Выбрать главу

— W sumie, jesteś aresztowany — znowu zaczął Dunadan. Popatrzył na oficerów Tajnej Straży, stojących półokręgiem za swoim dowódcą, i nagłe poczuł strach — a nie było go łatwo wystraszyć. Siedem postaci zamarło w dziwnych pozach, a ich oczy, zazwyczaj ciemne i puste jak wyschnięta studnia, nagle wypełniła purpurowa jasność, jak oczy drapieżnika.

— Nie, nie, nawet nie myślcie — odwrócił się do swoich ludzi Gepard i purpurowe jarzenie natychmiast znikło, jakby go tam nigdy nie było. — Niech uważa mnie za aresztowanego, skoro będzie spokojniejszy. Do pełni szczęścia brakuje nam jeszcze tylko rzezi wewnątrz Białego Oddziału…

W tej samej chwili z dziedzińca fortu doszedł ich gwar głosów, potem drzwi otworzyły się i, w towarzystwie zupełnie oszołomionych wartowników, wszedł człowiek, którego najmniej się można było tu spodziewać.

— Grager… — odezwał się oszołomiony sir Elward. — Jak śmiesz pojawiać się tu? Nikt panu nie dawał gwarancji bezpieczeństwa.

— Gwarancje bezpieczeństwa — uśmiechnął się baron — potrzebne są teraz nie mnie, a wam. Przyszedłem tu na polecenie mojego suzerena, księcia Ithilien — oświadczył z naciskiem. — Jego Wysokość zgadza się zapomnieć wszelkie zło i to już mu wyrządzone, i to, które zamierzaliście wyrządzić mu w przyszłości. Więcej nawet — książę ma plan, który pozwoli Jego Królewskiej Mości zachować twarz, a wam osobiście — głowy na szyjach.

30

Ithilien, Osada
14 maja 3019 roku

Ranek tego dnia był cudowny, a akwarelowy błękit gór Ephel Duath — co za dureń nazwał je Górami Cienia! — tak przejrzysty, że ich zaśnieżone szczyty wydawały się być szybującymi nad szmaragdowym runem Ithilien. Wznoszący się na szczycie sąsiedniego wzniesienia Emyn Arnen stał się na ten czas właśnie tym, czym widzieli go jego budowniczowie — nie twierdzą, a czarownym leśnym schronieniem. Promienie wschodzącego słońca cudownie przekształciły łąkę na skraju Osady — obfita rosa, wcześniej zaciągająca ją szlachetnym matowym srebrem, nagle rozjarzyła się niezliczonymi, szczodrze rozsypanymi po łące brylancikami: zapewne majowy świt zaskoczył gnomy, zbierające się tu na swe nocne narady, i teraz te rzuciły się do kryjówek w norach polnych myszy, w panice porzuciwszy rozłożone wcześniej skarby.

Zresztą, u tych trzech czy czterech setek ludzi, w większości wieśniaków i żołnierzy, którzy zebrali się w owym czasie na łęgu, omawiana rosa raczej nie wywoływała pozytywnych skojarzeń, nie mówiąc już o poetyckich, ponieważ przemokli przez nią do suchej nitki, i teraz ledwo powstrzymywali szczekanie zębów z zimna. Nikt jednakże nie odchodził, przeciwnie — ludzi ciągle przybywało. Do mieszkańców Osady dołączali teraz ludzie z odległych wsi: wiadomość o tym, że w nocy Biały Oddział popuszcza Emyn Arnen, przekazując swe obowiązki ponownie uformowanemu Pułkowi Ithilien, rozniosła się z zupełnie niewyobrażalną szybkością po całej okolicy, a żaden człek nie zamierzał opuścić takiego widowiska. Teraz wpatrywali się w dwa znieruchomiałe naprzeciwko siebie szyki — czarny i zielony, na oficerów adresujących ku sobie skomplikowane ruchy obnażonych mieczy („Posterunek przekazany” — „Posterunek przyjęty”), i — dziwna sprawa! — po raz pierwszy czuli się nie przesiedleńcami z Gondoru, Arnoru czy Belfalas, a Ithilieńczykami.

Książę Ithilien był nieco blady i w siodle, jak odnotowywali w duchu znawcy, nie czuł się przesadnie wygodnie. Zresztą, bladych obliczy z mętnymi spojrzeniami było sporo również w szeregach Białego Oddziału. („Oj, chło-opy, czuje serce moje, że balowali dzisiaj w nocy w zamku do utraty pulsu…” „A jak! Od tych trzech Białych, w tylnym szeregu z prawej — zajeżdża tak, że można od razu pląsać. Ledwo na nogach stoją, biedni”.) Faramir tymczasem podziękował Białemu Oddziałowi za wierną służbę, uroczyście pożegnał się z oficerami swej osobistej ochrony i zwrócił się z przemową do ludu:

— Dziś — powiedział — uroczyście odprowadzamy do domów przyjaciół, którzy przyszli nam z pomocą w najtrudniejszym czasie — gdy młoda ithilieńska kolonia była bezbronna wobec hord łaknących krwi goblinów i wilkołaków. Odważnym Strażnikom Cytadeli kłaniamy się za to czapką do ziemi!

„Słyszysz, kumie — stada goblinów… Widziałeś kiedy choć jednego, choć z daleka?” „No, ja tam nie widziałem, wiadomo, ale są ludzie, którzy powiadają, że na Wydrzym Potoku nie tak dawno…”

— Pamięć o tej pomocy na zawsze pozostanie w naszych sercach — tak samo, jak księstwo Ithilien na zawsze pozostanie wasalem Odrodzonego Królestwa, jego tarczą za Anduiną. Jednakże będziemy bronić Królestwa według swego planu: nie mieszkamy w Anorien, a za Wielką Rzeką, dlatego musimy pozostawać w pokoju i zgodzie ze wszystkimi tutejszymi narodami — czy to się komu podoba czy nie.

„O czym on mówi, kumie?” „No-o… Ja tak rozumiem, że tego… na przykład trolle w Górach Cienia. Powiadają, że mają tam żelazo w cenie błota, ale z drewnem jest bardzo u nich mizernie…” „No, jak tak, to zgoda…”

— Jednym słowem, Jego Wysokość król Gondoru i Arnoru, trzykrotne — niech żyje!

„Dziwne to, kumie…” „Ty lepiej patrz, baranie. Tam z prawej już beczki wytaczają! Na krzywy pysk, można i za Jego Wysokość… Hur-r-r-ra!”

Goniec z Minas Tirith — porucznik dunedaińskiej lejbgwardii pojawił się na łące, gdy ceremonia trwała w najlepsze. Jego koń był pokryty pianą i ciężko pracował zapadniętymi bokami. Sir Elward, skręcony w precla przez ludzi z Tajnej Straży („Prosimy się uśmiechać, sir! Przecież powiedziałem — uśmiechać!”) i teraz bezsilnie przyglądający się tej niesłychanej zdradzie — poddaniu bez walki kluczowej twierdzy — poderwał się, a w sercu jego zatliła się nadzieja: Jego Królewska Mość w jakiś sposób dowiedział się o buncie i wysłał do Białego Oddziału rozkaz zgarnięcia tych po trzykroć zdrajców, od Faramira po Geparda… Niestety, pakiet był rzeczywiście od Aragorna, ale adresowany do kapitana Tajnej Straży. Ten od razu złamał pieczęć z Białym Drzewem i pogrążył się w czytaniu. Następnie niespiesznie złożył depeszę i z dziwnym uśmieszkiem wyciągnął dłoń do sir Elwarda:

— Proszę przeczytać, poruczniku. Sądzę, że to pana zainteresuje.

List był szczegółową instrukcją, jak ma Biały Oddział działać w nowych okolicznościach. Aragorn napisał, że dla zachowania status quo należy wykryć bazy Pułku Ithilien i zniszczyć je za jednym zamachem tak, by nie uszedł ani jeden człowiek. Operacja winna być wykonana błyskawicznie i w ścisłej tajemnicy, a komu przypisać ten straszliwy mord — górskim trollom, goblinom czy osobiście Mordorowi — to już jak kapitan uzna. Ale!!! Jeśli istnieje choćby cień wątpliwości, co do sukcesu podobnego typu operacji — może na przykład minął dogodny czas i Ithilieńczyków jest tylu, co Białych — to nie należy wykonywać operacji. Należy wówczas udać, że to, co się stało, było planowane i akceptowane przez króla, po czym oddać Emyn Arnen oficerom Pułku Ithilien w zamian za potwierdzenie przez Faramira przysięgi wasala. Sam zaś Biały Oddział wracać ma do Minas Tirith, pozostawiwszy tylko na miejscu siatkę szpiegowską. Jego Wysokość jeszcze raz powtórzył, że życie Faramira musi być zachowane w dowolnych okolicznościach; tych zaś, którzy — świadomie czy nieumyślnie — sprowokują otwartą walkę między Białymi i Ithilieńczykami, co natychmiast doprowadzi do partyzanckiej wojny w księstwie i zacznie kruszyć jedność Odrodzonego Królestwa, czeka egzekucja za zdradę państwową. Krótko mówiąc: po pierwsze, „zacząłeś robić — rób tak, żeby nie wstał” i po drugie, „jeśli nie masz pewności — nie wyprzedzaj”.