Выбрать главу

– Pamiętam – powiedział Myron.

– W przypadku Mayorów zadziałał ten sam mechanizm. Gdyby Lucy Mayor została wychowana właściwie, nie uciekłaby z domu. Właśnie to nazywam nieprzyjęciem do wiadomości. Blokujesz myśl, która jest zbyt bolesna, i wmawiasz sobie, że ciebie nie może to spotkać.

– Myślisz, że takie rozumowanie ma w tym przypadku jakieś podstawy?

– Sprecyzuj.

– Czy rodzice Lucy Mayor ponoszą część winy?

– To nieważne – odparła cicho Teresę.

– Dlaczego?

Milczała, znowu oddychając nieco szybciej.

– Tereso?

– Czasem winne jest któreś z rodziców. Ale to nic nie zmienia. Ponieważ bez względu na to, czyś zawinił, twoje dziecko przepadło i tylko to się liczy. Teresę znów zamilkła.

– Dobrze się czujesz? – przerwał ciszę Myron.

– Dobrze.

– Sophie Mayor twierdzi, że najgorszy jest brak pewności.

– Myli się – odparła Teresę.

Chciał jej zadać więcej pytań, ale wstała z łóżka. Gdy powróciła, znowu się kochali – słodko – gorzko, bez pośpiechu, jak w piosence – zagubieni, szukający czegoś w przeżywanej chwili, a przynajmniej uśmierzenia bólu. Kiedy rano obudził go telefon, nadal byli zaplątani w pościel. Myron sięgnął za głowę po słuchawkę.

– Halo?

– Co jest takie ważne? – usłyszał głos Franka Juniora. Szybko usiadł.

– Musimy porozmawiać – rzekł.

– Znowu?

– Tak.

– Kiedy?

– Teraz.

– W Starbucks. Aha, Myron.

– Słucham?

– Powiedz Winowi, żeby pozostał na zewnątrz.

31

Frank Junior siedział przy tym samym stoliku. Sam. Z nogą założoną na nogę sączył kawę, jakby na dnie filiżanki było coś, z czym nie chciał się rozstać. Do dolnej wargi przywarł mu strzępek piany.

Twarz miał czystą i gładką jak po odżywce woskowej. Myron sprawdził, czy nie ma Hansa i Franza lub innych gangsterów, ale nie było żadnego. FJ. uśmiechnął się i jak zwykle Myronowi spełzło po plecach coś zimnego.

– Gdzie Win?

– Na zewnątrz – odparł Myron.

– To dobrze. Siadaj.

– Wiem, dlaczego Clu podpisał z tobą kontrakt.

– Co powiesz na mrożoną latte? Z chudym mlekiem, tak?

– Strasznie mnie to gryzło – rzekł Myron. – Dlaczego Clu go podpisał? Nie zrozum mnie źle. Miał wszelkie powody, żeby odejść z MB. Ale znał opinię o TruPro. Co go skłoniło do przejścia?

– Zapewniamy sprawną obsługę.

– Z początku myślałem, że chodzi o hazard albo dług za narkotyki. Tak działa twój tatuś. Wbija szpony w ofiarę, a potem ją obgryza. Ale Clu nie brał. A ponadto miał dużo gotówki. Więc nie to zadecydowało. F.J. położył łokieć na stoliku i podparł podbródek dłonią.

– Fascynujące, Myron.

– To nie koniec. Nim uciekłem na Karaiby, nie traciłeś mnie z oczu. W związku ze sprawą Brendy Slaughter. Sam to zresztą przyznałeś, gdy wróciłem, pamiętasz? Wiedziałeś, że odwiedzam cmentarz.

– Wzruszająca chwila dla nas wszystkich – potwierdził FJ.

– Kiedy zniknąłem, nadal chciałeś mieć mnie na oku. Moje zniknięcie prawdopodobnie podsyciło twą ciekawość. Zwietrzyłeś w tym również okazję dla TruPro, lecz nie to jest najważniejsze. Chciałeś wiedzieć, gdzie się podziałem. Ponieważ nie było mnie w mieście, zrobiłeś to, co najlepsze w takiej sytuacji: poleciłeś śledzić Esperanzę, moją wspólniczkę i najbliższą przyjaciółkę.

FJ. mlasnął językiem.

– Myślałem, że twój najbliższy przyjaciel to Win.

– Przyjaźnię się z obojgiem. Ale nie w tym rzecz. Siedzenie Wina byłoby za trudne. Dostrzegłby twój „ogon”, nim ten by go namierzył. Dlatego zacząłeś śledzić Esperanzę.

– A jaki to ma związek z decyzją Clu, by zmienić agenta na lepszego?

– Wiedziałeś, że zniknąłem, i wykorzystałeś to. Obdzwoniłeś moich klientów, informując, że ich porzuciłem.

– Myliłem się?

– W tej chwili nie dbam o to. Dostrzegłeś słabość i wykorzystałeś ją. Nie mogłeś się powstrzymać. Tak cię wychowano.

– Au!

– Ważne, że zacząłeś śledzić Esperanzę, licząc, że cię do mnie doprowadzi lub przynajmniej dostarczy wskazówki, jak długo mnie nie będzie. Dotarłeś za nią do New Jersey. I natknąłeś się na coś, co miało pozostać tajemnicą.

– To znaczy, na co? – spytał z obleśnym uśmieszkiem F J.

– Zetrzyj z twarzy ten uśmiech, Frank. Nie różnisz się niczym od podglądacza. Nawet twój ojciec nie zniżyłby się do tego.

– E, zdziwiłbyś się, do czego zniża się mój stary.

– Nie dość że jesteś zboczony, to używasz swojej wiedzy o klientach do szantażowania ich. Clu oszalał ze zmartwienia, kiedy Bonnie wyrzuciła go z domu. Nie wiedział, co się stało. Ale ty wiedziałeś. I dobiłeś z nim targu: podpisze kontrakt z TruPro, dowie się prawdy o żonie.

F J. rozparł się w fotelu, założył nogę na nogę, splótł dłonie i umieścił je na kolanach.

– Niezła historia – powiedział.

– I prawdziwa.

F J. przekrzywił głowę, co mogło oznaczać „tak” lub „nie”.

– Powiem ci, jak to widzę – zaczął. – Była agencja Clu Haida, RepSport MB, wyraźnie robiła go w konia. Pod każdym względem. Jego agent, czyli ty, Myron, opuścił Clu w chwili, gdy ten najbardziej go potrzebował. Twoja wspólniczka, urocza gibka Esperanza, wdała się w lizanko z jego żoną. Zgadza się?

Myron nie odpowiedział.

FJ. rozplótł dłonie, łyknął pianki i ponownie je splótł.

– Ja tylko wybawiłem Haida z tej okropnej sytuacji – ciągnął. – Ściągnąłem go do agencji, która nie nadużyje jego zaufania. Która będzie pilnować jego spraw. Między innymi dzięki informacjom.

Cennym informacjom. Tak by klient miał jasność, na czym stoi. To zadanie agenta, Myron. Jedna z naszych firm naruszyła zasady etyki. I to nie była agencja TruPro.

Była to odmienna historia, ale również prawdziwa. Gdyby Myron znalazł kiedyś czas, by ją rozważyć, słowa Franka Juniora z pewnością by go zraniły. Lecz nie dziś.

– A więc przyznajesz się? F.J. wzruszył ramionami.

– Jeżeli śledziłeś Esperanzę, w takim razie wiesz, że tego nie zrobiła. F.J. znów przechylił głowę.

– Czyżby?

– Przestań kręcić, Frank.

– Chwileczkę.

F.J. sięgnął po komórkę, wystukał numer, wstał i przeszedł w kąt kawiarni. Przyciskając telefon ramieniem do ucha, wyjął pióro, papier i coś zapisał. Rozłączył się i wrócił do stolika.

– Na czym skończyłeś?

– Czy Esperanza to zrobiła? F.J. uśmiechnął się.

– Chcesz znać prawdę?

– Tak.

– Nie wiem. Słowo. Owszem, śledziłem ją. Ale, jak z całą pewnością wiesz, lesbijskie figury też w końcu się powtarzają. Dlatego po jakimś czasie, kiedy przejeżdżała przez most Waszyngtona, przestaliśmy ją śledzić. Nie było sensu.

– Naprawdę nie wiesz, kto zabił Clu?

– Niestety.

– Nadal mnie śledzisz, Frank?

– Nie.

– A wczoraj wieczorem? To nie był nikt z twoich?

– Nie. Prawdę mówiąc, gdy wpadłeś tu wczoraj, też nikt cię nie śledził.