Выбрать главу

– Dobra, jasne, chcę być uczciwy – powiedział Bruce tonem nie pozostawiającym złudzeń, że jeszcze do tego wróci. – Pytaj.

Ostrożnie, przykazał sobie Myron. Nie mógł prosto z mostu spytać o córkę Sophie Mayor. Musiał działać subtelnie. Otworzyły się drzwi i do gabinetu wsunął się Win. Myron dał mu znak palcem. Win skinął głową, otworzył drzwi szafy, popatrzył w duże lustro na ich wewnętrznej stronie i uśmiechnął się. Miły sposób zabijania czasu.

– Jakie plotki krążyły o Clu? – spytał Myron.

– Przed wpadką na teście?

– Tak.

– Że to bomba z opóźnionym zapłonem.

– Wyjaśnij.

– Miotał wspaniale, bez dwóch zdań. Dobrze się prezentował. Schudł, był skoncentrowany. Ale na jakiś tydzień przed kontrolą antynarkotykową zaczął wyglądać jak zmora. Przecież go widziałeś, tak? A może już wyjechałeś z kraju?

– Mów, mów.

– Nie bardzo jest o czym. W jego przypadku widziałeś to setki razy. Łamał ci serce. W ręku miał dar od Boga. A reszta… szkoda gadać, sam rozumiesz.

– A więc już przed testem widać było, że coś z nim nie tak?

– Właśnie. Takich znaków, mogę rzec po fakcie, było wiele. Słyszałem, że wyrzuciła go żona. Był nieogolony, oczy miał przekrwione i tak dalej.

– Nie oznacza to, że ćpał.

– Owszem. Mógł to być skutek gorzały.

– Albo stresu w związku z rozdźwiękiem w małżeństwie.

– Na słowo to możesz uwierzyć komuś takiemu jak Orel Hershiser, lecz w przypadku Clu Haida, Steve'a Howe'a czy innego notorycznego popaprańca zakładasz, że nawalił, i jedenaście razy na dziesięć masz rację.

Myron spojrzał na Wina, który skończył już przygładzać blond loki i ćwiczył w lustrze uśmiechy. W tej chwili pracował nad łobuzerskim. Subtelnie, subtelnie, powtórzył sobie Myron.

– Bruce?

– Tak?

– Co wiesz o Sophie Mayor?

– A o co chodzi?

– O nic konkretnego.

– Pytasz z ciekawości?

– Właśnie.

– Jakżeby inaczej.

– Jak bardzo zaszkodziła jej wpadka Clu?

– Ogromnie. To już wiesz. Postawiła na swoim i przez jakiś czas uchodziła za geniuszkę. Ale po wpadce Clu na kontroli natychmiast wyszła na idiotkę, która powinna oddać sprawy w ręce mężczyzn.

– Skąd się wzięła?

– Wzięła?

– Tak. Chcę się o niej czegoś dowiedzieć.

– Dlaczego? – spytał Bruce. – A zresztą. Pochodzi chyba z Kansas, a może z Iowy, Indiany albo Montany. Z tamtych stron. Typ podstarzałej czerstwej dziewoi. Kocha łowić ryby, polować, wszystko, co się wiąże z naturą. W przeszłości matematyczne cudowne dziecko. Przyjechała na Wschodnie Wybrzeże studiować na MIT. Właśnie tam poznała Gary'ego Mayora. Pobrali się i prawie przez całe życie byli wykładowcami uniwersyteckimi. On uczył na Uniwersytecie Brandeisa, ona na uczelni Tuftsa. Na początku lat osiemdziesiątych opracowali program prowadzenia finansów osobistych i nagle z naukowców należących do klasy średniej stali się milionerami. W roku 1994 weszli na giełdę i zmienili się z erów w derów.

– Z erów w derów?

– Z milionerów w miliarderów.

– Aha.

– A potem zrobili to, co robi sporo superbogaczy: zakupili koncesję sportową. W tym wypadku zespół Jankesów. Gary Mayor dorósł w miłości do nich. Mieli być dla niego miłą zabawką, ale niestety się nią nie nacieszył.

Myron odchrząknął.

– Czy Mayorowie… mają dzieci? Znalazł się subtelniś.

– Dwoje. Jareda znasz. Uzdolniony, inteligentny chłopak, poszedł na twoją Alma Mater. Ale nikt go nie lubi, bo pracę dostał dzięki mamusi. Odpowiada głównie za pilnowanie jej sportowej inwestycji. O ile wiem, dobrze sobie z tym radzi, a baseball zostawia baseballistom.

– Mhm.

– Mają też córkę. A raczej mieli.

Win westchnął z wysiłkiem i zamknął drzwi szafy. Bardzo trudno było mu oderwać się od lustra. W pełni rozluźniony, usiadł jak zwykle naprzeciwko Myrona. Myron odchrząknął.

– Jak to mieli córkę? – spytał Bruce'a.

– Zerwała z nimi kontakty. Nie pamiętasz tej historii?

– Słabo. Uciekła od nich?

– Tak. Na imię miała Lucy. Kilka tygodni przed osiemnastymi urodzinami dała nogę z chłopakiem, muzykiem grange'owym. Było to, czyja wiem, dziesięć, piętnaście lat temu. Zanim Mayorowie dorobili się pieniędzy.

– Gdzie teraz mieszka?

– W tym rzecz, że nikt nie wie.

– Nie rozumiem.

– Pewne jest, że uciekła. Chyba zostawiła im list. Że wyrusza z chłopakiem szukać szczęścia itd., jak to nastolatka. Sophie i Gary Mayorowie, typowi wykładowcy ze Wschodniego Wybrzeża, którzy naczytali się za dużo doktora Spocka, dali córce swobodę, licząc, że wróci do domu.

– Ale nie wróciła.

– Ba.

– Więcej się nie odezwała?

– Ba.

– Kilka lat temu coś o tym czytałem. Zaczęli jej szukać?

– Tak. Po pierwsze, po kilku miesiącach jej chłopak wrócił. Rozstali się i rozeszli w różne strony. To dopiero szok, co? W każdym razie nie wiedział, dokąd pojechała. Mayorowie zawiadomili policję, lecz nie robili z tego wielkiej sprawy. Lucy zdążyła skończyć osiemnaście lat i uciekła najwyraźniej z własnej woli. Nic nie wskazywało na morderstwo, a poza tym Mayorowie nie mieli jeszcze fury pieniędzy.

– A kiedy się wzbogacili?

– Ponowili próbę odnalezienia córki. Szukali jej jak zaginionej dziedziczki fortuny. Brukowce jakiś czas chętnie o tym pisały. Pojawiło się trochę niczym niepopartych doniesień, ale żadnych konkretów. Twierdzono, że Lucy wyjechała za granicę. Że przebywa w jakiejś komunie. Że nie żyje. Takie tam. Nie znaleźli jej, a ponieważ nie natrafiono na żaden ślad przestępstwa, sprawa w końcu przycichła. Zamilkli. Win spojrzał na Myrona i wygiął brew w łuk. Myron pokręcił głową.

– A dlaczego cię to interesuje? – spytał Bruce.

– Po prostu chcę zasięgnąć języka o Mayorach.

– Mhm.

– Nic wielkiego.

– Jasne, przypuszczam, że wątpię.

– Naprawdę – skłamał Myron. – Nie znasz bardziej współczesnego wyrażenia? Nikt już tak nie mówi.

– Nie?… Muszę pilniej śledzić MTV. Ale Vanilla Ice nie spadli z topu, co?

– Szajs, szajs, baby.

– Mówi się trudno, na razie gramy twoimi kartami, Myron. Ale o Lucy Mayor nie wiem nic ponadto. Sprawdź w wyszukiwarce Lexisa. W gazetach może być więcej szczegółów.

– Dobry pomysł, dzięki. Słuchaj, Bruce, mam następną rozmowę.

– No, co ty? Spławiasz mnie?

– Zawarliśmy umowę.

– To po kiego wypytujesz mnie o Mayorów?

– Powiedziałem, że chcę czegoś o nich się dowiedzieć.

– Znasz wyrażenie „nie ściemniaj”?

– Do widzenia, Bruce.

– Zaczekaj… – W słuchawce zaległa cisza. – To jakaś poważna sprawa, tak?

– Bardzo poważna. Zginął Clu Haid. O jego zabicie oskarżono Esperanzę. Została aresztowana.

– Ale to nie wszystko? Potwierdź. Niczego nie wydrukuję, słowo.

– Chcesz znać prawdę, Bruce? Jeszcze nie wiem.

– A kiedy będziesz wiedział?

– Wtedy dowiesz się pierwszy.

– Naprawdę wierzysz w niewinność Esperanzy? Przy tych wszystkich dowodach?

– Tak.

– Jeśli będziesz jeszcze czegoś potrzebował, Myron, dzwoń. Lubię Esperanzę. Chętnie w miarę możliwości wam pomogę.

Myron rozłączył się i spojrzał na pogrążonego w myślach Wina, który palcem wskazującym stukał w podbródek. Przez kilka ładnych sekund milczeli. Win przestał stukać palcem.