– Co się stało z rodziną Kingów? – spytał.
– Mówisz o tych ze specjalnego programu na Boże Narodzenie? Win potwierdził skinieniem głowy.
– Oglądałeś ten program co roku. Kingów były krocie – dużych Kingów z brodami, małych Kingów w majtkach, mamuś, tatusiów, wujów, ciotek, kuzynów. Aż któregoś roku – puf! – zniknęli. Co do jednego. Co się stało?
– Nie wiem.
– Dziwne, prawda?
– Pewnie.
– A co ród Kingów porabiał przez resztę dni w roku?
– Szykował się do występu w programie na następne Boże Narodzenie?
– Co za życie! Mija Boże Narodzenie i zaczynasz myśleć o następnym. Żyjesz w szklanej kuli ze sztucznym śniegiem.
– Pewnie.
– Ciekawe, co się teraz dzieje z tą gromadą nagle bezrobotnych Kingów. Sprzedają samochody? Ubezpieczenia? Narkotyki? Smutnieją w każde Boże Narodzenie?
– Interesująca refleksja, Win. Przy okazji, przyszedłeś z jakiegoś konkretnego powodu?
– Kingowie to nie jest wystarczający powód? A kto wpadł do mojego biura, bo nie kumał, o czym śpiewa Sheena Easton?
– Porównujesz rodzinę Kingów z Sheeną Easton?
– Tak naprawdę chciałem przekazać ci, że nie będzie wezwania do sądu firmy Lock – Horne. Myron wcale się nie zdziwił.
– Potęga łapówek nie przestaje mnie zdumiewać – powiedział, kręcąc głową.
– Łapówka to takie ordynarne słowo – odparł Win. – Wolę bardziej poprawną politycznie „dobrowolną wpłatę na żądanie”. – Usiadł prosto, po swojemu założył nogę na nogę i splótł dłonie na kolanach. – Wyjaśnij – rzekł, wskazując telefon.
Myron wyjaśnił. Opowiedział o wszystkim, zwłaszcza o historii Lucy Mayor.
– Zagadkowe – skomentował Win.
– Rzeczywiście.
– Choć nie bardzo widzę, co łączy te sprawy.
– Ktoś przysyła mi dyskietkę z Lucy Mayor, a niedługo potem ginie Clu. Myślisz, że to zwykły zbieg okoliczności?
– Za wcześnie mówić – orzekł po namyśle Win. – Zrekapitulujmy wypadki, dobrze?
– Proszę.
– Zacznijmy po kolei: w drodze wymiany Clu trafia do Nowego Jorku, gra dobrze, przeżywa załamanie, bo Bonnie wyrzuca go z domu, wpada na kontroli antynarkotykowej, rozpaczliwie cię szuka, przychodzi do mnie, bierze z konta dwieście tysięcy dolarów, uderza Esperanzę, zostaje zamordowany. – Win zamilkł. – Zgadza się?
– Tak.
– Przyjrzymy się zatem kilku stycznym z powyższym ciągiem.
– Przyjrzyjmy się.
– Po pierwsze, nasz dawny koleżka z bractwa studenckiego, Billy Lee Palms, gdzieś znika. Clu podobno odwiedził go krótko przed śmiercią. Jest jeszcze jakiś powód, żeby łączyć Billy'ego Lee z tą sprawą?
– Właściwie nie ma. Zresztą według jego matki za Billym Lee ostatnio trudno trafić.
– Tak więc jego zniknięcie nie musi mieć związku z tą sprawą.
– Być może.
– W każdym razie to kolejny dziwny zbieg okoliczności.
– Właśnie.
– Wobec tego zajmijmy się na chwilę drugą styczną: barem nocnym Zgadnij.
– Wiemy jedynie, że Clu tam był.
– Wiemy znacznie więcej.
– Na przykład?
– Zareagowali na twoją wizytę za ostro. Wyrzucenie cię stamtąd i pobicie to jedno. Ale przesłuchanie z użyciem noża i prądu to gruba przesada.
– Czyli że…
– Czyli że trafiłeś w nerw, wsadziłeś kij w mrowisko, poruszyłeś gniazdo os, wybierz ulubiony truizm.
– A więc są w to zamieszani.
– Logiczne – odparł Win, znowu naśladując Spocka.
– Jak?
– Mój Boże, nie mam pojęcia.
– Sądziłem, że Clu i Esperanza się tam spotkali – rzekł po chwili Myron.
– Zmieniłeś zdanie?
– Załóżmy, że się spotkali. Co w tym nadzwyczajnego? Skąd ta przesadna reakcja?
– A więc chodzi o coś innego.
– Masz więcej stycznych? – spytał Myron.
– Jedną dużą. Zniknięcie Lucy Mayor.
– Do którego doszło przeszło dziesięć lat temu.
– Na dodatek jego związek z resztą wypadków jest, przyznajmy, w najlepszym razie słaby.
– Przyznaję. Win zetknął palce.
– A jednak dyskietkę przysłano tobie.
– Tak.
– Nie mamy pewności, czy Lucy Mayor łączy coś z Clu Haidem…
– Owszem.
– Ale wiemy na pewno, że łączy ją coś z tobą.
– Ze mną? – Myron zrobił zdziwioną minę. – Niemożliwe.
– Dobrze się zastanów. Może ją kiedyś spotkałeś.
– Nie.
– Nie mając o tym pojęcia. Ta kobieta żyła bardzo długo jakby w stanie utajenia. Spotkałeś ją w jakimś barze, zaliczyłeś jednorazowy numerek.
– Nie zaliczam jednorazowych numerków.
– Słusznie… Boże, jak ja ci zazdroszczę – odparł Win, patrząc na niego beznamiętnie. Myron machnął ręką.
– Załóżmy, że masz rację. Załóżmy, że spotkałem ją, nie wiedząc o tym. I co z tego? Mści się na mnie, przysyłając dyskietkę, na której jej twarz zmienia się w kałużę krwi?
– Zagadkowe – przyznał Win.
– Co nam pozostaje?
– Zagadka. Włączył się interkom.
– Dzwoni pański ojciec, panie Bolitar – poinformowała Wielka Cyndi.
– Dziękuję. – Myron podniósł słuchawkę. – Cześć, tato.
– Witaj. Co u ciebie?
– W porządku.
– Oswajasz się z krajem?
– Tak.
– Cieszysz się, że wróciłeś? Ojciec wyraźnie z czymś zwlekał.
– Tak, tato, bardzo.
– Ta sprawa z Esperanzą… Mocno cię absorbuje, co?
– Tak, owszem.
– Czyyyy – zaczął Al Bolitar, przeciągając słowo – w takim razie znajdziesz czas na lunch ze swoim starym?
W jego głosie czuć było napięcie.
– Oczywiście, tato.
– Może jutro. W klubie?
Myron stłumił jęk. O rany, w klubie!
– Oczywiście. W południe?
– Dobrze, synu.
Tata nieczęsto nazywał go synem. Od wielkiego dzwonu. Myron przełożył słuchawkę do drugiej ręki.
– Coś się stało, tato? – spytał.
– Nie, nie – zaprzeczył zbyt pośpiesznie ojciec. – Wszystko w porządku. Po prostu chcę z tobą o czymś porozmawiać.
– O czym?
– To nic takiego, może poczekać. Do zobaczenia jutro. Al Bolitar rozłączył się. Myron spojrzał na Wina.
– To mój ojciec – wyjaśnił.
– Wiem, powiedziała ci to Wielka Cyndi. A poza tym kilka razy powtórzyłeś słowo „tato”. Połapałem się w mig, już taki mam talent.
– Na jutro umówił się ze mną na lunch.
– Mam się tym przejąć dlatego…
– Tylko cię informuję.
– Wieczorem zanotuję to w swoim pamiętniku. A na razie wpadła mi do głowy kolejna myśl w związku z Lucy Mayor.
– Słucham.
– Jak pamiętasz, próbowaliśmy ustalić, komu ta sprawa zaszkodziła.
– Pamiętam.
– Z pewnością Clu. Esperanzy. Tobie. Mnie.
– Tak.
– Musimy jednak dodać jeszcze jedną osobę. Sophie Mayor.
– Całkiem słusznie – rzekł Myron, kiwając głową. – Gdybyś chciał ją zniszczyć, to co byś zrobił? Przede wszystkim podkopałbyś jej poparcie u kibiców i w zarządzie klubu.
– Dobrałbym się do Clu Haida – wtrącił Win.
– Właśnie. A potem uderzył w jej czuły punkt: zaginioną córkę. Wyobrażasz sobie zgrozę Sophie Mayor po przesłaniu podobnej dyskietki?