Выбрать главу

– Zanieczyszcza strumień?

– No właśnie. Minionej wiosny mieliście rekordowe opady deszczu, więc strumień wylał zapewne aż do wysokości szamba Emersona. Mógł wypłukać jaja pasożyta i zabrać je do jeziora.

– A skąd jaja znalazły się w szambie?

Od samego Warrena Emersona – wyjaśniła Claire. – Prawdopodobnie został zarażony dawno temu, po zjedzeniu niedogotowanej wieprzowiny z wągrami tasiemca. Wągry rosną i żyją w ludzkich jelitach, czasami parę dziesiątków lat. Produkują jaja.

– Jeśli Emerson hodował tasiemca w jelitach – powiedział Max – to wiele jaj pasożyta dostało się do jego systemu kanalizacyjnego. Wystarczy przeciekające szambo albo powódź, żeby przedostały się do strumienia zasilającego jezioro. Ich największa koncentracja byłaby tu, gdzie potok Meegawki wpada do jeziora. – Max wskazał Skały. – Właśnie tu, gdzie wasze nastolatki najchętniej się kąpią. Mam rację?

Lincoln nagle poderwał głowę, bo gdzieś w budynku wybuchło zamieszanie. Wszyscy spojrzeli ku drzwiom, które otwarły się gwałtownie, a spanikowany Floyd Spear wsunął głowę do pokoju.

– Chłopiec ma atak! Wzywamy pogotowie!

Claire rzuciła Lincolnowi przerażone spojrzenie i wybiegła z gabinetu. Jeden z policjantów stanowych próbował ją zatrzymać, ale Lincoln rzucił:

– Jest lekarzem! Przepuśćcie ją!

Claire wypadła na korytarz, skąd prowadziły drzwi do trzech cel. Drzwi pierwszej celi stały otworem. W środku przykucnęło dwóch policjantów. Widziała jedynie nogi Noaha, podrygujące jakby w rytm wstrząsów elektrycznych. Potem zobaczyła krew na podłodze, w pobliżu głowy syna, i jego zakrwawioną twarz.

– Coście mu zrobili?! – krzyknęła.

– Nic! Tak go znaleźliśmy. Chyba uderzył głową o podłogę…

– Cofnijcie się. Zejdźcie mi z drogi!

Policjanci cofnęli się posłusznie i Claire opadła na kolana koło Noaha. Paniczny strach niemal ją sparaliżował. Musiała zmusić się do myślenia, do usunięcia ze świadomości strasznego faktu, że to jest jej syn, jej jedyne dziecko, i że być może teraz umiera na jej oczach. Atak padaczki. Kłopoty z oddychaniem. Usłyszała bulgot płynu w gardle, pierś unosiły mu gwałtowne skurcze, gdy walczyłby wciągnąć powietrze w głodne tlenu płuca.

Przewróć go na bok. Płyn nie może dostać się do płuc!

Chwyciła chłopca za ramię. Druga para rąk przyszła jej na pomoc. Kątem oka dostrzegła klękającego obok Lincolna.

Razem przekręcili Noaha na bok. Wciąż miał drgawki i uderzał głową o podłogę.

– Potrzebuje czegoś miękkiego pod głowę! – krzyknęła. Max, który także wepchnął się do celi, rzucił jej zerwany z pryczy koc. Delikatnie uniosła głowę Noaha i wsunęła koc pod spód. Często, kiedy był mały, zasypiał na kanapie – wtedy wsuwała mu pod głowę poduszkę. Teraz nie była to głowa śpiącego chłopca. Przy każdym nowym ataku drgawek jego kark sztywniał, mięśnie napinały się jak postronki. I ta krew – skąd pochodziła?

Znów usłyszała bulgot i zobaczyła, jak pierś Noaha się unosi, a świeży strumyk krwi wycieka mu z nozdrza. Więc wcale się nie skaleczył, to tylko krew cieknie mu z nosa. Czy również krew bulgocze mu w gardle? Odwróciła twarz syna w dół, mając nadzieję usunąć krew z jamy ustnej, ale wyciekło jej bardzo niewiele, pomieszanej ze śliną. Atak jakby przechodził, chłopiec nie bił już nogami z taką gwałtownością, odgłos duszenia się natomiast był coraz wyraźniejszy.

Ucisk na przeponę. Zanim Noah się udusi.

Zostawiła go na boku, położyła jedną dłoń na górnej części jamy brzusznej, a drugą wparła w jego kark. Mocno nacisnęła w kierunku klatki piersiowej.

Z gardła ze świstem wyszło powietrze. Więc płuca nie są całkiem zablokowane, pomyślała z ulgą. Wciąż dostają trochę tlenu.

Powtórzyła ucisk. Znowu oparła dłoń o brzuch Noaha i mocno nacisnęła. Słyszała, jak jego płuca wypychają powietrze, a świszczący oddech uspokaja się, bo przyczyna blokady nagle została wyparta z gardła i częściowo wypchnięta przez nozdrze. Na ten widok szarpnęła się w tył, przerażona.

– Jezus Maria! – krzyknął policjant stanowy. – A to, kurwa, co takiego?

Robak ruszał się, wykręcał na wszystkie strony w różowej pianie krwi i śluzu. Wysuwało się go coraz więcej, tworzył błyszczące skręty, za wszelka cenę usiłując się uwolnić. Claire była tak osłupiała, że gapiła się tylko bezczynnie, gdy robak wysunął się do końca z nosa jej syna i ześliznął na podłogę Tam zwinął się w spiralkę, unosząc jeden koniec niczym kobra, by sprawdzić powietrze.

W następnej sekundzie wystrzelił przed siebie i zniknął pod pryczą.

– Gdzie on jest? Złapcie go! – krzyknęła Claire.

Max opadł już na czworaki, usiłując zajrzeć pod pryczę.

– Nie widzę…

– Musimy go zidentyfikować!

– Jest tam, już go mamy – powiedział Lincoln, który ukląkł koło Maksa. – Wciąż się rusza…

Nagle wyłączone zawodzenie syreny karetki pogotowia odwróciło uwagę Claire. Spojrzała ku drzwiom, gdzie słychać było zbliżające się głosy i metaliczny brzęk noszy toczonych na kółkach. Noah łatwiej oddychał, jego żebra unosiły się i opadały bez drgawek, a puls miał przyśpieszony, ale stabilny.

Sanitariusze weszli do celi. Claire odsunęła się na bok, gdy zakładali wlew dożylny i podłączali tlen.

– Claire – powiedział Lincoln. – Spójrz na to. Przesunęła się w jego stronę i uklękła obok, zaglądając w wąską szczelinę pod pryczą. Światło w celi świeciło słabo i trudno było cokolwiek dostrzec w cieniu zapadniętego materaca. Tam gdzie było nieco jaśniej, przy samej krawędzi, rozróżniła kilka kotów kurzu i pomięty kawałek chusteczki. Z tyłu, w najdalszym kącie, ruszała się jasnozielona linia, rysując w ciemności halucynogenne zawijasy.

– Świeci się, Claire. To właśnie widzieliśmy. Tamtej nocy nad jeziorem.

– Bioluminescencja – potwierdził Max. – Niektóre robaki mają takie właściwości.

Claire usłyszała trzask klamry bezpieczeństwa. Odwróciła się i zobaczyła, że sanitariusze przymocowali już Noaha do noszy i manewrują teraz w drzwiach celi.

– Wydaje się, że jego stan jest stabilny – powiedział sanitariusz. – Zabieramy go do szpitala Knox.

– Zaraz za wami przyjadę – powiedziała i spojrzała na Maksa. – Potrzebuję tego robaka.

– Jedź z Noahem – uspokoił ją Max. – Przywiozę go do laboratorium patologii.

Kiwnęła głową i wyszła za swoim synem.

W pracowni radiologicznej Claire uważnie przyglądała się filmom przyczepionym do podświetlarki.

– I co myślicie? – spytała.

– Wygląda całkiem normalnie – powiedział doktor Chapman, radiolog. – Wszystkie zwoje symetryczne. Nie widzę żadnych zagęszczeń, żadnych torbieli. Nic, co świadczyłoby o krwawieniu wewnątrzczaszkowym. – Spojrzał na doktora Thayera, neurologa, który właśnie wchodził do pokoju. Claire poprosiła go, by przejął opiekę nad Noahem. – Właśnie przyglądamy się zdjęciom tomograficznym. Nie dostrzegam żadnych odstępstw od normy.

Thayer włożył okulary i przestudiował filmy.

– Zgadzam się – powiedział. – A ty, Claire?

Claire miała zaufanie do obu mężczyzn, ale rozmowa dotyczyła jej syna i nie mogła całkowicie oddać go w obce ręce. Rozumieli to, więc dzielili się z nią rezultatami wszystkich analiz i prześwietleń. Teraz dzielili z nią także swoją bezradność. Czytała ją w twarzy Chapmana, który raz jeszcze oglądał zdjęcia. Podświetlarka rzucała bliźniacze odbicie obrazów rentgenowskich w zasłaniające mu oczy okulary, ale zmarszczenie brwi mówiło jej, że lekarz nie ma gotowej odpowiedzi.