Jakże tu się dziwić, że ewangeliści, powodowani atawistycznie takim samym uprzedzeniem, nie wyobrażali sobie, aby Maria, będąc kobietą, mogła w dramatycznym życiu Jezusa odegrać jakąś znaczącą rolę. Widzieli ją realistycznie taką, jakimi w codziennym życiu Galilei były wszystkie inne jej towarzyszki. Dla Mateusza i Łukasza nie istniał dlatego teologiczny problem dożywotniego dziewictwa Marii, nie przyszło im nawet do głowy, że określenie „brat Pański”, jakim się posługiwali, może być kiedyś interpretowane opacznie, że wobec tego należało je bardziej sprecyzować. Bo przecież narodziny Jezusa poczętego w stanie dziewictwa jego matki pojmowali oni jako wydarzenie jednorazowe, zgodnie z tym, co na swój sposób wyczytali w proroctwie Izajasza. W konsekwencji – jak to już udowodniliśmy za pomocą cytatu – poczytywali oni braci i siostry Jezusa za jego naturalne rodzeństwo.
W tych warunkach staje się zrozumiałe, dlaczego w pierwszych stuleciach chrześcijaństwa nie ma mowy o jakimkolwiek kulcie Marii. Biblista niemiecki Martin Dibelius w słynnej pracy Syn dziewicy i dziecko stajenki (1932) oraz historyk Kościoła Hans von Campenhausen w studium Niepokalane poczęcie w teologii samego Kościoła (1961) udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że „niepokalane poczęcie” jest legendą powstałą po śmierci Jezusa. Stwierdził to również po długoletnich studiach między innymi wybitny specjalista w tej materii Walter Delius, autor głośnej książki Historia gloryfikacji Marii.
Gdy jednak pod wpływem kultu Matki-Bogini, istniejącego od zamierzchłych czasów na Wschodzie, pojawiła się tendencja do apoteozowania Marii, spotkało się to ze sprzeciwem niektórych pisarzy kościelnych. Tertulian stał na stanowisku, że Maria po urodzeniu Jezusa wiodła z Józefem normalne życie małżeńskie. Orygenes polemizując z wyznawcami doketyzmu, wychodził z założenia, że Jezus miał braci rodzonych. Nawet Jan Chryzostom i Augustyn nie byli przekonani o „bezgrzeszności” Marii, to znaczy, nie zaakceptowali doktryny o jej całożyciowym dziewictwie.
W latach 431 i 449 odbyły się dwa sobory powszechne w Efezie, w starodawnej siedzibie kultu bogini-matki Artemidy. Pod naciskiem potomków jej wyznawców potępiono wówczas naukę patriarchy Nestoriusza, który głosił, że wobec dwojakiej natury Jezusa: ludzkiej i boskiej, Maria nie może być nazwana Matką Boską, bo była tylko ludzką matką ludzkiego Jezusa, i uchwalono, że jest ona „Bożą rodzicielką” (Theotokos). Jednakże okoliczności, w jakich ową apoteozę Marii zdołano przeforsować, były nie tylko burzliwe, ale niekiedy nawet groteskowe. Pisaliśmy już w tej książce o krwawych bojach ulicznych, jakie wybuchały w Efezie między zwolennikami i przeciwnikami kultu maryjnego. Trudno się jednak dziwić tym gwałtownym rozruchom, skoro stronnicy Marii zapewnili sobie zwycięstwo w dość uproszczony sposób: zwyczajnie postawili przy wejściu do pomieszczenia, gdzie odbywał się sobór, straże, które nie wpuszczały opozycjonistów do środka.
Biskupi, którzy nie podlegali takiej selekcji, tak się zaperzali w dysputach, że wreszcie obrzucali się klątwami, a nawet szarpali się za brody. Zachowały się do naszych czasów stare relacje o tych wydarzeniach. Były dni, kiedy posiedzenia soboru kończyły się ogólną bijatyką między mnichami, księżmi i ludem, podczas gdy biskupi kryli się pod ławkami.
Kult maryjny, po zwycięstwie w Efezie, szybko przerzucił się do Italii. Papież Sykstus III (432-440) wybudował w Rzymie bazylikę Santa Maria Maggiore na miejscu świątyni poświęconej bogini-matce Junonie-Lucynie, do której uczęszczało jeszcze dużo rzymianek. Chciał je w ten sposób od kultu pogańskiego odciągnąć i skłonić, aby modliły się do Najświętszej Marii Panny.
Jednakże kontrowersja na temat niepokalanego poczęcia bynajmniej nie umilkła. Gdy w początkach XII wieku w klasztorach Normandii i Bretanii wprowadzono święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, wystąpił ze sprzeciwem jeden z najwpływowszych działaczy kościelnych i założyciel wielu klasztorów cysterskich we Francji Bernard z Clairvaux, motywując swoje negatywne stanowisko tym, że święto jest sprzeczne z doktryną św. Augustyna o grzechu pierworodnym.
Spory doktrynalne na temat tego problemu teologicznego toczyły się również między zakonami dominikanów i franciszkanów. Powołany do rozstrzygnięcia tej sprawy sobór w Bazylei ciągnął się przez dwa lata w napiętej atmosferze ostrej wymiany zdań i przetargów. Gdy wreszcie w 1439 r. przeważył pogląd, iż wiara w niepokalane poczęcie jest zgodna z religią katolicką i nabożnym odczuciem chrześcijan, zaprotestował oficjalnie Uniwersytet Paryski uchodzący w owych czasach za najpoważniejszy autorytet w teologii katolickiej. Może dlatego musiało upłynąć jeszcze trzydzieści siedem lat, zanim w 1476 r. papież Sykstus IV zdecydował się zatwierdzić święto oficjalnie. W 1854 r. papież Pius IX osobną bullą (Ineffabilis Deus) proklamował Niepokalane Poczęcie NMP jako obowiązujący artykuł wiary.
W gruncie rzeczy nie można jednak uznać, że był to wyłącznie triumf dostojników kościelnych i teologicznych teoretyków. Byli oni jedynie tylko rezonatorami ogólnych nastrojów wśród wiernych, wyrazicielami tego, co prości ludzie od dawien dawna odczuwali w swoim sercu. Po zaniku pogańskiego kultu Bogini-Matki wzmagała się potrzeba jakiejś innej matczynej pośredniczki między nimi a Bogiem, pośredniczki zbliżonej do spraw ludzkich, tkliwej i wyrozumiałej, u której można było szukać ucieczki i pociechy w chwilach niedoli.
Adoracja Najświętszej Marii Panny wypowiadała się nie tylko w sztuce wysokiego lotu: w malarstwie, rzeźbie, muzyce i poezji, lecz także w formach jak na gust dzisiejszy raczej wątpliwych.
Głęboko ludzki, zaiste wzruszający ślad tej adoracji odkryto w opactwie Ramsey w angielskim hrabstwie Hant. Odkrycia dokonano podczas restauracji kościoła klasztornego. Za freskami ściennymi nad wejściem do kaplicy Marii Panny kryła się nisza, a w niej symbolizująca Marię róża licząca sobie aż 850 lat. Wprawdzie była już wyschnięta i szara jak popiół, zachowała jednak swój kształt, w którym można było odróżnić poszczególne misterne płatki. Archeolodzy przypuszczają, że podczas wznoszenia kościoła klasztornego jakiś murarz w ten sposób pragnął złożyć cichy hołd uwielbianej Marii. Jest to posłanie z dalekiej przeszłości, bo aż z początków XII wieku, posłanie mówiące nam o tym, jak żywy był kult Marii wśród prostego ludu.