Выбрать главу

Jednakże nie minęły trzy dni od awarii, gdy katapulciarze zaprosili Grizzly'ego na próbne strzelania — pochwalić się nowym typem pocisku. Ze standardowego dystansu trzystu jardów pierwszym strzałem zrobili kaszę z grupy ośmiu tarcz, a uczyniła to była okrągła ceramiczna kula, nafaszerowana proszkiem z kawałkami gwoździ i wyposażona w knot stosowany wcześniej w dzbanach z zapalającą naftą. Następny krok aż sam się prosił: umieścić pojemnik z proszkiem wewnątrz pojemnika z „ognistą galaretą”, która powstaje w wyniku rozpuszczenia mydła w jasnej frakcji nafty — tak, by podczas wybuchu lepkie, wypalające wszystko kłaki fruwały we wszystkie strony… Grizzły przyjrzał się wtedy trzydziestopięciojardowej plamie wypalonej aż do mineralnych warstw ziemi i zdumiony popatrzył na Dżaheddina:

— I to wszystko zrobił jeden zakichany garnek? No, panowie, gratuluję! W końcu wymyśliliście coś wartościowego!

Wtedy Kumai pomyślał, że takie pociski — czy to zapalające, czy odłamkowe — można wystrzeliwać nie tylko z katapult, ale również zrzucać z szybowców.

— Bez sensu — brzmiała odpowiedź. — Powiedz sam. Ile lotów wykonasz w ciągu jednej bitwy? Dwa? Trzy? Nie warta skórka wyprawki.

— Jeśli miałbym zrzucać pociski na wrogą armię to nie. Ale gdyby trafić osobiście milorda Aragorna z milordem Mitrandirem — nawet bardzo by było warto.

— Sądzisz, że trafisz?

— Trafić przecież trzeba nie w człowieka, a w trzydziestopięciostopowy okrąg, więc dlaczego nie?

— Wiesz co, to jakoś… niehonorowo.

— C-co? Co-o-o?

— Nic, ja tylko… To i tak koniec z tymi poprzednimi rycerskimi wojnami, z ich: „Gotów jesteś, szlachetny panie?” Jedyny może zaświadczyć, że nie myśmy ją zaczęli.

Tak, koniec ze szlachetnymi wojnami, koniec… Mordorscy konstruktorzy, na przykład bardzo udoskonalili kusze — broń, która w Sródziemiu zawsze była nieformalnie zakazana.

— Jak sądzisz, dlaczego szlachetni rycerze tak nienawidzą kuszy? Rzekłbym, że w ich nienawiści jest coś osobistego, prawda?

— Jakże to, słyszałem: broń dystansowa — broń tchórzy.

— Eee… nie, to jest bardziej skomplikowane. Przeciwko łukom — zauważ! — nikt nie protestuje. Chodzi o to, że najlepszy łuk ma na cięciwie naciąg sto funtów, a kusza — tysiąc.

— No to co z tego?

— A to, że łucznik może ubić rycerza w zbroi tylko jeśli trafi w szczelinę przyłbicy, w złączenie zbroi i tak dalej — wysoka to sztuka, której musisz się uczyć od trzeciego roku życia, a dopiero około dwudziestki będziesz się do czegoś nadawał. Kusznik natomiast wali w kontur — gdzie by nie trafił, przeszyje na wylot. Miesiąc przygotowania i piętnastoletni czeladnik, który w życiu nie trzymał w rękach broni, wytrze rękawem smarki, przymierzy ze stu jardów i wykopyrtnie się słynny baron X, zwycięzca czterdziestu dwóch turniejów, i tak dalej, i tak dalej… Wiesz, jak powiadają w Umbarze? „Jedyny stworzył ludzi słabych i silnych, a twórca kuszy ich zrównał”. Dlatego teraz ci „silni” się wściekają — ginie, jakoby, wysoka etyka wojennego kunsztu!

— Dokładnie. A na dodatek podatne warstwy społeczne zaczynają się burzyć. A na kij nam właściwie potrzebni oni są, z tymi swoimi herbami, plumażami i innymi duperelami? Bo jeśli się rozchodzi o obronę ojczyzny, to kusznicy są o wiele tańsi w utrzymaniu.

— Ależ z pana pełzający pragmatyk…

— Nie da się ukryć. Nijak ci ja, świński ryj, nie mogę pojąć, dlaczego wybić człowiekowi mózg mieczem jest szlachetne, a bełtem — podłe?

Zresztą i stalowe kusze wyposażone w szkła przybliżające, i „latające krople”, i nawet zrzucane z niebios pociski — wszystko to wyglądało na niewinne zabawy w porównaniu z tym, czego zażądało od nich — ustami Grizzly'ego — niewidzialne Kierownictwo. W Górach Mglistych od dawna znanych jest kilka wąwozów, gdzie ze skalnych szczelin sączy się mgła, która następnie bez śladu taje w nieruchomym powietrzu. Tych niewielu, którzy zdołali ujść stamtąd, opowiadają, że wystarczy odetchnąć tym powietrzem, a w ustach pojawia się ohydny słodkawy posmak, i jak lawina zwala się senność, z którą nie sposób jest walczyć, a czym się kończą takie sny, widać po zgromadzonych na osypiskach zwierzęcych szkieletach. Tak więc, należy wymyślić sposób wypuszczania takiej mgły na wroga… Kumał był człowiekiem zdyscyplinowanym, skoro trzeba to trzeba, ale ten pomysł Kierownictwa — zatruwania powietrza — zemdlił go. Kto wymyślił tę „Broń Zemsty”? Chwała Jedynemu — on jest tylko mechanikiem, a nie chemikiem, tak więc osobiście się z tą bronią nie zetknie.

Zrzucił z wysokości stu stóp kilka kamieni o podobnej do pocisków wadze, siadły wspaniale, na styk z tarczami. Potem wylądował na trakcie o jakieś półtorej mili od Dol Guldur, tam gdzie droga, przecinając niczym biała piaszczysta szrama chorobliwy rumieniec przekwitających wrzosów, uciekała w mroczny kanion wymyty przez nią w gęstwinie Mrocznej Puszczy. Wysiadł z gondoli i przykucnął na poboczu, niecierpliwie patrząc w stronę twierdzy. Zaraz przyprowadzą konie i spróbują unieść „Smoka” bezpośrednio z ziemi, rozpędziwszy go z pomocą zaprzęgu konnego, jak to robiono z szybowcami starego typu. No, gdzie oni są? Już lepiej by ich po śmierć posyłać…

Ponieważ Kumai patrzył w kierunku Dol Guldur, zobaczył nadchodzącego człowieka dopiero wtedy, gdy ten zbliżył się na jakieś trzydzieści jardów. Przypatrzywszy się przybyszowi, troll potrząsnął głową: „To być nie może!”, a potem, nie czując pod stopami ziemi, runął na spotkanie i chwilę później zgniótł przybysza w objęciach.

— Ostrożniej, byku krasy, żebra mi połamiesz!

— Musiałem sprawdzić, czy nie jesteś ułudą! Dawno cię znaleźli?

— Dość. Aha, najważniejsze: Sonia jest żywa i zdrowa, jest teraz z naszymi, w Górach Popielnych…

Haladdin uważnie wsłuchiwał się w opowieść Kumają, nie odrywając wzroku od pracowicie krzątających się nad kwieciem wrzosu pstrych ziemnych pszczółek. Zuchy Nazgule, ale cwane skubańce, żeby im licho nogi powyrywało… „To jest numer — ukryć palantir w takim gnieździe os… Dobrze, że nie pchałem się do tych zawodowców ze swą amatorską legendą, bo wyniuchali by mnie raz-dwa, no a potem: gorące powitanie! A opowiedzieć wszystkiego Grizzly'emu i Rosomakowi — to za dużo. Pojawia się w ich supertajnym »Zbrojnym klasztorze« jakiś konsyliarz drugiego stopnia:

»Ja, panowie, wpadłem do was na chwilę — zabiorę tylko z kryjówki palantir, i wracam do Ithilien, do księcia Faramira. Działam ci ja na polecenie Kapituły Nazguli, ale ten, co mi to polecenie przekazał od razu zmarł, tak więc nie ma kto potwierdzić tego faktu… Jako dowód mogę wam pokazać pierścień Nazgula, choć prawdą jest, że nie ma on żadnych magicznych właściwości”. Niezły obraz olejny, nawet nie za szpiega mnie wezmą, a za wariata. Może do zamku i wpuszczą — w końcu spece od trucizn nie walają się na drogach… Ale gdzie tam, na pewno nie wypuszczą. W każdym — ja bym nie wypuścił… Stop-stop-stop!” Hej, Halik, śpisz?! Wszystko w porządku?