– Czy świadek podał numer rejestracyjny?
Floyd kiwnął potakująco głową.
– Samochód jest zarejestrowany na doktor Elliot – powiedział żałośnie.
Lincoln czuł, że krew odpływa mu z twarzy. Samochód Claire?
– Według rejestracji to brązowa furgonetka.
– Ależ ona nie jeździła wczoraj furgonetką! Widziałem ją wieczorem w szkole, przyjechała tym starym subaru.
– Lincoln, ja tylko mówię, że świadek podał numer rejestracyjny samochodu doktor Elliot. Więc może… może przyjrzę się tej furgonetce?
Lincoln wyszedł w samej koszuli, ale prawie nie czuł zimna, brnąc przez śnieg do garażu. Zanurzył rękę aż po łokieć w śniegu, znalazł uchwyt i podniósł drzwi.
W środku obok siebie stały oba samochody Claire. Pierwszą rzeczą, jaka Lincoln zauważył, były kałuże stopionego śniegu pod oboma pojazdami. W ciągu ostatniego dnia czy dwóch oba były używane, na tyle niedawno, że kałuże jeszcze nie wyschły.
Jego otępienie szybko ustępowało ściskającemu za gardło strachowi. Obszedł furgonetkę. Na widok rozmazanej na zderzaku krwi poczuł, że świat ucieka mu spod nóg i wszystko wokół się wali.
Bez słowa odwrócił się i wyszedł z garażu.
Zatrzymując się w sięgającym kolan śniegu, spojrzał na dom, gdzie spała Claire i jej syn. Nie przychodziło mu do głowy nic, co pomogłoby im znieść nadchodzącą mękę, żaden sposób na oszczędzenie jej bólu, który będzie musiał sam zadać. Nie miał w tej sprawie wyboru. Przecież zrozumie. Być może pewnego dnia nawet mu wybaczy.
Ale dzisiaj – dzisiaj go znienawidzi.
– Wiesz, że będziesz musiał się trzymać od tej sprawy z daleka – powiedział cicho Floyd. – Cholera, w ogóle nie wolno ci się do niej zbliżyć. Doreen była twoją żoną. A ty właśnie spędziłeś noc z… – Głos mu zamarł. – To sprawa policji stanowej, Lincoln. Będą chcieli z tobą porozmawiać. Z wami obojgiem.
Lincoln wciągnął powietrze głęboko w płuca i chętnie przyjął karzącą ostrość zimnego powietrza w płucach. Fizyczny ból.
– Więc ich zawiadom przez radio – powiedział. Ruszył niechętnie ku domowi. – Muszę porozmawiać z Noahem.
Nie rozumiała, jak się to mogło zdarzyć. Obudziła się w równoległym świecie, gdzie ludzie, których znała i kochała, zachowywali się w obcy jej sposób. Oto Noah, rozwalony na krześle w kuchni i tak spięty wściekłością, że powietrze wokół niego wydawało się dźwięczeć. Oto Lincoln, ponury i obcy, zadający pytanie po pytaniu. Żaden z nich na nią nie patrzył, najwyraźniej obaj woleli, żeby nie było jej w pokoju, ale też żaden nie poprosił, żeby wyszła. I tak by nie wyszła: widziała, w jakim kierunku zmierzają pytania Lincolna, i rozumiała niebezpieczny charakter dramatu, rozgrywającego się w jej kuchni.
– Musisz mi szczerze powiedzieć, synu – rzekł Lincoln. – Nie zadaję ci żadnych podchwytliwych pytań. Nie próbuję cię złapać. Po prostu muszę wiedzieć, gdzie jeździłeś wczoraj furgonetką i co się stało.
– A kto mówi, że w ogóle nią jeździłem?
– Furgonetka najwyraźniej wyjeżdżała z garażu. Są pod nią kałuże stopionego śniegu.
– Moja mama…
– Twoja mama wczoraj prowadziła subaru. Potwierdza to. Noah rzucił Claire spojrzenie, w którym wyraźnie odczytała oskarżenie. Jesteś po jego stronie.
– A kogo to obchodzi, jeśli nawet gdzieś jeździłem? – powiedział Noah. – Nie rozwaliłem jej przecież.
– Nie.
– No więc prowadziłem bez prawa jazdy. Wyślijcie mnie na krzesło elektryczne.
– Gdzie jeździłeś furgonetką, Noah?
– Tu i tam.
– Gdzie?
– Po prostu tu i tam, rozumiecie?
– Dlaczego zadajesz mu te pytania? – odezwała się Claire. – Co chcesz od niego usłyszeć?
Lincoln nie odpowiedział. Jego uwaga wciąż była skupiona na chłopcu. Tak daleko już się ode mnie odsunął, pomyślała. Tam mało znam tego człowieka. Witajcie rankiem po, w twardym świetle żalu.
– Tu nie chodzi o zwykłe jeżdżenie bez prawa jazdy, prawda? – spytała.
W końcu Lincoln na nią spojrzał.
– Wczoraj wieczorem był wypadek. Sprawca uciekł. Twoja furgonetka mogła brać w tym udział. Świadek widział twój samochód, jak jedzie zygzakiem, i zadzwonił na komisariat. Było to na tej samej drodze, gdzie znaleziono ciało Opadła na krzesło, jakby ją ktoś popchnął. Ciało. Ktoś został zabity.
– Dokąd jeździłeś wczoraj wieczorem, Noah? – powtórzył swoje pytanie Lincoln.
Teraz Noah wyglądał na przestraszonego.
– Nad jezioro – powiedział ledwo dosłyszalnie.
– I gdzie jeszcze?
– Tylko nad jezioro. Toddy Point Road. Zaparkowałem na chwilę przy pochylni dla łodzi. Ale potem zaczęło bardzo mocno padać, a nie chcieliśmy tam utknąć, więc pojechałem do domu. Byłem już w domu, gdy wróciła mama.
– My? Powiedziałeś: „nie chcieliśmy tam utknąć”. Noah wyglądał na zmieszanego.
– Ja nie chciałem.
– Kto był z tobą w furgonetce?
– Nikt.
– Powiedz prawdę, Noah. Kto był z tobą, gdy przejechałeś Doreen?
– Kogo?
– Doreen Kelly.
Żonę Lincolna? Claire wstała tak gwałtownie, że jej krzesło przewróciło się do tyłu.
– Przestań! Przestań zadawać pytania!
– Dziś rano znaleziono jej ciało – mówił Lincoln, jakby Claire się w ogóle nie odezwała, a jego cichy, monotonny głos z trudem skrywał ból. – Leżała koło Slocum Road. Niedaleko od miejsca, w którym świadek widział twoją furgonetkę. Mogłeś się zatrzymać, żeby jej pomóc. Mogłeś kogoś wezwać, gdzieś zadzwonić. Nie zasługiwała na taką śmierć, Noah. Całkiem sama, na mrozie. – Claire usłyszała w jego głosie więcej niż ból – usłyszała poczucie winy. Być może jego małżeństwo się rozpadło, ale Lincoln zawsze czuł się odpowiedzialny za Doreen. Z jej śmiercią wziął na siebie nowy ciężar samooskarżeń.
– Noah by jej tak nie zostawił – powiedziała Claire. – Wiem, że nie.
– Pewnie myślisz, że go znasz.
– Lincoln, rozumiem, że cierpisz. Rozumiem, że jesteś w szoku. Ale teraz uderzasz na ślepo, usiłując przypisać winę najbliższemu celowi.
Lincoln spojrzał na Noaha.
– Już raz miałeś kłopoty, prawda? Kradłeś samochody. Dłonie Noaha zacisnęły się w pięści.
– Wie pan o tym?
– Tak, wiem. Posterunkowy Spear zadzwonił do twego kuratora w Baltimore.
– Więc po co pan mnie męczy tymi wszystkimi pytaniami? Już pan uznał, że jestem winien!
– Chcę usłyszeć twoją wersję.
– Przedstawiłem panu moją wersję!
– Mówisz, że jeździłeś nad jeziorem. A nie pojechałeś także na Slocum Road? Czy zdawałeś sobie sprawę, że na nią wjechałeś? Czy przyszło ci do głowy, żeby chociaż wysiąść i zobaczyć, co się stało?
– Przestań – powiedziała Claire.
– Muszę wiedzieć!
– Nie pozwolę, żeby jakiś gliniarz przesłuchiwał mego syna bez adwokata!
– Nie zadaję tych pytań jako gliniarz.
– Ale jesteś gliniarzem! I nie będzie więcej pytań! – Stanęła za synem, opierając ręce na ramionach Noaha. Patrzyła wprost na Lincolna. – Nie ma ci nic więcej do powiedzenia.
– W końcu będzie musiał odpowiedzieć na pytania, Claire. Policja stanowa będzie mu zadawać te same pytania, i jeszcze wiele więcej.
– Z nimi także Noah nie będzie rozmawiał. Nie bez adwokata.
– Claire. – W jego głosie czuło się udrękę. – Była moją żoną. Muszę wiedzieć.
– Czy aresztujesz mojego syna?