Выбрать главу

– Vibrio fischeri jest bioluminescencyjna. Daje poświatę. Widziałam bioluminescencję w jeziorze Locust.

– A gdzie są kultury, które by to potwierdziły? Czy zebrałaś próbki wody?

– Widziałam to tuż przed zamarznięciem jeziora. Teraz jest już prawdopodobnie za zimno, by wyhodować wiarygodny posiew. Co oznacza, że nie uzyskamy potwierdzenia aż do wiosny, gdy będziemy mogli zbadać wodę. Takie posiewy rosną bardzo długo. Być może minie parę tygodni, a nawet miesięcy, zanim otrzymamy odpowiedź. – Przerwała, zbierając siły przed wygłoszeniem następnego zdania. – Póki nie wyeliminujemy jeziora jako źródła bakterii – powiedziała – proponuję, byśmy nie pozwalali dzieciom w nim pływać.

Reakcja sali był ogłuszająca i natychmiastowa.

– To szaleństwo! Nie możemy pozwolić, by wydano taki zakaz!

– A co z turystami? Odstraszy pani turystów!

– Z czego, do diabła, mamy się utrzymywać?

Glen Ryder zerwał się na równe nogi i walnął w stół.

– Spokój! Spokój! – Zwrócił się do Claire z purpurową twarzą: – Pani doktor, to nie czas ani miejsce na proponowanie tak drastycznych rozwiązań. Rada Miejska musi to przedyskutować.

– To sprawa zdrowia publicznego – sprzeciwiła się Claire. – Taką decyzję może podjąć tylko Stanowy Wydział Zdrowia, nie członkowie Rady.

– Nie ma potrzeby wciągać w to władz stanowych!

– Ich pominięcie byłoby nieodpowiedzialne.

Lois Cuthbert skoczyła na równe nogi.

– Powiem pani, co jest nieodpowiedzialne! Przychodzenie tu bez żadnych dowodów i twierdzenie, że w naszym jeziorze są jakieś śmiercionośne bakterie. I to w obecności wszystkich tych dziennikarzy. Zniszczy pani miasto!

– Jeśli istnieje zagrożenie dla zdrowia, nie mamy innego wyjścia.

Lois zwróciła się do Adama DelRaya:

– Jakie jest pana zdanie, doktorze? Czy istnieje zagrożenie dla zdrowia?

DelRay roześmiał się szyderczo.

– Jedyne zagrożenie, jakie widzę, to to, że staniemy się pośmiewiskiem, jeśli potraktujemy poważnie tę teorię. Bakterie, które świecą w ciemnościach? A może jeszcze tańczą i śpiewają?

Claire zaczerwieniła się, gdy wszyscy wybuchnęli śmiechem.

– Wiem, co widziałam – powtórzyła.

– Jasne, pani doktor! Psychodeliczne bakterie!

Ja też je widziałem – rozległ się nagle głos Lincolna. Wszyscy umilkli, gdy wstał. Zaskoczona Claire odwróciła się, by na niego spojrzeć. Kiwnął jej krótko głową, jakby mówiąc: „Musimy się trzymać razem”.

– Byłem tam tego wieczoru z doktor Elliot – powiedział. – Oboje widzieliśmy poświatę na jeziorze. Nie potrafię powiedzieć, co to było. Trwało zaledwie parę minut, a potem zniknęło. Ale poświata była rzeczywista.

– Całe życie mieszkam nad tym jeziorem – powiedziała Lois Cuthbert – i nigdy nie widziałam żadnej poświaty.

– Ja też nie!

– Ani ja!

– Hej, komendancie, czy pan i pani doktor wąchacie to samo?

Znów rozległ się śmiech, tym razem skierowany przeciwko obojgu. Oburzenie ustąpiło szyderstwu, ale Lincoln się nie wycofał. Znosił złośliwości ze spokojem.

– Być może jest to zjawisko okresowe – powiedziała Claire. – Coś, co nie zdarza się rokrocznie. Pewnie ma związek z warunkami atmosferycznymi. Z wiosenną powodzią czy szczególnie upalnym latem – w tym roku mieliśmy i jedno, i drugie. Takie same warunki wystąpiły pięćdziesiąt dwa lata temu. – Przerwała i spojrzała wyzywająco na zgromadzonych. – Wiem, że są na tej sali ludzie, którzy pamiętają, co zdarzyło się pięćdziesiąt dwa lata temu.

Tłum siedział w milczeniu.

Reporter z „Portland Press Herald” spytał głośno:

– Co zdarzyło się pięćdziesiąt dwa lata temu? Glen Ryder wstał nagle.

– Rada weźmie to pod uwagę. Dziękujemy, doktor Elliot.

– Tym się trzeba zająć teraz – nie ustępowała Claire. – Należy wezwać Wydział Zdrowia, by zbadał wodę…

– Zajmiemy się tym na następnym posiedzeniu rady – powtórzył zdecydowanie Ryder. – To wszystko, pani doktor.

Z płonącymi policzkami Claire usunęła się na bok.

Zebranie toczyło się dalej, hałaśliwie i bezładnie. Rzucano różne propozycje, ale nikt nie wspomniał więcej o jej teorii – jednogłośnie uznano ją za niewartą dalszej dyskusji. Ktoś zaproponował godzinę policyjną dla dzieci o dziewiątej wieczorem. Nastolatki zaprotestowały:

– Prawa człowieka! Co z naszymi prawami człowieka?

– Wy, dzieciaki, nie macie żadnych praw! – krzyknęła Lois. – Póki nie nauczycie się odpowiedzialności!

Dalej była już tylko kłótnia.

O dziesiątej, gdy wszyscy zachrypli od krzyku, Glen Ryder w końcu rozwiązał zebranie.

Claire stała z boku, patrząc na wychodzących ludzi. Nikt na nią nie spojrzał. Przestałam istnieć dla tego miasteczka, pomyślała z udręką. Jestem już tylko obiektem pogardy. Chciała podziękować Lincolnowi za poparcie, ale zobaczyła, że otoczyli go członkowie Rady Miejskiej, zarzucając komendanta pytaniami i skargami.

– Doktor Elliot! – zawołała Damaris Horne. – Co się stało pięćdziesiąt dwa lata temu?

Claire skierowała się ku wyjściu. Damaris i inni dziennikarze ruszyli za nią, ale powtarzała:

– Nie mam nic do dodania. Nie mam nic do dodania.

Na szczęście nikt nie ścigał jej poza budynek.

Zimny wiatr na dworze wydawał się przenikać aż do kości. Zostawiła samochód kawałek od szkoły, wcisnęła więc ręce do kieszeni i ruszyła tak szybko, jak mogła, po oblodzonym chodniku, mrużąc oczy w świetle reflektorów mijających ją aut. Zanim doszła do samochodu, wyjęła kluczyki i miała właśnie otworzyć drzwi, gdy zdała sobie sprawę, że coś jest nie w porządku.

Zrobiła krok do tyłu i patrzyła zaszokowana na sflaczałe gumy, które niedawno były jej oponami. Wszystkie cztery przecięto. W złości i frustracji walnęła pięścią w dach samochodu. Raz. Drugi.

Mężczyzna zmierzający do swego wozu po drugiej stronie ulicy odwrócił się i spojrzał na nią w zdumieniu. Był to Mitchell Groome.

– Coś się stało, pani doktor? – zawołał.

– Niech pan spojrzy na moje opony!

Zaczekał, aż przejedzie samochód, po czym przeszedł na jej stronę ulicy.

– O rany! – mruknął. – Chyba ktoś pani nie lubi.

– Przecięli wszystkie!

– Pomógłbym pani je zmienić, ale zapewne nie ma pani czterech zapasowych?

Nie doceniła nieudanego żartu. Odwróciła się do niego tyłem i wpatrzyła w uszkodzone opony. Twarz piekła ją od mrozu, a chłód zamarzniętej ziemi wydawał się przesączać przez podeszwy botków. Było zbyt późno, by zadzwonić do warsztatu Joego Bartletta, który zresztą i tak dopiero rano będzie w stanie skombinowac cztery nowe opony. Stała bezradna, wściekła i coraz bardziej przemarznięta. Odwróciła się do Groome’a.

– Może mnie pan podwieźć do domu?

Wiedziała, że igra z ogniem. Dziennikarz musi zadawać pytania, więc zaledwie ruszyli, usłyszała to, którego się spodziewała:

– Więc co takiego zdarzyło się w mieście pięćdziesiąt dwa lata temu?

Odwróciła wzrok.

– Naprawdę nie jestem w nastroju.

– Nie wątpię, ale to i tak w końcu wyjdzie na jaw. Damaris Horne tak czy inaczej to wygrzebie.

– Ta kobieta jest pozbawiona etyki.

– Ale ma właściwe dojścia. Claire spojrzała na niego.

– Mówi pan o posterunku policji?

– Wie już pani o tym?

– Nie znam nazwiska policjanta. Który to?

– Proszę mi powiedzieć, co zdarzyło się w 1946 roku. Znów wpatrzyła się przed siebie.

– Wszystko jest w archiwum miejscowej gazety. Może pan sam poszukać.

Przez chwilę prowadził w milczeniu.

– To miasto już coś takiego przeżyło, prawda? – zapytał. – Podobne morderstwa.