Выбрать главу

— „Niepiśmienny sternik mechanicznego smoka”. A to dobre… No to przyłóż tu palec.

— Akurat.

— No to, niech cię licho: zrobię adnotację „odmówił podpisania” i koniec zabawy… Te papiery i tak nie są nikomu do szczęścia potrzebne, chyba, że twoim dowódcom — jeśli naprawdę dojdzie do wymiany. Kropka, wolny… w tym znaczeniu, że — odprowadzić aresztowanego! Chociaż przepraszam, sir, już pan nie jest aresztantem, a jeńcem wojennym…

A gdy „skórzani” wyprowadzali inżyniera na korytarz, klofoel Pokoju rzucił za nim:

— Szczęśliwy twój bóg, trollu: za kilka godzin zająłbym się tobą na poważnie, i… Po co leciałeś do nas, do Lorien, co?

Uwierzył w swoje zwycięstwo dopiero, gdy zobaczył na stoliku celi porcję elfickich sucharów, a najważniejsze — dzban lodowatej wody: gliniane ścianki omotane srebrzystą pajęczynką spełzającą w dół w postaci dużych drżących kropel. Woda miała słaby słodkawy posmak, ale nie wyczuł go: człowiek, pozbawiony napoju przez kilka dni nie potrafi tego wyczuć.

I nadszedł sen, cudowny i lekki, jak zawsze po zwycięstwie. Pachniało domem — starym drewnem i cudowną skórą, ojcowską fajką i jeszcze czymś, co nie ma nazwy; mama bezszelestnie krzątała się w kuchni, i, ukradkiem wycierając łzy, przygotowywała jego ulubioną czarną fasolę, a Sonia z Halikiem — beztroscy, przedwojenni — na przemian wypytywali go o przygody, a to, każdy takie rzeczy wie, nie jest byle co…

Więc, szczęśliwie uśmiechając się, zaczął z nimi we śnie rozmawiać.

Dobrze, gdyby tylko rozmawiał, bo przecież tak naprawdę to po prostu odpowiadał na pytania, które zadawał jakiś równy, usypiający głos.

W Dol Guldur uznano go za zaginionego: „Najprawdopodobniej, w czasie swego ostatniego treningowego lotu, odbywanego w porze nocy, źle obliczył wysokość i uderzył w drzewa. Poszukiwania ciała i szczątków aparatu latającego w okolicach zamku nie dały jak na razie pozytywnych rezultatów”. Nazajutrz Grizzly zgodnie z instrukcją opieczętował papiery inżyniera, w tym mapy lotów, i wysłał je do Minas Tirith, do lokalu sztabowego operacji „Feanor”, nie przyglądając się im.

Gwiezdna Rada Lorien
25 lipca 3019 roku Trzeciej Ery

K LOFOEL POKOJU: Tak więc, jak widać zupełnie dobrze można obejść się bez tortur, i kruszącego mózg „napoju prawdy”.

WŁADCZYNI: Jest pan prawdziwym mistrzem swego zawodu, klofoelu Pokoju. I co udało się panu wyjaśnić?

KLOFOEL POKOJU: Imię „sternika smoka” — Kumai, tytuł — inżynier drugiego stopnia. Przyleciał, jak przypuszczaliśmy z Dol Guldur. Sądząc z jego opowieści, powstało tam prawdziwe gniazdo żmij — zbiegli mordorscy konstruktorzy tworzą pod skrzydłami swojej służby wywiadowczej nowe bronie. Prawdziwym celem lotu było zrzucenie z polecenia Kapituły Nazguli na nimrodelski „nieboskłon” worka z jakimś magicznym przedmiotem, przeznaczenie którego jest mu nie znane. Należy sądzić, że dostojna klofoela Gwiazd i jej tancerki wyczuty właśnie tę magię. Moi strażnicy rozpoczęli poszukiwania w dolinie Nimrodel, ale przedmiotu tego nie udało się odnaleźć: worek ktoś zdążył zabrać. W związku z tym, o Jaśni Władcy… proszę zrozumieć mnie dobrze… Nalegam… raz jeszcze proszę mnie dobrze zrozumieć… na odsunięcie od śledztwa dostojnej klofoeli Świata.

WŁADCZYNI: Nazywajmy rzeczy po imieniu, klofoelu Pokoju. Uważasz, że klofoela Świata w jakiś sposób weszła w kontakty z wrogiem, i zrzucony z przestworzy przedmiot przeznaczony był dla niej?

KLOFOEL POKOJU: Nie powiedziałem tego, o Jasna Władczyni. Jednakże dostęp do „nieboskłonu” mają tylko tancerki i klofoela Świata. Gdyby zrzucony przez trolla przedmiot znajdował się na „nieboskłonie” podczas tańca świetlików, to na pewno by go wyczuły, a po ich odejściu nad rzeką została tylko dostojna klofoela Świata…

WŁADCZYNI: A czy nie mogły owego „mordorskiego worka' znaleźć te elfy, które rankiem zbierają fiale? I zabrać ze sobą, po prostu nie wiedząc, co zabierają?

KLOFOEL POKOJU: W zasadzie mogły, o Jasna Władczyni — moi Strażnicy już sprawdzają tę wersję. Dlatego proszę tylko czasowo, do wyjaśnienia, odsunąć klofoelę Świata od śledztwa dotyczącego sprawy „mordorskiego worka” — i nic więcej.

WŁADCA: Tak, to się nazywa racjonalna ostrożność, czy nie tak?

WŁADCZYNI: Jak zwykle masz rację, Władco. Jednakże, skoro dopuszczamy bezpośrednią zdradę klofoeli, to dlaczego nie mielibyśmy założyć, że tancerki, zawiązawszy spisek w swoich szeregach, odnalazły tej nocy worek i zabrały go w jakimś sobie tylko znanym celu? Wtedy stanie się jasne, dlaczego nie potrafiły wywęszyć w Karas Galadon źródła, wytwarzającego tak mocne magiczne tło…

KLOFOELA GWIAZD: Jak mam rozumieć twe słowa, a Jasna Władczyni? Oskarżasz mnie o spisek?!

WŁADCA: Właśnie, właśnie, Władczyni, przyznam, że jakoś straciłem wątek twych rozważań… Czyżby możliwy był taki koszmar, jak spisek? Przecież one są zdolne…

WŁADCZYNI: Ależ nie ma żadnego „spisku tancerek”, uspokój się, Władco! Korzystam tylko z przykładu. Skoro podejrzani są wszyscy — więc niech będą wszyscy bez wyjątków… Zresztą, według mnie, pora wysłuchać klofoeli Świata.

KLOFOELA ŚWIATA: Dziękuję ci, o Jasna Władczyni. Przede wszystkim, jakkolwiek dziwnie to brzmi, chciałabym wystąpić w obronie dostojnej klofoeli Gwiazd. Zarzucano jej, że nie potrafi odnaleźć w Karas Galadon źródła potężnej magii? Jednak pozwolę sobie zauważyć, że postawione przed nią zadanie podobne jest do szukania zeszłorocznego śniegu.

WŁADCZYNI: Mogłabyś wyrażać się jaśniej, klofoelo Świata?

KLOPOELA ŚWIATA: Podporządkuję się, o Jasna Władczyni! Dostojny klofoel Pokoju, nie wiadomo dlaczego mówi o magicznym przedmiocie zrzuconym na „nieboskłon”, a następnie odebranym i wyniesionym stamtąd, jak o niezachwianie pewnym fakcie…

KLOFOEL POKOJU: Ponieważ jest to niezbity fakt, dostojna klofoelo Świata. Podczas przesłuchania trolla byliśmy obecni nie tylko my. Jego zeznania mogą potwierdzić co najmniej trzej niezależni świadkowie.

KLOFOELA ŚWIATA: Zawodzi pana pamięć, dostojny klofoelu Pokoju; pamięć i przyzwyczajenie do dostrzegania wszędzie spisków. Troll, wszakże, powiedział, że zrzucił na „nieboskłon” worek, o zawartości którego dokładnie nic nie wiadomo. Dlaczego, właściwie, szukacie przedmiotu materialnego. Czy nie mógł to być błotny ogień, czy inne niematerialne świństwo, które po prostu stopniało pod wpływem promieni słońca, skażając okolicę? Zresztą, nie zamierzam dyskutować o magicznych technikach w obecności dostojnej klofoeli Gwiazd…

KLOFOELA GWIAZD: Wydaje mi się ta interpretacja zupełnie prawdopodobna, dostojna klofoelo Świata. W każdym razie o wiele prawdopodobniejsza, niż spisek tancerek.

WŁADCZYNI: Chcesz przekazać nam coś jeszcze w związku ze śledztwem, klofoelo Świata?

KLOFOELA ŚWIATA: Na pewno, o Jaśni Władcy! Wielce czcigodny klofoel Pokoju jest przekonany, że Dol Guldur, skąd przyleciał „smok”, jest kontrolowany przez Mordor, ale ja doszłam do innych wniosków… Co do Nazguli, które jakoby inspirowały zadanie trolla, to wierutna bzdura. Wszyscy wszak wiemy, że Czarna Kapituła od dawna nie istnieje. A historia tego Kumaja jest bardzo interesująca. Trafił do niewoli na Polach Pelennoru i potem, jak należało oczekiwać, gnił w kamieniołomach Mindolluin, póki nie zorganizowano mu ucieczki — właśnie jako specjalisty od „mechanicznych smoków”. Troll jest do tej chwili święcie przekonany, że wyciągnął go z obozu rodzimy mordorski wywiad, ale, jak mi się wydaje, biedak został po prostu wykiwany. Świta królowej Arweny ma powody przypuszczać, że do wszystkich tych ucieczek konstruktorów z mindolluińskiej katorgi przyłożył ręce nie kto inny, jak Jego Królewska Mość Elessar Kamień Elfów, któremu marzy się posiadanie wielu bojowych technologii. Według danych Arweny, król utworzył w tym celu specjalną supertajną służbę, szkielet której opiera się na martwiakach, wojownikach przywróconych do życia za pośrednictwem Zaklęcia Cienia. O tych stworach wiadomo niewiele, a z tego niewiele przede wszystkim to, że wszyscy noszą imiona wzięte od drapieżników. Jak sądzi wielce czcigodny klofoel Pokoju, dlaczego troll, komponując z marszu swoją naiwną legendę, w której z boku niejako wystąpił „agent mordorskiego wywiadu”, nazwał go „Szakal”? Po prostu dlatego, że wszyscy „mordorscy wywiadowcy”, z którymi miał do czynienia w Dol Guldur, nosili „zwierzęce” imiona! Tak więc, nie mam wątpliwości, że Dol Guldur kontrolowana jest przez Straż Aragorna, i „smok” byt wysłany tu właśnie przez nią. A z tej okoliczności należy wyprowadzić takie oto pytanie do wielce czcigodnego klofoela Pokoju: O czym, ciekawa jestem, ponad dwie godziny rozmawiał w cztery oczy z Aragornem — pamiętacie, wtedy, podczas jego styczniowej wizyty w Karas Galadon?