Выбрать главу

— Shadar Logoth? — spytała lękliwie Egwene. — Myślałam, że nazywałaś to miasto Aridhol.

— Kiedyś nazywało się Aridhol — odparła Moiraine należało do jednego z Dziesięciu Narodów zamieszkujących ziemie Drugiego Przymierza, ziemie, które opierały się Czarnemu od pierwszych dni po Pęknięciu Świata. W czasach, gdy Thorin al Toren al Ban był królem Manetheren, królem Aridhol był Balwen Mayel, Balwen Żelazna Dłoń. W okresie największej rozpaczy podczas Wojen z Trollokami, kiedy wydawałosię, że Ojciec Kłamstw musi zwyciężyć, na dwór Balwena przybył mężczyzna zwący się Mordeth.

— Ten sam człowiek? — krzyknął Rand.

— Nie może być! — dodał Mat.

Moiraine uciszyła ich jednym spojrzeniem. W pokoju nie słychać było nic prócz głosu Aes Sedai.

— Mordeth stał się na długi czas zausznikiem królewskim i wkrótce odpowiadał jedynie przed Królem. Pewnego razu wyszeptał trujące kłamstwa do ucha Balwena i Aridhol zaczęło się zmieniać, zbezczelniało, zhardziało. Powiadano, że niektórzy ludzie woleli spotykać trolloki zamiast mieszkańców Aridholu. Zwycięstwo Światłości jest wszystkim. Taki był okrzyk wojenny, jakiego nauczył ich Mordeth, i ludzie stamtąd wykrzykiwali go, gdy swymi uczynkami wyrzekali się Światłości.

— Historia ta jest zbyt długa i zbyt ponura, by ją opowiedzieć w całości, nawet w Tar Valon znana jest tylko we fragmentach. Jak syn Thorina, Caar, przybył w celu odbicia Aridholu dla Drugiego Przymierza, a Balwen siedział na swym tronie jako wyschła skorupa z szaleństwem w oczach, śmiał się do Mordetha i wydawał rozkaz zabicia Caara i ambasadorów jako Sprzymierzeńców Ciemności. Jak Księcia Caara zaczęto nazywać Caarem Jednorękim. Jak uciekł z lochów Aridholu aż do Ziem Granicznych z nieludzkimi skrytobójcami Mordetha na karku. Jak tam spotkał Rheę, która go nie znała, więc ją poślubił i wprządł nić do Wzoru, co doprowadziło do jego śmierci na jej rękach i jej śmierci zadanej własną ręką na jego grobie i o upadku Aleth-loriela. Jak armie Manetheren przybyły pomścić Caara i zastały pustkę zamiast bram Aridholu, a za murami żadnej ludzkiej istoty, jeno coś gorszego od śmierci. Wrogiem Aridholu był sam Aridhol. Podejrzliwość i nienawiść zrodziła coś, co się żywiło tym, co oni tam stworzyli, coś zamkniętego w skalnym podłożu, na którym spoczywa miasto. Mashadar wciąż czeka i głoduje. Ludzie przestali rozmawiać o Aridhol. Nazwali je Shadar Logoth, Miejsce, w Którym Czeka Cień, albo jeszcze prościej: Oczekiwanie Cienia.

— Sam Mordeth nie został pożarty przez Mashadara, ale wpadł w jego sidła i również czeka od stuleci w tych murach. Inni też go widzieli. Niektórzy doświadczyli jego wpływu, przyj mując dary, które odbierają rozum i kalają ducha. Skaza rośnie i maleje, dopóki nie zapanuje nad resztą i nie zabije. Kiedy mu się uda przekonać kogoś, by towarzyszył mu za te mury, które są granicami władzy Mashadar, to będzie mógł pożreć duszę takiej osoby. Mordeth odejdzie stąd wówczas w ciele takiego człowieka, aby znów szerzyć swe zło po świecie.

— Skarb — wymamrotał Perrin, kiedy przestała mówić.

— Chciał, abyśmy pomogli mu go zanieść do koni.

Jego twarz przybrała dziki wyraz.

— Założę się, że musiały czekać gdzieś poza miastem.

Rand zadygotał.

— Ale teraz już nam nic nie grozi, prawda? — upewniał się Mat. — Niczego nam nie dał i nie dotykał nas. Jesteśmy bezpieczni dzięki twemu pasowi ochronnemu.

— Naprawdę nic nam nie grozi — uspokoiła go Moiraine. — Ani on, ani żaden z mieszkańców tego miasta nie przekroczą linii ochronnej. A poza tym muszą się kryć przed światłem słonecznym, więc możemy stąd bezpiecznie wyjechać za dnia. A teraz postarajcie się zasnąć. Pas ochronny będzie nas strzegł, dopóki nie powróci Lan.

— Wyszedł już dawno temu.

Nynaeve z niepokojem wyjrzała na zewnątrz. Zapadł już całkowity mrok.

— Lanowi nic się nie stanie — zapewniła ją Moiraine i mówiąc to, rozkładała swe koce obok ogniska. — Jeszcze w kolebce ślubował walczyć z Czarnym, a w jego dziecinnych dłoniach umieszczono wówczas miecz. A poza tym, wiedziałabym, w którym momencie umrze oraz w jaki sposób, tak samo jak on będzie wiedział o mojej śmierci. Odpocznij, Nynaeve. Wszystko będzie dobrze.

Jednak przerwała przygotowania do snu i zapatrzyła się w stronę ulicy, jakby ona również chciała wiedzieć, co zatrzymało Strażnika.

Rand odnosił wrażenie, że jego ręce i nogi są zrobione z ołowiu, a oczy same się zamykają, sen jednak nie chciał jakoś nadejść, a kiedy już do tego doszło, śnił, mrucząc coś i rozkopując koce. Obudził się nagle i rozglądał przez chwilę dookoła, zanim sobie przypomniał, gdzie jest.

Księżyc już wzeszedł, ostatni cienki płatek przed nową kwadrą, noc pożerała jego blade światło. Wszyscy pozostali leżeli pogrążeni w niespokojnym śnie. Egwene i obydwaj chłopcy kręcili się i pomrukiwali coś do siebie. Chrapanie Thoma, tym razem ciche, co jakiś czas przerywały bełkotliwe słowa. Nadal nie było ani śladu Lana.

Nagle zdało mu się, że zabezpieczenia nie są żadną ochroną. Wszystko mogło się kryć w tym mroku. Powtarzając sobie, że jest idiotą, dodał drewna do dopalających się węgli. Płomień był zbyt mały, aby dać więcej ciepła, zrobiło się za to jaśniej.

Nie miał pojęcia, co go mogło obudzić z nieprzyjemnego snu. Był w nim na powrót małym chłopcem, niosącym miecz Tama i z kołyską przywiązaną do pleców biegł przez puste ulice, ścigany przez Mordetha, który krzyczał, że chce go tylko schwycić za rękę. Był tam też jakiś starzec, który ich obserwował i cały czas zanosił się oszalałym śmiechem.

Uporządkował koce i położył się na nich, wpatrując się w sufit. Bardzo chciał spać, nawet gdyby miał śnić tak jak przed chwilą, ale nie potrafił zamknąć oczu.

Nagle z ciemności bezszelestnie wyłonił się Strażnik. Moiraine przebudziła się i usiadła, jakby zadzwonił dzwonek. Lan otworzył dłoń, na podłogę upadły z brzękiem trzy małe przedmioty. Trzy zakrwawione odznaki w kształcie rogatych czaszek.

— W mieście są trolloki — powiedział Lan. — Będą tu za niecałą godzinę. Co gorsza, są wśród nich Dha’vol.

Zaczął budzić pozostałych.

Moiraine zaczęła sprawnie składać swe koce.

— Ilu? Czy wiedzą, że tu jesteśmy?

Brzmiało to tak, jakby nie czuła żadnego zdenerwowania.

— Chyba nie — odparł Lan. — Jest ich ponad stu, tak przerażonych, że gotowi są zabijać wszystko, co się rusza, łącznie z sobą nawzajem. Półludzie są zmuszeni kierować nimi, po czterech na jedną garść, ale nawet oni zdaje się chcą jedynie przejść jak najszybciej przez miasto. Nie chcą wyraźnie szukać niczego po drodze i są tak nieuważni, że gdyby nie szli prosto na nas, powiedziałbym, że nie mamy się czym martwić...

Zawiesił głos.

— Coś jeszcze?

— Tylko to — wolno powiedział Lan. — Myrddraale wpędziły trolloków do miasta. A co zmusiło do tego Myrddraali?

Wszyscy słuchali w milczeniu. Nagle Thom zaklął ledwie słyszalnie, a Egwene wypowiedziała to pytanie:

— Czarny?

— Nie pleć bzdur, dziewczyno — ofuknęła ją Nynaeve. — Stwórca uwięził Czarnego w Shayol Ghuclass="underline"

— Przynajmniej na razie — zgodziła się Moiraine. Nie, Ojca Kłamstw tu nie ma, ale tak czy inaczej musimy stąd uciekać.

Nynaeve patrzyła na nią zmrużonymi oczyma.

— Zostawić zabezpieczenia i przejść przez Shadar Logoth pod osłoną nocy?