— Ależ oczywiście — wtrąciła Róża. — Po to tam są.
— Lecz moc… przecież mi opowiadałaś, to nie to samo co zmuszanie ludzi, by spełniali twoje życzenia albo ci płacili…
— Czyżby? — Nie.
— Skoro słowo potrafi leczyć, inne słowo potrafi ranić. Skoro ręką możesz zabijać, ręką możesz też uzdrawiać. Kiepski to wóz który jeździ tylko w jedną stronę.
— Lecz na Roke uczą się właściwie wykorzystywać swą moc, tak by nie czynić szkody i nie dla zysku.
— Według mnie w sumie wszystko sprowadza się do zysku. Ludzie muszą jakoś żyć. Ale co ja mogę wiedzieć? Zarabiam na życie, robiąc to, co umiem, nie mieszam się jednak do sztuk wyższych, jak przywoływanie zmarłych. To niebezpieczne. — Róża uczyniła gest odwracający zły urok.
— Wszystko jest niebezpieczne — odparła Ważka, spoglądając ponad owcami, wzgórzem i drzewami w bezbarwną, rozległą pustkę, martwą niczym niebo przed wschodem słońca.
Róża obserwowała ją uważnie. Zdawała sobie sprawę, że nie wie, kim jest Irian, kim może się stać. Owszem, to rosła, silna, niezręczna, niewykształcona, niewinna, gniewna kobieta, ale jeszcze przed laty Róża dostrzegła w niej, w małej dziewczynce coś więcej, coś wykraczającego poza to, kim była. A gdy Irian spoglądała w dal poza światem, zdawało się, że wkracza w miejsce bądź czas zupełnie oderwany od naszego.
— Uważaj — mruknęła ponuro czarownica. — Wszystko jest niebezpieczne. A najbardziej wtrącanie się w sprawy magów.
Miłość, szacunek i zaufanie nie pozwoliły Ważce zlekceważyć ostrzeżenia Róży, nie potrafiła jednak dostrzec w Kości niczego niebezpiecznego. Nie rozumiała go, owszem, nie mogła jednak się go bać, jego jako człowieka. Próbowała traktować młodzieńca s szacunkiem; bez powodzenia. Uważała go za inteligentnego i przystojnego, ale niewiele ją obchodził poza tym, co mógł jej powiedzieć. Wiedział, co chciałaby usłyszeć, i powoli przekazywał swą wiedzę. Wówczas okazywało się, że tak naprawdę nie o to jej chodziło i pragnęła dowiedzieć się czegoś więcej. Był bardzo cierpliwy, a ona czuła do niego wdzięczność, świadoma faktu, że chłopak myśli znacznie szybciej od niej. Czasami uśmiechał się w obliczu jej ignorancji, nigdy jednak nie drwił z niej ani nie upominał. Podobnie jak czarownica lubił odpowiadać pytaniami na pytania, lecz odpowiedzi Róży zawsze okazywały się czymś, co Irian już wiedziała, natomiast jego odpowiedzi były czymś nowym, czego nie potrafiła sobie wyobrazić. Zdumiewały ją, sprawiały ból, zmuszając do odmiany wszystkiego, w co wierzyła.
Dzień po dniu, podczas kolejnych rozmów w starych stajniach Irii, gdzie zwykle się spotykali, zadawała mu pytania, a on opowiadał coraz więcej, choć z wahaniem i nigdy do końca. Osłania mistrzów, pomyślała; próbuje bronić wspaniałej wizji Roke. Lecz pewnego dnia ustąpił i w końcu zaczął mówić otwarcie.
— Można tam znaleźć dobrych ludzi — rzekł. — Arcymag był mądry i wspaniały, ale odszedł. A mistrzowie… niektórzy wynoszą się ponad innych, zgłębiając tajemną wiedzę, poszukując nowych wzorów, nowych imion; lecz wiedza ta do niczego im się nie przydaje. Inni pod szarym płaszczem mądrości skrywają własne ambicje. Roke nie włada już Ziemiomorzem. Sercem Ziemiomorza stał się dwór w Havnorze. Czasy świetności Roke minęły, lecz wciąż jeszcze tysiące zaklęć bronią jej przed dniem dzisiejszym. Cóż jednak pozostało poza murami zaklęć? Wybujałe ambicje, lęk przed wszystkim co nowe, strach przed młodymi, rzucającymi wyzwanie władzy starców. A pośrodku nic, pusty dziedziniec. Arcymag już nigdy nie wróci.
— Skąd wiesz? — szepnęła. Spojrzał na nią surowo.
— Zabrał go smok.
— Widziałeś to? Widziałeś? — Zacisnęła dłonie, wyobrażając sobie lecącego smoka.
Po dłuższej chwili powróciła myślami do słońca i stajni, pytań i zagadek.
— Ale nawet jeśli go nie ma — rzekła — z pewnością niektórzy z mistrzów są mądrymi ludźmi?
Gdy Kość uniósł wzrok, na jego wargach przemknął melancholijny uśmiech.
— W świetle dnia cała mądrość i tajemniczość mistrzów niewiele znaczy. To tylko sztuczki, cudowne złudzenia, ale ludzie nie chcą w to wierzyć. Pragną tajemnic, iluzji. Trudno ich winić; w życiu mają niewiele prawdy i piękna.
Podniósł z ziemi kawałek cegły i rzucił w powietrze. Mówił ornej a cegła fruwała nad ich głowami, trzepocząc delikatnymi błękitnymi skrzydełkami motyla. Kość wyciągnął palec i motyl przysiadł nad nim. Czarodziej potrząsnął ręką i owad spadł na ziemię. Znów był odłamkiem cegły.
— W moim życiu mało jest rzeczy wartych uwagi — oznajmiła ważka, wbijając wzrok w ziemię. — Umiem tylko kierować gospodarstwem. Próbuję nosić głowę wysoko i mówić prawdę Gdybym jednak sądziła, że na Roke także pozostały tylko kłamstwa sztuczki, znienawidziłabym tych ludzi za to, że mnie oszukali oszukali nas wszystkich. To nie mogą być kłamstwa, nie mogą! Arcymag naprawdę zszedł w głąb labiryntu pośród Mroźnych Ludzi i powrócił z Pierścieniem Pokoju. Zstąpił w krainę śmierci z młodym królem i pokonał pajęczego maga, po czym wrócił. Wiemy to od samego króla. Nawet tu harfiści śpiewają o tym pieśni. Słyszeliśmy je też od bajarza…
Kość przytaknął z powagą.
— Lecz Arcymag utracił swą moc w krainie śmierci Może wówczas cała magia osłabła.
— Zaklęcia Róży działają tak samo jak przedtem — upierała się Ważka.
Kość uśmiechnął się. Nie odpowiedział, wiedziała jednak że dla niego uroki wioskowej czarownicy to niewarta wzmianki drobnostka. On oglądał wielkie moce, wspaniałe czyny. Westchnęła z głębi serca.
— Gdybym tylko nie była kobietą! Znów się uśmiechnął.
— Jesteś piękną kobietą — rzekł, jakby stwierdzał zwykły fakt pochlebiał jej, jak z początku, nim dała mu do zrozumienia że tego me znosi. — Czemu chciałabyś stać się mężczyzną?
— Aby móc popłynąć na Roke. Zobaczyć, uczyć się. Czemu przyjmują tam tylko mężczyzn?
— Tak zdecydował pierwszy Arcymag wiele wieków temu — odparł Kość. — Ale… zastanawiałem się nieraz…
— Naprawdę?
— I to często. Dzień po dniu w Wielkim Domu i wokół Szkoły widywałem wyłącznie chłopców i mężczyzn, i wiedziałem, że za Księcia bronią kobietom z miasta wstępu na pola wokół Pagórka Roke Zapewne raz na kilka lat przybywająca z wizytą wielka dama odwiedza jedną z sal zewnętrznych. Ale czemu kobiety nie mogą się uczyć? Czy nie zdołałyby zrozumieć magii? A może mistrzowie się ich boją? Lękają się zepsucia? Nie, obawiają się, że jeśli wpuszczą kobiety do Szkoły, będą musieli zmienić prawa, których desperacko się trzymają.
— Kobiety mogą żyć w czystości równie dobrze jak mężczyźni — odparła szorstko Ważka. Wiedziała, że jej brutalna otwartość razi subtelnego chłopaka, nie potrafiła jednak zachowywać się inaczej.
— Oczywiście — odparł, uśmiechając się jeszcze szerzej — ale czarownice nie zawsze żyją w czystości, prawda? Może tego właśnie boją się mistrzowie. Może celibat nie jest wcale niezbędny, wbrew temu, co głosi Reguła. Może dzięki niej nie utrzymują mocy w czystości, lecz zachowują ją dla siebie, wykluczając kobiety i wszystkich, którzy nie zgodzą się stać eunuchami, by ową moc zdobyć… Kto wie? Kobieta mag. To zmieniłoby wszystko, wszystkie zasady!
Widziała, jak myślami ją wyprzedza, bawi się, przekształca idee tak, jak wcześniej odmienił cegłę, nadając jej postać motyla. Nie mogła dotrzymać mu kroku, lecz patrzyła z zachwytem.