Выбрать главу

– Jeszcze jedna?

– Nie odpowiadasz za jego majątek.

FJ. sięgnął po aktówkę stojącą na podłodze i demonstracyjnie ją otworzył. Zatańczywszy palcem wśród pliku dokumentów, wyciągnął ten, którego szukał, wręczył go Myronowi i uśmiechnął się. Patrząc mu w oczy, Myron przypomniał sobie łeb wypchanego jelenia. Spojrzał na dokument. Przeczytał pierwszą linijkę, serce mu zabiło, sprawdził podpis.

– Co to jest?! – spytał.

Uśmiech skapywał z ust Franka Juniora niczym wosk ze świecy.

– To, co widzisz. Clu Haid zmienił agenta. Porzucił RepSport MB i przeszedł do TruPro.

Myron przypomniał sobie to, co usłyszał od Sophie Mayor w jej biurze – że nie ma żadnych podstaw prawnych.

– Nic nam nie powiedział – odparł.

– „Nam” czy tobie, Myron?!

– Co to ma znaczyć, do diabła?!

– Nie było cię tu. Może próbował cię zawiadomić. Może powiedział twojej partnerce.

– I przypadkiem natknął się na ciebie?

– Nie twoja sprawa, jak zdobywam klientów. Zadowolonych klientów nikt ci nie odbierze. Myron sprawdził w pamięci datę.

– Co za traf, FJ. – powiedział.

– Jaki?

– Taki, że dwa dni przed śmiercią Clu podpisał z tobą kontrakt.

– Masz rację, Myron. Choć nie nazwałbym tego trafem. Na moje szczęście świadczy to, że nie miałem powodu go zabić. W przeciwieństwie do ponętnej Esperanzy.

Myron zerknął na Wina. Patrzył na Hansa i Franza. Już oprzytomnieli i leżeli twarzami do podłogi, z rękami na głowach. Do baru co jakiś czas wchodzili klienci, lecz na widok dwóch leżących natychmiast się cofali. Inni, niespeszeni, mijali Hansa i Franza jak żebraków z Manhattanu.

– Sprytnie pomyślane – przyznał Myron.

– Co?

– Podpisanie kontraktu z Haigiem tuż przed jego śmiercią pozornie wyklucza cię z kręgu podejrzanych.

– Pozornie?

– Odwraca od ciebie uwagę, bo śmierć Clu niby godzi w twoje interesy.

– Ona godzi w moje interesy. Myron pokręcił głową.

– Clu wpadł na kontroli antynarkotykowej. Tym samym zerwał kontrakt. Trzydziestopięcioletni zawodnik, z kilkoma zawieszeniami na koncie? Jego wartość rynkowa spadła do zera.

– W przeszłości wychodził z tarapatów:

– Nie z takich. Był skończony.

– Byłby, gdyby pozostał w MB – odparł F.J. – Ale TruPro ma wpływy. Znaleźlibyśmy sposób na jego powrót do sportu.

Myron wątpił. Niemniej pojawiło się kilka interesujących pytań. Podpis Haiga wyglądał autentycznie, a kontrakt na prawdziwy. Może więc Clu rzeczywiście opuścił agencję, kiedy jej szef byczył się na Karaibach. Dlaczego? Och, z wielu powodów. Zrujnował sobie życie. To jasne, ale dlaczego przeszedł do TruPro? Przecież znał reputację Ache'ów. Wiedział, czym się zajmują. Dlaczego wybrał ich? Chyba że musiał.

Chyba że miał u nich dług. Myron pomyślał o dwustu tysiącach dolarów, które zniknęły. Clu był winien Juniorowi pieniądze? Wpadł w to tak głęboko, że musiał podpisać kontrakt z TruPro? Lecz jeżeli tak, to czemu nie wyjął większej sumy? Na koncie miał więcej.

A może wyglądało to znacznie prościej. Napytawszy sobie wielkiej biedy, Clu poszukał pomocy u swojego agenta. Ale agenta nie było. Poczuł się porzucony. Nie miał nikogo. W desperacji zwrócił się do starego kumpla, Billy'ego Lee Palmsa, lecz ten także za bardzo spaprał sobie życie, żeby pomóc komukolwiek. Tak więc Clu ponownie zaczął szukać.

22

Do Yankee Stadium pojechali metrem. O tej porze pociąg linii 4 był stosunkowo pusty.

– Dlaczego pobiłeś tych zbirów? – spytał Myron, gdy znaleźli miejsca.

– Przecież wiesz – odparł Win.

– Bo ci się postawili?

– Nie nazwałbym tego postawieniem się.

– Więc dlaczego ich pobiłeś?

– Ponieważ było to proste.

– Słucham?

Win nie znosił się powtarzać.

– Przesadziłeś – rzekł Myron. – Jak zwykle.

– Wcale nie, zareagowałem w sam raz.

– To znaczy?

– Cieszę się zasłużoną sławą, czyż nie?

– Tak, brutalnego psychopaty.

– Właśnie. Sławę tę zbudowałem na, jak to określasz, przesadzie. Zapracowałem na nią, ty zaś niekiedy z niej korzystasz, prawda?

– Tak sądzę.

– Przydaje nam się?

– Tak sądzę.

– Nie sądź – odparł Win. – Zdaniem przyjaciół i wrogów, jestem zbyt impulsywny, przesadzam, jak się wyraziłeś. Jestem niezrównoważony, nie panuję nad sobą. Ale to oczywista bzdura. Przeciwnie, zawsze nad sobą panuję. Każdy mój atak jest przemyślany. Podjęty po rozważeniu wszystkich za i przeciw.

– W tym wypadku przeważyły argumenty za?

– Tak.

– Czyli zanim tam wszedłeś, wiedziałeś, że pobijesz tych dwu.

– Brałem to pod uwagę. Ostateczną decyzję podjąłem po zorientowaniu się, że nie są uzbrojeni i z łatwością ich wyeliminuję.

– Wyłącznie po to, by umocnić swoją sławę.

– Jednym słowem: tak. Moja sława zapewnia mi bezpieczeństwo. Jak myślisz, dlaczego ojciec Juniora zabronił mu cię zabić?

– Ponieważ jestem promykiem słońca? Ponieważ dzięki mnie świat jest lepszy?

– Sam widzisz – odparł z uśmiechem Win.

– Czy ty w ogóle się przejmujesz?

– Czym?

– Że napadasz na ludzi w taki sposób.

– To nie są zakonnice, Myron, to bandziory.

– Mimo wszystko. Przywaliłeś im, choć nie dali ci powodu.

– Aha. Razi cię, że zrobiłem to znienacka. Wolałbyś uczciwszą walkę?

– Nie sądzę. Przypuśćmy jednak, że się przeliczyłeś.

– Wielce nieprawdopodobne.

– Przypuśćmy, że jeden z nich okazał się lepszy, niż myślałeś, i nie padł od pierwszego ciosu. Przypuśćmy, że musiałbyś go okaleczyć lub zabić.

– To nie są zakonnice, Myron, to bandziory.

– Zrobiłbyś to?

– Znasz odpowiedź.

– Tak sądzę.

– Kto by po nich płakał? – spytał Win. – Po dwóch mętach, którzy dobrowolnie wybrali zawód zbira i oprawcy.

Pociąg zatrzymał się. Pasażerowie wysiedli. Myron i Win pozostali na miejscach.

– Wiem, że sprawia ci to przyjemność – rzekł Myron. Win nie odpowiedział.

– Oczywiście, robisz to również z innych powodów, ale lubisz przemoc.

– A ty nie?

– Nie na tyle co ty.

– Nie na tyle. Niemniej daje ci kopa.

– A po wszystkim mam wyrzuty sumienia.

– Pewnie dlatego, że z ciebie taki filantrop.

Wyszli z metra na Sto Sześćdziesiątej Pierwszej Ulicy i w milczeniu poszli na stadion. Do meczu pozostało jeszcze cztery godziny, a już zebrało się kilka setek kibiców, żeby obejrzeć rozgrzewkę. Od wysokiej wieży wentylacyjnej w kształcie kija baseballowego padał długi cień. W pobliżu grupek jawnie działających koników stało wielu policjantów. Klasyczne odprężenie w stosunkach. Nad niektórymi wózkami z hot dogami kwitły parasole z reklamą ja cię! – yoo – hoo. Mniam. W wejściu dla prasy Myron okazał wizytówkę, strażnik sięgnął po telefon i wpuszczono ich. Schodami w dół po prawej dotarli do tunelu i wyszli na jasne słońce i zieloną trawę. Po dopiero co skończonej wymianie zdań z Winem na temat przemocy Myron wrócił myślami do telefonu od ojca. Jeden jedyny raz był świadkiem, jak tata, najłagodniejszy człowiek na świecie, zachował się gwałtownie. A zdarzyło się to na stadionie Jankesów.