Выбрать главу

– Co za różnica? – odparła.

– Słucham?

– Przecież ci się podobam.

– Z wyglądu.

– No więc? Myron uniósł ręce.

– Powiem wprost: gdyby w chwili uniesienia okazało się, że w pokoju jest drugi penis, to… co do mnie, nastrój by prysł.

Zaśmiała się.

– Żadnych konkurencyjnych penisów?

– Właśnie. Tylko mój. Taki ze mnie dziwak.

– Znasz Woody'ego Allena?

– No pewnie.

– Pozwól zatem, że go zacytuję.

Myron zastygł. Rozkosz miała zacytować Woody'ego. Jeśli była kobietą, był gotów się jej oświadczyć.

– Seks we dwoje to piękna sprawa. Seks w pięcioro fantastyczna.

– Ładny cytat.

– Wiesz z czego?

– Z dawnego występu w nocnym klubie. Kiedy w latach sześćdziesiątych Woody występował na stojaka.

Skinęła głową, zadowolona, że uczeń zdał egzamin.

– Ale nie mówimy o grupowym seksie – rzekł Myron.

– Bawiłeś się w to kiedyś?

– No… nie.

– A gdybyś się bawił, powiedzmy w sześcioro, przeszkadzałoby ci, że jedno z nich ma penisa? Teoretyzujemy, tak?

– Chcesz, to sprowadzę kilkoro znajomych.

– Nie, nie, w porządku, dzięki. – Myron wziął głęboki oddech. – No więc teoretycznie chyba niezbyt by mi to przeszkadzało, jeśli gość zachowałby dystans.

– Ale gdybym to ja miała penisa…

– Rozpryskałby nastrój jak bańkę.

– Rozumiem – odparła, kreśląc małe kółka na jego udzie. – Przyznaj, że cię intryguję.

– Owszem.

– No i?

– Intryguje mnie też, co myśli skaczący z drapacza chmur, zanim plaśnie na chodnik. Rozkosz uniosła brew.

– Pewnie ma w głowie pęd.

– Zakończony plaśnięciem.

– W twoim przypadku zaś…

– Plaśnięciem byłby penis.

– Ciekawe. Przypuśćmy, że jestem transseksualna.

– To znaczy?

– Przypuśćmy, że miałam penisa, ale już go nie mam. Czułbyś się wtedy bezpiecznie?

– Nie.

– Dlaczego?

– Z powodu penisa urojonego.

– Jakiego?

– Urojonego. Inwalidom wojennym, którzy stracili kończyny, wydaje się, że nadal je mają.

– To nie będzie twój penis.

– Nie mój, niemniej urojony.

– Gdzie tu sens?

– Właśnie.

Rozkosz odsłoniła ładne, równe białe zęby. Myron przyjrzał się im. Niewiele mu powiedziały o jej płci. Lepiej było powrócić do bardziej wymownych piersi.

– Jesteś strasznie niepewny swojej seksualności – orzekła.

– Ponieważ lubię wiedzieć, czy osoba, z którą wybieram się do łóżka, ma penisa?

– Prawdziwego mężczyzny nie obchodzi, że go wezmą za pedała.

– Nie przejmuję się tym, co myślą ludzie.

– Tylko penisem – dokończyła za niego.

– Tak jest!

– Mimo to brak ci pewności w kwestii płci. Myron wzruszył ramionami i uniósł ręce.

– A kto ją ma?

– To prawda. – Przesunęła tyłeczek. Winyl po winylu. Zapiszczało. – Zaprosisz mnie na randkę?

– Już o tym mówiliśmy.

– Przecież ci się podobam. To znaczy, z wyglądu.

– Tak.

– I miło sobie rozmawiamy.

– Tak.

– Jestem interesująca? Odpowiada ci moje towarzystwo?

– Dwa razy tak.

– Jesteś samotny i wolny? Myron przełknął ślinę.

– Ponownie dwa razy tak.

– No więc?

– No więc… i znów nie bierz tego do siebie…

– Znów chodzi o penisa.

– Tak jest!

Rozkosz odchyliła się do tyłu i podciągnęła lekko w górę zamek błyskawiczny na piersiach, którym się bawiła.

– Ej, to tylko pierwsza randka. Nie musimy od razu wyskakiwać z ciuchów.

– Tak? – zdziwił się po chwili Myron.

– Zaskoczony?

– Nie… to znaczy…

– Może nie jestem taka łatwa.

– Wybacz, że pozwoliłem sobie… no, bo przesiadujesz w tym barze…

– I co z tego?

– Nie sądziłem, że większość bywalców gra trudnych do zdobycia. Żeby zacytować Woody'ego: „Jak mogłem błędnie odczytać te znaki?”.

– Zagraj to jeszcze raz, Sam – odgadła natychmiast Rozkosz.

– Jeżeli jesteś kobietą, może się w tobie zadurzę – rzekł Myron.

– Miło mi. Ale skoro obecność w tym barze jest znakiem, to co tu robisz? Ty, który masz zgryz z penisem?

– Dobre pytanie.

– Więc?

– Więc co?

– Dlaczego nie zaproponujesz mi, żebyśmy stąd wyszli? – spytała, łypiąc uwodzicielsko. – Trzymalibyśmy się za ręce. Być może całowali. Mógłbyś nawet zabłądzić ręką pod moją koszulkę, pokusić się o dotarcie do drugiej bazy. Pożerałeś mnie wzrokiem tak, jakbyś niemal tam był.

– Nie pożeram cię wzrokiem – odparł.

– Nie?

– Jeżeli patrzyłem, podkreślam jeżeli”, to zapewniam, że wyłącznie po to, żeby rozwiać wątpliwości co do płci.

– Dzięki za wyjaśnienie. Ja tylko proponuję, żebyśmy stąd wyszli i zjedli kolację. Albo poszli do kina. Nie musi dojść do zbliżenia.

– Mimo wszystko biłbym się z myślami.

– Nie lubisz szczypty tajemniczości?

– Lubię tajemnice. Lecz w kwestii zawartości rozporka wyłazi ze mnie tradycjonalista.

– Nadal nie rozumiem, co cię tu sprowadza.

– Kogoś szukam. – Myron wyjął zdjęcie Clu Haiga. – Znasz go? Spojrzała na fotografię i zmarszczyła brwi.

– Powiedziałeś, że jesteś agentem sportowym.

– Jestem. On był moim klientem.

– Był?

– Zamordowano go.

– To ten baseballista? Myron skinął głową.

– Widziałaś go tutaj?

Rozkosz wzięła karteczkę i coś na niej napisała.

– To mój numer telefonu, Myron. Zadzwoń.

– A co z gościem z tego zdjęcia?

Wręczyła mu karteluszek, zeskoczyła ze stołka i odeszła, kołysząc biodrami. Uważnie śledził jej ruchy, wypatrując… ukrytej broni? Wielka Cyndi kuksnęła go w bok. O mało nie spadł ze stołka.

– To jest Pat – powiedziała.

Barman Pat wyglądał na typa, którego w swoim barze chętnie zatrudniłby serialowy Archie Bunker.

Miał pięćdziesiąt kilka lat, krótkie siwe włosy, garbił się i był zmęczony życiem. Nawet jego wąsy – z gatunku posiwiałych, wpadających w żółć – opadały tak, jakby ich właściciel widział już w życiu wszystko. Z podwiniętych rękawów koszuli wystawały porośnięte włosem przedramiona, mocarne jak u marynarza Popeye'a. Widać z tą knajpą miał krzyż pański.

Za plecami Pata wisiało duże lustro, a tuż obok na ścianie różowy napis „Panteon klientów” i oprawione w ramki zdjęcia czołowych prawicowców: Pata Buchanana, Jerry'ego Falwella, Pata Robertsona, Newta Gingricha, Jesse'ego Helmsa.

– Wciąż mi się to narzuca – rzekł Pat, widząc, że Myron patrzy na zdjęcia.

– Co?

– Że największe antycioty noszą dwupłciowe imiona: Pat, Chris, Jesse, Jeny. To może być facet, może być dziewczyna. Tak czy nie?

– Aha – odparł Myron.

– A co to za imię Newt? – spytał Pat. – Czy ktoś z takim imieniem może wyrosnąć na zdrowego seksualnie?

– Nie mam pojęcia.

– Moja teoria? – Pat wzruszył ramionami i wytarł bar ścierką. – W dzieciństwie z tych wszystkich ciasnomózgich dupków robiono sobie jaja. To nastawiło ich wrogo do płci.