Выбрать главу

A może po prostu nie chciał liczyć.

ROZDZIAŁ 1

Przywitałem się z Garikiem, który właśnie rozmawiał z pułkownikiem milicji. Pułkownik był człowiekiem, ale wtajemniczonym, wiedział coś niecoś o Patrolach i pomagał w podobnych sytuacjach. Ciała już zabrano, nasi eksperci skończyli badanie aur i śladów magii, ustępując miejsca milicyjnym kryminalistom.

– W „gazeli” – poinformował mnie Garik, kiwając głową. Podszedłem do furgonetki, wsiadłem do środka.

Chłopak, owinięty w koc, z kubkiem gorącej herbaty w rękach, spojrzał na mnie wystraszony.

– Nazywam się Anton Gorodecki – powiedziałem. – Ty jesteś Andriej, prawda?

Chłopiec skinął głową.

– To ty zauważyłeś wampira? – Ja – powiedział chłopiec głosem winowajcy. – Nie wiedziałem…

– Uspokój się. Nie jesteś niczemu winien. Nie sposób było przewidzieć zjawienia się dzikiego wampira w centrum Moskwy, w biały dzień – powiedziałem, a w duchu pomyślałem, że skoro wiadomo było, że chłopak jest uzdolniony, to właśnie należało przewidzieć taką sytuację. Ale nie miałem zamiaru wygłaszać pretensji pod adresem nieżyjącego wykładowcy.

Ta historia wejdzie kiedyś do podręczników metodyki, na strony z czerwonym drukiem – na znak, że tę wiedzę opłacono krwią.

– Wszystko jedno, nie powinienem był tak wrzeszczeć… – Chłopiec westchnął i odstawił kubek z herbatą. Koc zsunął mu się z ramienia, ukazując wielki siniak na piersi. Nieźle mu przyłóżył ten wampir. – Gdyby nie usłyszał…

– To wyczułby wasz strach i dezorientację. Uspokój się. Teraz najważniejszą sprawą jest schwytanie wampira.

– I pochowanie – powiedział twardo chłopiec.

– Tak jest. Od dawna się u nas uczysz?

– Trzy tygodnie.

Pokręciłem głową. Utalentowany chłopak, bez dwóch zdań. Trzeba mieć nadzieję, że to wydarzenie nie zniechęci go do pracy w Patrolu…

– Uczyliście się zdejmować aurę?

– Nie – wyznał chłopiec, wzdrygając się jak od nieprzyjemnego wspomnienia.

– W takim razie spróbuj jak najdokładniej opisać wampira. Chłopiec się zawahał, a potem powiedział:

– Nie uczyliśmy się, ale ja sam próbowałem… To czwarty rozdział w podręczniku… „Zdejmowanie, kopiowanie i przekazywanie aury”.

– Przerobiłeś ten temat?

– Tak.

– Możesz przekazać mi aurę wampira? Chłopiec się zastanowił.

– Mogę spróbować.

– No to już. Otwieram się. – Przymknąłem oczy i rozluźniłem się. No, śmiało, młody talencie…

Najpierw poczułem słabe ciepło, jakby ktoś podmuchał mi z daleka suszarką w twarz. A potem nastąpił nieumiejętny, nieco zniekształcony przekaz. Pochwyciłem, popatrzyłem… Chłopak bardzo się starał, transmitował aurę raz po raz. Stopniowo, z kawałeczków zaczął się wyłaniać cały obraz.

– Jeszcze odrobinę – poprosiłem. – Powtórz…

Kolorowe nici zapłonęły jaśniej, składając się w wymyślny wzór. Podstawowe kolory to, rzecz jasna, czarny i czerwony, śmierć i nie-życie, klasyczna aura wampira. Ale chłopiec naprawdę zarejestrował aurę – oprócz gamy kolorystycznej, która jest bardzo zmienna, pojawiły się inne szczegóły: delikatny wzór Siły, bardzo indywidualny, podobnie jak linie papilarne czy tęczówka.

– Brawo – powiedziałem z zadowoleniem. – Dziękuję ci, świetnie się spisałeś.

– Znajdzie go pan? – zapytał chłopak.

– Na pewno. Bardzo mi pomogłeś. I nie zadręczaj się tak… twój wychowawca zginął jak bohater.

To było oczywiste kłamstwo. Po pierwsze, bohaterowie nie giną. Po drugie, na widok wampira bohaterowie nie osłaniają się „Tarczą maga”, lecz walą tak, żeby zabić. Zwykłe „Szare nabożeństwo” pozwoliłoby zatrzymać wampira… przynajmniej na dłuższą chwilę. Uczniowie zdążyliby uciec, nauczyciel postawiłby porządną osłonę.

Ale teraz to już nie miało żadnego znaczenia. Nie będę przecież tłumaczył chłopcu, że jego pierwszy nauczyciel był wspaniałym Innym, ale w ogóle nieprzygotowanym do normalnej operacyjnej pracy. Problem w tym, że nauczycielami zostają zwykle teoretycy, a nie magowie bojowi, którzy wąchali krew i przeszli przez ogień…

– Garik, nie będę ci już potrzebny? – zapytałem.

Obok Garika i pułkownika milicji stał teraz nieznanymi Ciemny. Należało się tego spodziewać. Dzienny Patrol zawitał tu, żeby wybronić swojego i, jeśli się nie uda, to przynajmniej dowiedzieć się, jak poważne są nasze straty. Garik pokręcił głową, a ja, ignorując Ciemnego, spokojnie poszedłem do swojego samochodu, zaparkowanego pod znakiem „zakaz parkowania”. Wszyscy Inni korzystają z zaklęć odwracających uwagę, które sprawiają, że nikt nie kradnie im samochodów, ale nałożenie zaklęcia, które sprawi, że będziesz widoczny na drodze, a jednocześnie będziesz mógł parkować tam, gdzie chcesz, to już trudniejsze zadanie.

To, że udało się zdjąć aurę wampira, było nie lada sukcesem. W takich sytuacjach nawet doświadczeni magowie nierzadko tracą głowę. A chłopakowi się udało… nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie pojadę do biura i rozdam odcisk aury dyżurnym – niech na patrolach szukają krwiopijcy. Wyższy niezarejestrowany wampir… Nie, nie ma sensu liczyć na taki zbieg okoliczności. Ale Wyższy?!…

Odpędzając od siebie płonną nadzieję, wsiadłem do samochodu i pojechałem do biura.

***

Dyżurnym do spraw miasta był dzisiaj Paweł. Dałem mu odcisk aury, który przyjął z entuzjazmem. Zawsze to przyjemniej dać patrolowym sensowne informacje, a nie szalenie cenne dane w rodzaju: „Na Czystych Prudach dziki Wyższy wampir rozerwał dwóch naszych… Jak wygląda? No, typowy facet w średnim wieku…”.

W swoim gabinecie usiadłem przy komputerze, popatrzyłem na ekran i powiedziałem głośno: – Bzdura totalna…

I mimo wszystko uruchomiłem „zliczenie”.

Cały problem identyfikacji aur polega na tym, że nie da się ich wrzucić do automatycznego wyszukiwania, jak odcisków palców. Odcisk aury można przekazać „z głowy do głowy”, ale nie z głowy do komputera. Nie ma takich komputerów. Wprowadzaniem aur do komputerowej bazy danych zajmuje się u nas stary malarz Leopold Surikow. Mimo takiego nazwiska, nie odniósł sukcesów w malarstwie, Innym też był dość słabym. Ale potrafił przyjąć odcisk aury, a potem cierpliwie, niczym chińscy lub japońscy miniaturzyści, odtworzyć skomplikowany wzór. Gotowy rysunek można było wrzucić do komputera, do przechowania i zliczania. W podobny sposób działają wszystkie te Patrole, które mogą sobie pozwolić na zatrudnianie Innego-malarza.

Ale to długa i żmudna praca, narysowanie najprostszej aury zajmuje dwa dni.

Zresztą, jeśli dana aura jakimś cudem występuje w archiwum, to można pójść okrężną drogą. I właśnie planowałem to zrobić – rzecz jasna, tylko tak, żeby uspokoić sumienie. No bo skąd miałaby się wziąć w archiwum aura niezarejestrowanego Wyższego wampira?

Na ekranie pojawiła się tabela i ja, cały czas sięgając do przechowywanego w pamięci skanu, zacząłem klikać myszką, stawiając w tablicy plusy i minusy.

„Czy występuje górny łuk?”.

Oczywiście, że nie. Skąd w aurze nieżyjącego górny łuk…

Licznik zarejestrowanych aur od razu się zmniejszył o pięć; nieżyjących jest w archiwum znacznie mniej niż żyjących. W tabeli zniknął szereg linijek, pozostały tylko dotyczące oznak wampirów.

„Jak mocno jest wyrażony pierwszy lateralny ząbek?”.

Postawiłem dwa plusy, chociaż można było nawet trzy.

Pytania szły jedno po drugim, odpowiedziałem na dwadzieścia, zanim odważyłem się zerknąć na prawy górny róg tabeli.