Выбрать главу

Ciekawą rzeczą jest to, że autor Dziejów Apostolskich mimo woli potwierdza nasze przypuszczenie i tym samym tu znowu sobie zaprzecza. Opowiada mianowicie, że w czasie ostatniego pobytu Pawła w Jerozolimie i tuż przed jego aresztowaniem, a zatem wiele lat po rzekomo odbytym soborze, Jakub tak oto miał do niego przemówić: „A co się tyczy nawróconych pogan, tośmy już na piśmie rozstrzygnęli, aby się powstrzymali od rzeczy ofiarowanych bałwanom, krwi, zwierząt zdławionych i porubstwa” (21,25).

Uważnego czytelnika od razu musi uderzyć, że Jakub przemawia tu do Pawła jak do człowieka, który o tym sekrecie słyszy raz pierwszy. Boć przecież nie miałoby sensu odzywać się w ten sposób do kogoś, kto już od wielu lat dobrze był obeznany z jego postanowieniami i przyjął na siebie obowiązek przestrzegania ich w swojej działalności misyjnej. Jest więc jasne, że autor Dziejów Apostol­skich, zapominając, co niedawno pisał na temat soboru jerozolimskiego, zabrnął w ślepą uliczkę niekonsekwencji. Oczywiście skutek jest ten, że nachodzą nas poważne wątpliwości co do prawdy historycznej jego relacji. Zestawiając to demaskujące go potknięcie z bardziej uderzającym faktem milczenia Pawła w jego autentycznej korespondencji, rozumiemy stanowisko tych biblistów, którzy opowieść o soborze jerozolimskim wręcz między bajki włożyli.

Autor Dziejów Apostolskich, przekazując nam tego rodzaju wiadomość, chyba powodował się aktualnymi potrzebami propagandowymi. Nietrudno zorientować się, że Piotra potraktował raczej zdawkowo, natomiast jego bohate­rem jest Paweł. Z podziwem i uwielbieniem rozpisuje się na temat jego niezmordowanej działalności misyjnej i nauczycielskiej. Podkreślając nieprze­ciętną osobowość, hart ducha i zasługi apostoła dla Kościoła, równocześnie pragnie przekonać czytelników, że Paweł nie działał samowolnie, lecz za wiedzą i przyzwoleniem macierzystej gminy w Jerozolimie. Jednym słowem, nakreślony przezeń portret Pawła to raczej tendencyjnie zabarwiony dokument, napisany w duchu istniejącego w chrystianizmie nurtu paulińskiego.

Dlaczego autorowi Dziejów Apostolskich zależało na utrzymaniu takiej wersji? Otóż chrystianizm Pawła, chociaż wolny już od balastu niektórych rytualnych rygorów Starego Zakonu, nie mógł wyprzeć się swego judaistycznego rodowodu. Bez Starego Testamentu zawisnąłby po prostu w próżni, straciłby swoją duchową i historyczną podstawę. Dla pierwszych chrześcijan Jezus Chrystus był przecież Żydem, potomkiem królewskiego rodu Dawida i Mesja­szem zapowiedzianym przez starotestamentowych proroków, których ewangelie często cytują na dowód, że oczekiwanym Mesjaszem był właśnie on, a nie kto inny.

Autentycznymi uczniami i spadkobiercami byli apostołowie oraz inni towa­rzysze jego wędrówek, a więc także „Starsi” gminy jerozolimskiej i „brat Pański” Jakub. To znaczy, że Paweł uzyskawszy na specjalnie odbytym soborze ich aprobatę, głosił wiernie to, co nauczał Jezus Chrystus. Sobór jerozolimski był tu owym ważnym ogniwem, który wiązał Pawła z judeochrześcijańską fazą Kościoła.

Intencją autora Dziejów Apostolskich była więc najwidoczniej obrona Pawła jako wiarogodnego kontynuatora apostołów. Czyż jednak tego rodzaju obrona była potrzebna? Wszak w chwili, kiedy powstawała jego kronika, antagoniści Pawła właściwie już się nie liczyli. Jerozolima leżała w gruzach, a członkowie gminy jerozolimskiej, z którymi Paweł, jak wynika z dokumentów, w rzeczywis­tości miał ciągłe konflikty, albo przenieśli się za Jordan do Pelli, albo rozproszyli się po miastach i miasteczkach imperium rzymskiego.

Jednak mimo tego historycznego kataklizmu żydostwa wpływy judeochrześcijan i przeciwników Pawła w gminach musiały być jeszcze wówczas dość silne, skoro autor Dziejów Apostolskich uważał za potrzebne przeciwstawić się im odpowiednią repliką. Odrzucali oni naukę Pawła, nie uznawali go za apostoła, a sprzeczną z judaizmem deifikację Jezusa piętnowali jako herezję. Zgodnie z ich starotestamentowymi pojęciami Jezus, chociaż był zapowiedzianym Mesja­szem, wybrańcem Boga, prorokiem i cudotwórcą, nie miał jednak natury boskiej, lecz był tylko człowiekiem.

Kontrowersja ta bynajmniej nie wygasała, lecz trwała bardzo długo jeszcze po śmierci autora Dziejów Apostolskich, co świadczy, że relacja o rzekomo odbytym soborze jerozolimskim u przeciwników Pawła nie znalazła wiary. Jeszcze w IV wieku, a więc w trzysta lat później, potomkowie judeochrześcijan, tak zwani ebionici (ubodzy), odsądzali Pawła od czci i wiary, piętnując go jako odstępcę i fałszerza nauki Jezusa.

W 1965 r. dokonano w tej dziedzinie rewelacyjnego odkrycia. Profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, Szlomo Pines, zainteresował się bliżej zagadkowym, sześćset stron liczącym manuskryptem arabskim, który znaleziono w Stambule. Okazało się, że jest to tysiąc lat liczący traktat polemiczny, napisany przez teologa arabskiego nazwiskiem Al-Jabbar. Nie to jednak było ważne. Sensację wywołał dopiero fakt, że jeden fragment manuskryptu okazał się judeochrześcijańskim tekstem, przetłumaczonym w V lub VI wieku z dialektu aramejskiego, będącego ongiś w powszechnym użyciu na obszarze Syrii.

Prof. Pines wyraża przekonanie, że autorami tekstu byli autentyczni członko­wie gminy nazarejczyków w Jerozolimie. Opowiadają oni, jak sekta z dnia na dzień stawała się coraz liczniejsza. Jednocześnie jednak donoszą z rozgorycze­niem, że ostre konflikty rozbijały ją na rywalizujące ze sobą ugrupowania. Czyżby ta interesująca relacja miała jakiś związek z dramatycznym buntem „hellenistów”?

Najważniejszą rzeczą jest jednak dla nas to, co piszą oni o Pawle. Podkreśla­jąc, że nazarejczycy zawsze pozostawali wiernymi wyznawcami Prawa Mojże­szowego, że Jezusa czcili nie jako Boga, lecz jako Męża Sprawiedliwości i proroka izraelskiego, piętnowali Pawła jako fałszerza nauki Jezusa i renegata, który opowiedział się po stronie Rzymian. 

NIEZWYKŁE PRZYGODY PAWŁA 

Druga część Dziejów Apostolskich odznacza się wyjątkowo dramatyczną fabułą, jest bowiem dosłownie naszpikowana niezwykłymi wydarzeniami i ele­mentami cudowności. Odnosi się przeto wrażenie, że autor świadomie posłużył się konwencją przygodowej opowieści, której w czasach hellenizmu hołdowali niektórzy dziejopisarze i biografowie. W duchu tej konwencji Paweł dostaje się ustawicznie w najróżniejsze opały, które następują po sobie w tempie wręcz oszałamiającym. Poturbowany i upokarzany chłostą, potrafi jednak wybrnąć z tych tarapatów obronną ręką, jak przystało na bohatera opowiadań tego rodzaju.