– Ale czy pani nie rozumie, że to jest właśnie coś pozytywnego, co można im zaproponować? Marchewka za dobre zachowanie. Ja bym tego nie odwoływał. Jakie inne mają zachęty?
– A co z groźbą śmierci? – mruknęła nauczycielka angielskiego.
– Pozytywne wzmacnianie – oświadczył Lieberman. – To mantra, którą powinniśmy zapamiętać. Pozytywne. Pozytywne.
– Zabawa może okazać się katastrofą – powiedziała Fern. – Dwie setki dzieci w zatłoczonej sali gimnastycznej. Wystarczy jedna bójka na pięści, a będziemy mieli wrzeszczący tłum.
– Więc z góry usuńmy rozrabiaków. To właśnie nazywam pozytywnym wzmocnieniem. Każdy, kto wychyli się choć na centymetr poza wyznaczone granice, zostaje wykluczony. – Przerwał na chwilę. – Ci dwaj chłopcy, którzy dzisiaj wdali się w bójkę…
– Noah Elliot i J.D. Reid.
– Zacznijmy od zrobienia z nich przykładu.
– Zawiesiłam ich do końca tygodnia – powiedziała Fern. – Rodzice już po nich jadą.
– Na pani miejscu wyjaśniłbym całej szkole, że na zabawie nie będzie ani tych chłopców, ani żadnych innych rozrabiaków. Należy postawić ich jako przykład tego, czego nie wolno robić.
W przedłużającej się ciszy oczy wszystkich zwróciły się na Fern. Czekali na jej decyzję, ale ona była już zmęczona decydowaniem i znoszeniem oskarżeń, gdy coś poszło nie tak. A teraz siedział tu ten doktor Lieberman, mówiąc jej, co powinna zrobić, więc niemal z radością poddała się jego opiniom. Szansie przerzucenia odpowiedzialności na kogoś innego.
– No dobrze. Zabawa wraca do planu.
Zapukano do drzwi. Puls Fern przyśpieszył, gdy do pokoju wszedł Lincoln Kelly. Dzisiaj nie był w mundurze, ale w dżinsach i starej kurtce myśliwskiej. Niósł ze sobą zapach zimy, a we włosach migotały mu płatki śniegu. Wyglądał na zmęczonego, lecz to tylko podkreślało jego atrakcyjność. Pomyślała, jak już wielokrotnie przedtem: Potrzebujesz oddanej kobiety, która by się o ciebie troszczyła.
– Przepraszam za spóźnienie – odezwał się. – Dopiero przed chwilą wróciłem do miasta.
– Już kończymy spotkanie – powiedziała Fern. – Ale ty i ja musimy porozmawiać, jeśli masz chwilę czasu. – Wstała i natychmiast się zmieszała, bo patrzył w zdziwieniu na jej niedbały strój. – Musiałam przerwać kolejną bójkę i wylądowałam na ziemi – wyjaśniła. Obciągnęła bluzę. – Awaryjny komplet na zmianę. Niezbyt twarzowy kolor.
– Nic ci się nie stało?
– Nie. Choć bolesne jest zniszczenie pary włoskich pantofli.
Uśmiechnął się, co miało znaczyć, iż mimo niechlujnego wyglądu emanuje urokiem i dowcipem, a on potrafi to docenić.
– Poczekam na ciebie w sekretariacie – powiedział, wychodząc.
Nie mogła po prostu wyjść z sali i do niego dołączyć. Najpierw musiała zakończyć spotkanie. Zanim się w końcu elegancko uwolniła, minęło pięć minut i Lincoln nie był już w sekretariacie sam.
Była z nim Claire Elliot.
Wydawało się, że nie zauważyli Fern wychodzącej z sali konferencyjnej, tak całkowicie byli sobą nawzajem pochłonięci. Nie dotykali się, ale na twarzy Lincolna malowało się takie ożywienie, jakiego Fern nigdy nie widziała. Zupełnie jakby obudził się po długiej hibernacji, by dołączyć do żywych.
Ból, jaki w tej chwili poczuła, był niemal fizyczny. Zrobiła krok w ich stronę, ale nagle nie miała nic do powiedzenia. Cóż on takiego widzi w tobie, czego nie widzi we mnie? – zastanawiała się, patrząc na Claire. Przez te wszystkie lata była świadkiem powolnego rozpadu małżeństwa Lincolna i myślała, że w końcu czas okaże się jej sprzymierzeńcem. Doreen zniknie, a Fern zajmie jej miejsce. Tymczasem pojawiła się skądś ta kobieta, tak zwyczajnie wyglądająca kobieta w śniegowcach i brązowym golfie, i natychmiast znalazła się na czele kolejki. Nie pasujesz, pomyślała Fern zjadliwie, gdy Claire odwróciła się w jej stronę. Nigdy tu nie pasowałaś.
– Zadzwoniła do mnie Mary Delahanty – powiedziała Claire. – Jak rozumiem, Noah wdał się w kolejną bójkę.
– Pani syn został zawieszony – oświadczyła Fern bez ogródek. Chciała zadać jej ból i z zadowoleniem dostrzegła, że Claire drgnęła.
– Co się stało?
– Wdał się w bójkę o dziewczynę. Najwyraźniej pozwalał sobie na zbyt wiele i brat dziewczyny wystąpił w obronie siostry.
– Trudno mi w to uwierzyć. Mój syn nigdy nie wspomniał o żadnej dziewczynie…
– Dzieciom nie jest łatwo w obecnych czasach porozumieć się z rodzicami, kiedy ci są tak zajęci pracą zawodową. – Fern chciała zranić Claire Elliot i najwyraźniej jej się to udało, bo na policzki Claire wypłynął rumieniec winy. Fern doskonale wiedziała, w co celować: w najdrażliwsze miejsce każdego rodzica, uwrażliwione przez wyrzuty sumienia i brzemię odpowiedzialności.
Fern – powiedział Lincoln. Usłyszała w jego głosie naganę. Odwróciła się w jego stronę i nagle poczuła głęboki wstyd. Straciła panowanie nad sobą, dała upust złości, ukazując się z najgorszej strony, podczas gdy Claire grała rolę niewiniątka.
Opanowanym głosem oznajmiła:
– Pani syn czeka w pokoju zatrzymań. Może go pani zabrać do domu.
– Kiedy będzie mógł wrócić do szkoły?
– Jeszcze nie podjęłam decyzji. Spotkam się z jego nauczycielami i wysłucham ich opinii. Kara musi być tak surowa, by dwukrotnie pomyślał, zanim znów spowoduje kłopoty. – Spojrzała na Claire. – Już wcześniej miewał problemy, prawda?
– Był tylko ten incydent z deskorolką…
– Nie, mówię o tym, co było wcześniej. W Baltimore. Zaszokowana Claire patrzyła na nią w milczeniu. A więc to prawda, pomyślała Fern z satysfakcją. Ten chłopiec zawsze był problemem.
– Mój syn – oświadczyła Claire ze spokojną pewnością – nie jest rozrabiaką.
– A jednak znalazł się w rejestrze młodocianych.
– Skąd pani wie?
– Otrzymałam kilka wycinków prasowych z Baltimore.
– Kto je przysłał?
– Nie wiem. To nieważne.
– To bardzo ważne! Ktoś usiłuje zniszczyć moją reputację, wypędzić mnie z miasta. Teraz próbują dobrać się do mego syna.
– Ale to prawda? Rzeczywiście ukradł samochód?
– Zdarzyło się to tuż po śmierci jego ojca. Czy ma pani pojęcie, jak czuje się dwunastoletni chłopiec, gdy musi patrzeć, jak jego ojciec umiera? Jak kompletnie to może złamać serce dziecka? Noah nigdy nie doszedł do siebie. Tak, jest wciąż pełen gniewu. Pełen żalu. Ale znam go i mówię pani, że mój syn nie jest zły.
Fern powstrzymała się od komentarza. Było dla niej jasne, że doktor Elliot jest ślepa, niezdolna dojrzeć czegokolwiek poza swoją miłością.
– Kim był ten drugi chłopiec? – spytał Lincoln.
– A jakie to ma znaczenie? – odparła Fern. – Noah musi ponieść konsekwencje własnego zachowania.
– Sugerowałaś, że to ten drugi zaczął bójkę.
– Tak, by bronić siostry.
– Rozmawiałaś z dziewczyną? Potwierdziłaś, że potrzebowała obrony?
– Nie muszę niczego potwierdzać. Zobaczyłam dwóch bijących się chłopców. Wybiegłam, by przerwać bójkę, i zostałam przewrócona na ziemię. To, co się tam zdarzyło, było brzydkie. Brutalne. Nie mogę uwierzyć, że sympatyzujesz z chłopcem, który mnie zaatakował…
– Zaatakował?
– Doszło do kontaktu cielesnego. Upadłam.
– Czy chcesz wnieść sprawę?
Otworzyła usta, by powiedzieć, że tak, ale w ostatniej chwili powstrzymała się. Wniesienie sprawy oznacza składanie zeznań w sądzie. A co może powiedzieć pod przysięgą? Widziała wściekłość w twarzy Noaha, wiedziała, że chętnie by ją uderzył. To, że nie podniósł na nią ręki, było jedynie technicznym szczegółem. Ważny był zamiar, agresja w jego oczach. Ale czy ktokolwiek to dostrzegł?