doktorze. Był pan naprawdę cudowny.

Doktor Kellner odchrząknął.

– To wszystko dziecinne igraszki, takie jak pańskie skrobanki. Gdyby społeczeństwo rozumowało realistycznie, tacy ludzie jak pan i ja, naprawdę uzdolnieni, mogliby zająć się ważną pracą, a te rzeczy zostawić konowałom. Aha, w przyszłym tygodniu przyślę panu jedną dziewczynę, bardzo miłą dziewczynę, widocznie właśnie takie zawsze wpadają. W ten sposób będziemy kwita po tej dzisiejszej robocie.

Jules uścisnął mu dłoń.

– Dziękuję, doktorze. Proszę zajrzeć do nas któregoś dnia, a dopilnuję, żeby pana przyjęto ze wszystkimi honorami domu.

Kellner uśmiechnął się trochę krzywo.

– Ja co dzień igram z życiem, nie potrzeba mi waszych ruletek i kości. I tak za często zderzam się głową z kolosem. Pan tutaj się zmarnuje, Jules. Jeszcze parę lat i będzie pan musiał dać sobie spokój z poważną chirurgią. Nie będzie pan się do tego nadawał. – Odwrócił się.

Jules rozumiał, że nie było to powiedziane jako wyrzut, ale jako przestroga. Jednakże odebrało mu to humor. Ponieważ Lucy musiała pozostać w sali pooperacyjnej co najmniej dwanaście godzin, wyszedł na miasto i upił się. Częściową przyczyną tego upicia było uczucie ulgi, że wszystko poszło tak dobrze z Lucy.

Kiedy nazajutrz rano przyjechał do szpitala, by ją odwiedzić, ze zdziwieniem zastał dwóch mężczyzn przy jej łóżku, a w pokoju pełno kwiatów. Lucy leżała wsparta na poduszkach, twarz miała rozpromienioną. Jules zdziwił się, ponieważ Lucy zerwała ze swoją rodziną i prosiła go, by jej nie zawiadamiać, chyba żeby stało się coś niedobrego. Oczywiście Freddie Corleone wiedział, że udała się do szpitala na drobną operację; było to konieczne, by oboje mogli zwolnić się z pracy, a Freddie powiedział Julesowi, że hotel pokryje za Lucy wszystkie rachunki.

Lucy przedstawiła Julesowi obydwu mężczyzn i od razu poznał jednego z nich. Sławny Johnny Fontane. Drugi był masywnym, muskularnym, zadziornie wyglądającym Włochem i nazywał się Nino Valenti. Obaj uściskali Julesowi dłoń, po czym przestali zwracać na niego uwagę. Żartowali z Lucy, rozmawiając o dawnej dzielnicy w Nowym Jorku, o wydarzeniach i ludziach, których Jules nie mógł znać. Powiedział więc do Lucy:

– Wpadnę później. I tak muszę zobaczyć się z doktorem Kellnerem.

Ale Johnny Fontane już zaczął go czarować.

– Kochany, my też musimy już iść, dotrzymaj pan Lucy towarzystwa. Proszę się nią opiekować, doktorku.

Jules zauważył dziwną chrapliwość w głosie Johnny’ego Fontane i nagle przypomniał sobie, że nie śpiewał publicznie od przeszło roku, że zdobył Nagrodę Akademii za swoją grę aktorską. Czyż to możliwe, żeby głos tego człowieka zmienił się w tak późnym okresie życia i żeby gazety trzymały to w tajemnicy, żeby wszyscy trzymali to w tajemnicy? Jules uwielbiał zakulisowe plotki i przysłuchiwał się głosowi Fontane, usiłując postawić diagnozę. Mogło to być zwykłe sforsowanie albo za dużo alkoholu i papierosów czy nawet za wiele kobiet. Głos miał nieprzyjemną barwę, nie można by już nazwać tego człowieka słodkim pieśniarzem.

– Pan ma taki głos, jakby pan był przeziębiony – powiedział Jules do Johnny’ego Fontane.

Johnny odrzekł uprzejmie:

– To po prostu przemęczenie, wczoraj wieczorem próbowałem śpiewać. Widać nie mogę pogodzić się z faktem, że głos mi się zmienił, wie pan, że się starzeję.

Uśmiechnął się do Julesa w sposób, który oznaczał: „a, co mi tam”. Jules spytał od niechcenia:

– Nie dał pan tego obejrzeć jakiemuś doktorowi? Może to jest coś, co da się naprawić?

Fontane nie był już taki czarujący. Popatrzał na Julesa chłodno, przeciągle.

– To pierwsza rzecz, jaką zrobiłem prawie dwa lata temu. Najlepsi specjaliści. Mój własny lekarz, który podobno jest asem tu, w Kalifornii. Kazali mi dużo odpoczywać. Nie dzieje się nic złego, po prostu się starzeję. Z wiekiem głos zmienia się człowiekowi.

Po tym Fontane go ignorował, zwracał uwagę tylko na Lucy, czarował ją tak, jak czarował wszystkie kobiety. Jules nadal przysłuchiwał się jego głosowi. Musiał mieć jakąś narośl na strunach głosowych. Ale w takim razie dlaczego, u diabła, specjaliści tego nie wykryli? Czy było to coś złośliwego i nie nadającego się do zoperowania? Może to jakaś inna historia. Przerwał Johnny’emu, aby zapytać:

– Jak dawno temu badał pana specjalista?

Fontane był wyraźnie rozdrażniony, ale starał się być uprzejmy przez wzgląd na Lucy.

– Około osiemnastu miesięcy temu – odrzekł.

– A czy pański lekarz ogląda to od czasu do czasu? – zapytał Jules.

– Jasne że tak – odparł Johnny Fontane z irytacją. – Daje mi spray kodeinowy i robi ogólną kontrolę. Mówi, że mój głos po prostu się starzeje, że to picie, palenie i inne rzeczy. A może pan więcej wie od niego?

– Jak brzmi jego nazwisko? – zapytał Jules.

Fontane odpowiedział z leciutkim przebłyskiem dumy:

– Tucker, doktor James Tucker. Co pan o nim sądzi?

Nazwisko było znane, związane ze słynnymi gwiazdami filmowymi i luksusowym ośrodkiem leczniczym.

– To spryciarz – powiedział Jules z uśmiechem.

Fontane rozzłościł się.

– Myśli pan, że pan jest lepszy od niego?

Jules roześmiał się.

– A czy pan lepiej śpiewa niż Carmen Lombardo?

Zdziwił się widząc, że Nino Valenti parsknął śmiechem waląc głową o oparcie krzesła. Dowcip nie był aż taki dobry. A potem na skrzydłach owych parskań doleciał do Julesa zapach whisky; pojął, że nawet o tak wczesnej porze ten pan Valenti, kimkolwiek u licha był, jest co najmniej na wpół pijany. Fontane uśmiechnął się do swego przyjaciela.

– No, no, ty masz się śmiać z moich dowcipów, nie tego pana.

Tymczasem Lucy chwyciła Julesa za rękę i przyciągnęła go do siebie.

– On wygląda jak łazik, ale jest świetnym chirurgiem – zapewniła. – Jeżeli mówi, że jest lepszy od doktora Tuckera, to jest lepszy od doktora Tuckera. Ty go słuchaj, Johnny.

Zjawiła się pielęgniarka i powiedziała, że będą musieli wyjść. Lekarz miał coś do zrobienia przy Lucy i nie mogło być przy tym nikogo. Jules z rozbawieniem zauważył, iż Lucy odwróciła twarz, tak że kiedy Johnny Fontane i Nino Valenti całowali ją na pożegnanie, musieli trafić w policzek, a nie w usta – ale najwyraźniej tego się spodziewali. Julesowi pozwoliła pocałować się w usta i szepnęła:

– Przyjdź po południu, dobrze?

Kiwnął głową.

Na korytarzu Valenti zapytał go:

– Co to była za operacja? Coś poważnego?

Jules potrząsnął głową.

– Takie małe damskie łatanie. Absolutnie zwykła rzecz, proszę mi wierzyć. Mnie to bardziej obchodzi niż panów, mam nadzieję ożenić się z tą dziewczyną.

Patrzyli na niego taksująco, więc zapytał:

– Skąd się panowie dowiedzieli, że ona jest w szpitalu?

– Freddie zadzwonił do nas i poprosił, żebyśmy tu zajrzeli – odparł Fontane. – Wszyscy dorastaliśmy w tej samej dzielnicy. Lucy była druhną na ślubie siostry Freddiego.

– Aha – powiedział Jules. Nie wspomniał, że zna całą historię, być może dlatego, że tak pieczołowicie osłaniali Lucy i jej romans z Sonnym.

Kiedy szli korytarzem, Jules zwrócił się do Fontane:

– Mam tutaj przywileje lekarza odwiedzającego. Może by mi pan pozwolił obejrzeć swoje gardło?

Fontane potrząsnął głową.

– Teraz się spieszę.

– To jest gardło warte milion dolarów – powiedział Nino Valenti. – Nie może pozwalać tanim lekarzom zaglądać do niego.

Jules widział, że Valenti uśmiecha się doń, że jest wyraźnie po jego stronie. Odrzekł wesoło:

– Ja nie jestem tanim lekarzem. Byłem najzdolniejszym młodym chirurgiem i diagnostą na Wschodnim Wybrzeżu, dopóki mnie nie przyłapali na skrobankach.