Выбрать главу

Pomimo całej gburowatości tego człowieka Perrin pomyślał, że Elyasa cieszy okazja do rozmowy z ludźmi. A przynajmniej wydawał się robić to z ochotą. Perrin obserwował zęby wilków połyskujące w świetle ogniska i pomyślał, że chyba należy podtrzymać rozmowę.

— Jak... jak się nauczyłeś rozmawiać z wilkami, Elyas?

— One to odkryły — odparł Elyas — nie ja. To nie ja zacząłem. Wydaje mi się, że zawsze tak się dzieje. To wilki cię znajdują, nie ty je. Niektórzy ludzie uważali, że zostałem dotknięty przez Czarnego, bo gdzie nie poszedłem, tam pojawiały się wilki. Zdaje się, że sam tak czasami myślałem. Większość porządnych ludzi zaczęła mnie unikać, a ci, którzy mnie szukali, z takich czy innych powodów, nie byli tymi, których chciałem poznać. Potem zauważyłem, że czasami wilki wydają się wiedzieć, co ja myślę, reagować na to, co się dzieje w mojej głowie. To był prawdziwy początek. Ja je ciekawiłem. Wilki zazwyczaj wyczuwają charakter człowieka. Cieszyły się, gdy mnie znalazły. Powiadają, że minęło dużo czasu, odkąd polowały razem z ludźmi, a kiedy słyszę od nich o długim czasie, to czuję coś, jakby zimny wiatr wyjący od samego Pierwszego Dnia.

— Nigdy nie słyszałam, by ludzie polowali razem z wilkami — powiedziała Egwene.

Jej głos nie był zbyt spokojny, ale fakt, że wilki tylko leżą obok nich, wyraźnie dodawał jej odwagi.

Jeśli nawet Elyas ją usłyszał, to nie dał tego poznać po sobie.

— Wilki mają inną pamięć niż ludzie — ciągnął.

Jego dziwne oczy zapatrzyły się gdzieś daleko, tak jakby dał się ponieść własnym wspomnieniom.

— Każdy wilk pamięta historię wszystkich wilków, albo przynajmniej jej zarys. Jak już mówiłem, trudno to opowiedzieć słowami. Pamiętają, jak uganiały się za zdobyczą u boku ludzi, ale było to tak dawno temu, że wspomnienie bardziej przypomina cień cienia, niźli pamięć.

— To bardzo interesujące — powiedziała Egwene, a Elyas spojrzał na nią przenikliwie. — Naprawdę tak myślę. Zwilżyła wargi językiem.

— Czy... tego... czy mógłbyś nas nauczyć rozmawiania z nimi?

Elyas znowu parsknął.

— Tego nie można nauczyć. Jedni to potrafią, a inni nie. One twierdzą, że on potrafi.

Wskazał Perrina.

Perrin spojrzał na palec Elyasa, jakby to był nóż. On jest naprawdę szaleńcem. Wilki znowu wpatrywały się w niego. Poruszył się niespokojnie.

— Mówiliście, że wybieracie się do Caemlyn — powiedział Elyas — ale to nadal nie wyjaśnia, dlaczego znaleźliście się tutaj, oddaleni o wiele dni od jakichkolwiek ludzkich domostw.

Zarzucił swój płaszcz z kawałków futra, położył się na boku, wsparty na jednym łokciu i czekał.

Perrin spojrzał na Egwene. Wcześniej wymyślili historyjkę, którą będą opowiadali ludziom, aby nie narobić sobie kłopotów. Nikt nie miał się dowiedzieć, skąd oni pochodzą, ani dokąd naprawdę wędrują. Kto wiedział, jakie bezmyślne słowo mogło dotrzeć do uszu Pomora? Pracowali nad tą historią każdego dnia, wspólnie ją sklecając i wygładzając nieścisłości. Postanowili również, że będzie ją opowiadać Egwene. Ona była znacznie sprawniejsza w mowie, a poza tym twierdziła, iż po twarzy Perrina od razu widać, że kłamie.

Egwene zaczęła z miejsca gładko opowiadać. Pochodzą z północy, z Saldei, z farm leżących na obrzeżach maleńkiej wsi. Żadne z nich nie wyjeżdżało dotychczas z domu dalej niż dwadzieścia miclass="underline" Słyszeli jednak opowieści bardów oraz kupców i chcieli zobaczyć trochę świata. Caemlyn i Illian. Morze Sztormów i może nawet bajeczne wyspy Ludu Morza. Perrin przysłuchiwał się temu z satysfakcją. Nawet Thom Merrilin nie mógłby wymyślić lepszej opowieści na podstawie tak skąpych wiadomości, jakie oni posiadali o świecie leżącym poza granicami Dwu Rzek, ani lepiej pasującej do ich potrzeb.

— Z Saldaei, tak? — powiedział Elyas, gdy skończyła mówić.

Perrin skinął głową.

— Zgadza się. Mieliśmy zamiar najpierw zwiedzić Maradon. Na pewno chciałbym zobaczyć Króla. Ale nasi ojcowie będą nas szukać przede wszystkim w stolicy.

Taka była jego rola w tym wszystkim, aby było jasne, że nigdy nie byli w Maradonie. Dzięki temu, nikt nie będzie się spodziewał, że wiedzą cokolwiek o tym mieście, na wypadek gdyby napotkali kogoś, kto naprawdę tam był. Od Pola Emonda i wydarzeń Zimowej Nocy dzieliła ich przepaść. Nikt, kto usłyszy taką opowieść, nie będzie miał żadnych powodów, aby coś pomyśleć o Tar Valon albo Aes Sedai.

— Niezła opowieść. — Elyas pokiwał głową. — Tak, niezła opowieść. Parę szczegółów się nie zgadza, no i przede wszystkim Łatka twierdzi, że to kupa kłamstw. Co do ostatniego słowa.

— Kłamstwa! — krzyknęła Egwene. — Po co mielibyśmy kłamać?

Cztery wilki nie poruszyły się, ale wyraźnie nie leżały już spokojnie dookoła ogniska, lecz przyczaiły się i swymi żółtymi oczami wpatrywały się w nich dwoje, źrenice miały zupełnie nieruchome.

Perrin nic nie powiedział, ale wyciągnął dłoń do zawieszonego u pasa topora. Cztery wilki wstały jednocześnie i jego ręka zastygła. Nie wydały z siebie ani jednego dźwięku, ale ich gęsta sierść na karku zjeżyła się. Mrok rozniósł warkotliwe wycie jednego z wilków siedzących wśród drzew. Odpowiedziało mu najpierw pięć innych, potem dziesięć, dwadzieścia, aż cała ciemność rozbrzmiała tym dźwiękiem. Jednakże nagłe wszystkie się uspokoiły. Po twarzy Perrina ściekał zimny pot.

— Jeśli uważacie...

Egwene urwała, by przełknąć ślinę. Pomimo chłodu w powietrzu, jej twarz również była spocona.

— Jeśli myślicie, że my kłamiemy, to pewnie wolelibyście, abyśmy rozbili gdzieś własny obóz, z dala od waszego.

— Normalnie tak bym wolał, dziewczyno. Ale w tej chwili chciałbym posłuchać o trollokach i Półludziach.

Perrin próbował przybrać obojętny wyraz twarzy, miał nadzieję, że jemu udaje się to lepiej niż Egwene. Elyas ciągnął dalej towarzyskim tonem.

— Łatka twierdzi, że wyczuła Półludzi i trolloki w waszych myślach, kiedy opowiadaliście tę głupią historię. Wszystkie wilki to wyczuły. Jesteście w jakiś sposób powiązani z trollokami i Bezokimi. Wilki nienawidzą trolloków i Półludzi bardziej niż dzikiego ognia, bardziej niż czegokolwiek, więc i ja też.

— Żar pragnie was wykończyć. To trollok mu zrobił tę ranę, kiedy był szczeniakiem. Twierdzi, że niewiele mają rozrywek, a wy macie na sobie więcej tłuszczu niż te jelenie, które widywał w ciągu ostatnich miesięcy i w związku z tym powinniśmy z wami skończyć. Ale Żar zawsze się niecierpliwi. Więc może jednak opowiecie mi o wszystkim? Mam nadzieję, że nie jesteście Sprzymierzeńcami Ciemności. Nie lubię zabijać ludzi po tym, jak już ich nakarmiłem. Pamiętajcie tylko, że wyczują każde kłamstwo, a nawet Łatka jest równie zdenerwowana jak Żar.

Oczy Elyasa, równie żółte jak oczy wilków, nie mrugały tak samo jak one.

„To są oczy wilka” — pomyślał Perrin.

Zorientował się, że Egwene patrzy na niego i czeka, aż zdecyduje, co mają zrobić.

„Światłości, znowu muszę być przywódcą.”

Na samym początku postanowili, że nie będą ryzykowali opowiadaniem prawdziwej historii komukolwiek, ale nie widział żadnej szansy na ucieczkę stąd, nawet gdyby udało mu Się wcześniej wyciągnąć topór...

Łatka warknęła głucho w głębi gardła, a pozostałe trzy wilki siedzące wokół ogniska podjęły ten dźwięk, a zaraz po nich wilki zaczajone w ciemności. Groźny warkot wypełnił znowu noc.

— W porządku — powiedział szybko Perrin. — W porządku!