Выбрать главу

Pewne wskazówki, zapisane w relacji Dziejów Apostolskich, gdy im się przyjrzeć uważniej, przekonują nas o tym w sposób dość jednoznaczny. Na przykład z wyglądu Paweł na pewno nie przypominał ubogiego wędrowca. Wręcz przeciwnie, ubierać się musiał jak człowiek dobrze sytuowany, skoro rutynowany w wymuszaniu łapówek namiestnik Feliks spodziewał się od niego okupu za wypuszczenie z więzienia. I to takiego okupu, że warto mu było cierpliwie czekać dwa lata, aż więzień zrozumie, o co chodzi.

Sceptyk mógłby tu wtrącić uwagę, że historyjkę z okupem, podobnie jak wiele innych, należy może policzyć na karb płodnej fantazji autora Dziejów Apostol­skich, że Feliksowi ani w głowie był okup, bo takiego, jaki byłby wart jego zachodu, nie mógł spodziewać się od jakiegoś Żyda z dalekiej Azji. Należy raczej przypuszczać, że Paweł przesiedział w więzieniu tyle czasu, bo nikt nie miał ani głowy, ani ochoty ruszać tej drażliwej sprawy. A więc przyczyną zwłoki – rozumuje ów sceptyk – nie była perfidia przekupnego dostojnika, lecz przysło­wiowa indolencja biurokracji. Dopiero następny namiestnik, obejmując agendy swego poprzednika, zajął się Pawłem z nową energią.

Jakkolwiek sprawa się miała, na pewno można przyjąć, że Paweł, zgodnie z przyzwyczajeniem wyniesionym z domu, ubierał się dostatnio. Taki jego wizerunek zapewne przekazywała następnemu pokoleniu tradycja, i chyba ona właśnie zainspirowała autora Dziejów Apostolskich do stworzenia wersji o ła­pówkowych zakusach Feliksa.

Sądząc po wygodnym życiu, jakie Paweł urządził sobie w Rzymie, dochodzimy zresztą do przekonania, że nie był bynajmniej abnegatem. Tylko człowiek dysponujący większą gotówką mógł przez dwa lata dzierżawić na swój własny użytek dom prywatny, a nadto, jak to niektórzy bibliści przypuszczają, utrzymy­wać na swój koszt owego żołnierza, który był odkomenderowany do jego pilnowania. Paweł nie zasmakował losu niezliczonych, trzymanych w lochach więźniów, lecz należał do tych uprzywilejowanych, którzy mogli sobie na to pozwolić, by oczekiwać swego procesu, jak to mówią dziś prawnicy „z wolnej stopy”.

Paweł miał zupełnie inny stosunek do bogaczy, niż na przykład Jezus w ewangeliach. Mateusz, wkładając w usta Jezusa słynną sentencję, że „łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi wnijść do królestwa niebieskiego”, osądza sam fakt posiadania jako rzecz niemoralną. Tymczasem Paweł najwyraźniej godzi się z istnieniem bogaczy, nie potępia ich w czambuł, ale domaga się, aby biedniejszych braci wspierali jałmużną. „Teraz wasza obfitość niech wzbogaci ich niedostatek” – pisze w Drugim liście do Koryntian (8,14). A w Pierwszym liście do Tymoteusza czytamy: „Bogatym tego świata przekazuj, aby się nie pysznili, ani też nadziei swej nie pokładali w niepewnych bogactwach, ale w Bogu żywym (który użycza nam obficie wszystkiego do używania). Niechaj dobrze czynią stając się bogaczami dobrych uczynków. Niechaj szczerze innym dają i z nimi się dzielą...” (6,17-18). Jak z tego wynika, idea ubóstwa i wspólnoty majątkowej była Pawłowi zupełnie obca. Różnice majątkowe między ludźmi zakładał on jako rzecz naturalną i nieuniknioną, zalecał tylko łagodzić je dawaniem jałmużny i uległością wobec Boga.

Ta sama konformistyczna tendencja występuje u Pawła również w jego stosunku do władzy i państwa. Wiemy, z jaką dumą podkreślał, że jest obywatelem rzymskim od urodzenia, i chętnie korzystał z przywilejów, jakie z tego tytułu mu przysługiwały. Jednakże swój lojalizm posunął tak daleko, że zakrawało to już na postawę serwilistycznej uległości. Wypływało to na pewno z jego znanego nam już pragmatyzmu. Trzeba zresztą pamiętać, że swoje dezyderaty dotyczące państwa i władzy sformułował w liście skierowanym do współwyznawców mieszkających w Rzymie. Nie będzie więc chyba od rzeczy, jeżeli postawimy tu tezę, że nakłaniając ich w tak krańcowy sposób do wiernopoddańczego legalizmu miał na celu także przeciwstawienie się oszczer­czej propagandzie, jakoby chrześcijanie byli wrogami imperium rzymskiego, a tym samym uchronienie ich od prześladowań.

Oto co czytamy w Liście do Rzymian: „Każdy niechaj będzie poddany władzom wyższym. Nie masz bowiem władzy jeno od Boga, a te, które są, od Boga są ustanowione. Przeto kto sprzeciwia się władzy, sprzeciwia się postano­wieniu Bożemu. A kto się sprzeciwia, sam na siebie ściąga potępienie...” (13)

Według Pawła, nie tylko każda władza, bez względu na to, jaka jest, pochodzi od Boga, ale nawet poborcy podatkowi jako przedstawiciele tej władzy są sługami bożymi. „Dlatego też i podatki płacicie – pisze Paweł – bo przełożeni są sługami bożymi pilnującymi swej służby” (13, 6-7).

Ignacy Radliński, autor książki Dzieje jednego z Synów Bożych, pod wraże­niem takiego stanowiska pisze, że „trudno nie zadrżeć, czego na podstawie zawartych w nim poglądów nie dokonano w przeciągu dwu tysięcy lat”. Identyczną opinię, tyle tylko, że w sposób konkretniejszy, wypowiada ks. Mieczysław Żywczyński. W artykule Poglądy społeczne Pawła („Kierunki” z 26 I 1975) stwierdza on bez obsłonek: „Wyzyskiwano te poglądy dla tłumienia prądów wolnościowych i dla ujarzmienia upośledzonych mas ludzkich”.

Ta sama postawa cechuje Pawła w jego poglądach na niewolnictwo. Podobnie jak władza i państwo, również i ustrój istniejący w tym państwie pochodzi od Boga. A niewolnictwo było jednym z filarów tego ustroju. W Pierwszym liście do Koryntian Paweł tak oto poucza swoich uczniów: „Każdy niech trwa w tym stanie, w jakim powołany był” (7,20), a w Liście do Efezjan wręcz nakazuje tym, którzy byli niewolnikami: „Słudzy, bądźcie posłuszni panom ziemskim z bojaźnią i lękiem...” (6,5).

Jako komentarz wyjęty z życia może tu posłużyć historia niewolnika Onezyma. Uciekł on od swego właściciela Filemona, przyjął wiarę chrześcijańską i przyłączył się do otoczenia Pawła. Apostoł przylgnął do niego sercem, nie chciał jednak dysponować jego losem, ponieważ uważał, że należy szanować cudzą własność. Odsyła go więc do Filemona, iżby on sam zadecydował, co z nim zrobić. Jednakże stara się na niego i jego małżonkę wpłynąć, aby swemu niewolnikowi nie tylko puścili płazem ucieczkę, ale nawet odesłali go z powro­tem jako człowieka wyzwolonego. Z niepokoju przebijającego z treści listu można wyczuć, że Paweł sam rozumiał, jak ryzykowne jest jego postępowanie. Ucieczka niewolnika należała wówczas do najcięższych przestępstw i karana była nawet śmiercią. Miał jednak prawo żywić nadzieję, że jego prośba nie zostanie zlekceważona, jako że Filemon był żarliwym, oddanym mu prozelitą chrześcijańskim.