— O, tak…
— Elandar przekazał pani posłanie barona Tangorna? Eornis skinęła głową, w potem wyjęła z jakiejś sekretnej kieszonki prosty srebrny pierścień z mocno startymi elfickimi runami i położyła na stole przed Gragerem:
— Wśród pierścieni zalanych lakiem na waszej przesyłce, był i ten. Należał do mojego zaginionego bez śladu syna, Eloara. Pan coś wie o jego losie… Dobrze zrozumiałam sedno pańskiego posłania, baronie?
59
Wszystko właściwie pani zrozumiała. Ale od razu ustalmy kilka rzeczy: jestem tylko pośrednikiem, jak i mój zabity towarzysz. Na pewno są sposoby szperania po moim umyśle za pomocą elfickiej magii, ale nie znajdzie tam pani niczego ponad to, co i tak zamierzam pani powiedzieć.
— Przesadza pan w ocenie możliwości elfów…
— Tym lepiej. Tak więc, pani syn żyje. Jest w niewoli, ale wróci do pani, jeśli dogadamy się co do ceny.
— Och, wszystko, czego chcecie — kamienie, gondolińska broń, magiczne rękopisy…
— Niestety, milady: ci, w czyich rękach się znalazł, to nie południowi masztangowie handlujący zakładnikami. Wydaje mi się, że reprezentują wywiad Mordoru.
Nic nie zmieniło się w jej twarzy, ale szczupłe palce zbielały, zaciskając się na podłokietnikach fotela.
— Nie będę zdradzała swego narodu dla ratowania syna!
— I nawet nie chce pani wiedzieć, jak mało od pani wymagają?
A gdy minęła wieczność, sprasowana do kilku sekund, odpowiedziała:
— Chcę.
Grager, mający za sobą dziesiątki werbunkowych operacji zrozumiał, że oto stało się. Dalej to już tylko kwestia techniki, „endszpil” z przewagą figury.
— Przedstawię niektóre dodatkowe okoliczności. Eloar odłączył się od swoich towarzyszy i zabłądził na pustyni. Kiedy go znaleziono umierał z pragnienia, tak więc mordorscy partyzanci na początku po prostu uratowali mu życie.
— „Uratowali mu życie”? Te potwory? — Droga pani, tymi bajkami o „wędzonej człowieczynie” można straszyć wieśniaków z Shire, a mnie nie warto. Ja, cokolwiek to znaczy, walczyłem z orokuenami przez cztery lata. Ci ludzie zawsze szanowali męstwo wroga, a z jeńcami obchodzili się po ludzku — tego nikt im nie odbierze. Co innego jest ważne: dowiedzieli się, że pani Eloar osobiście uczestniczył w „czyszczeniu”… To jest eee… taki eufemizm na masowe zabijanie ludności cywilnej…
— To kłamstwo! — Niestety, to najszczersza prawda — westchnął Grager. — Tak się stało, że mój przyjaciel, nieżyjący już baron Tangorn, osobiście widział dzieło oddziału Wastaków Eloara… Oszczędzę pani macierzyńskie uczucia i nie opiszę tego, czego świadkiem był baron.
— Przysięgam, to jakaś potworna pomyłka! Mój chłopiec… Zaraz, pan powiedział: „Wastakowie”? Pewnie po prostu nie potrafił powstrzymać tych dzikusów…
— Milady Eornis, dowódca odpowiada za czyny podwładnych jak za własne. Nie wiem jak to jest u elfów, ale tak jest u ludzi… Zresztą, powiedziałem to tylko po to, by wyraźnie pani zrozumiała: jeśli teraz nie dogadamy się co do ceny uwolnienia syna, to nie może on liczyć na konwencję o jeńcach wojennych. Po prostu oddadzą go w ręce rodzin tych, którzy mieli pecha trafić na „czyszczące” oddziały…
— Co… — spazmatycznie przełknęła ślinę — … powinnam zrobić?
— Najpierw muszę sprecyzować pani położenie w lorieńskiej hierarchii.
— A czy ono im nie jest znane?
— Ze słów Eloara, a on — musi się pani ze mną zgodzić — może po prostu podnosić swoją cenę jako zakładnika. Oni muszą wiedzieć, jak pani jest potężna: klofoela — to ranga, czy specjalizacja, a może jeszcze coś innego? Jeśli zajmuje się pani jakimiś bzdurami, typu wychowywanie książąt czy przestrzeganie ceremoniału, to oni nie widzą sensu układania się z panią.
— Jestem klofoela Świata.
— Aha… to znaczy, że w świcie Władczyni prowadzi pani sprawy dyplomacji, wywiadu i, szerzej, elfickiej ekspansji na Sródziemie?
— Można i tak to określić. Zaspokaja pana stopień mojej potęgi?
— Całkowicie… Tak więc, do rzeczy. W jednym z kontrolowanych przez elfy gondorskich obozów pracy znajduje się pewien mordorski jeniec. Zorganizuje mu pani ucieczkę, a w zamian otrzyma syna, i to wszystko. Wydaje mi się, że w temacie „zdrada swego narodu” może mieć pani czyste sumienie.
— Ale Lorien nigdy nie pójdzie na taką wymianę, ponieważ mowa jest o członku mordorskiej rodziny panującej?
— Nie będę komentował pani domysłów, milady Eornis, ponieważ sam nie za bardzo mam o tym pojęcie. Ale co do jednego ma pani rację: jeśli o naszych kontaktach dowie się choć jedna dusza w Lorien, nie uratuje pani głowy. No i, swemu synowi rzecz jasna też.
— Dobrze, zgadzam się… Ale najpierw chciałabym się upewnić, że Eloar żyje. Pierścień można zdjąć również z trupa.
— Oczywiście. Proszę się zapoznać z tym liścikiem. To był śliski moment, chociaż Grager o tym nie wiedział. A Haladdin gdyby zobaczył skamieniałą twarz elfijki, która wczytywała się w chwiejne, jakby napisane pijaną ręką runy — „Kochana mateńko żyję i traktują mnie dobrze” — od razu wiedziałby: wszystko w porządku, mistrz Haddami nie zawiódł, nie nadaremnie niemal cały dzień wcielał się w postać.
— Co oni mu zrobili, zwierzęta?!
— Według ich słów siedzi w podziemnym więzieniu, a to nie są parki Lorien — rozłożył ręce Grager. — I rzeczywiście, nie czuje się najlepiej…
— Co oni mu zrobili? — powtórzyła cicho. — Nie kiwnę palcem póki nie potrzymam gwarancji, jasne?! Przewrócę do góry nogami wszystkie obozy jenieckie…
— Ależ otrzyma pani swoje gwarancje, proszę się uspokoić! Nie po to urządzono cały ten cyrk z docieraniem do zakonspirowanej łączności, żeby teraz przerywać targi o wymianę, prawda? Zaproponowali nawet… — Grager zrobił efektowną pauzę: — Czy chce się pani z nim zobaczyć?
— On… on jest tutaj? — zawołała.
— No nie, zbyt wiele pani wymaga! Może go pani zobaczyć za pomocą Kamieni Jasnowidzenia. O godzinie, co do której możemy się zaraz umówić — powiedzmy… w południe pierwszego sierpnia, może być? Eloar podejdzie do mordorskiego palantira, a pani do swojego…
— U nas w Lorien nie ma Kamieni Jasnowidzenia — pokręciła głową Eornis.
— Oni to wiedzą — skinął głową Grager. — Żeby przyspieszyć sprawę są gotowi na jakiś czas oddać pani jeden ze swoich kryształów. Potem zwróci go pani razem z tym więźniem — nie ma pani odwrotu. Jednakże oni też żądają gwarancji: są sposoby na wykrycie palantira za pomocą innego — wy, elfy, wiecie to lepiej niż ja — a nie zamierzają oni odkrywać przed wrogiem rejonu, w którym przebywają, to jasne. Dlatego są dwa nieodwołalne żądania. Po pierwsze, przekazany pani kryształ będzie „oślepiony” nieprzenikliwym workiem i ustawiony wyłącznie na tryb „odbiór”… Przepraszam, milady, nic z tego nie rozumiem, po prostu powtarzam ich instrukcję jak papuga. Tak więc, wyjmuje pani palantir z worka i przestawi go na tryb „nadawanie” dopiero w południe pierwszego sierpnia. Jeśli odważy się pani zrobić to wcześniej, żeby sprawdzić, jak się sprawy mają w mordorskich sekretnych kryjówkach, to proszę nie mieć do nikogo pretensji: jednym z obrazków, jaki pani zobaczy, będzie egzekucja Eloara. Czy to jasne?
— Tak.
— I po drugie. Oni wymagają, żeby w czasie seansu łączności znajdowała się pani daleko od Mordoru — w Lorien… Dlatego w południe pierwszego sierpnia, kiedy pani palantir zacznie działać jako nadajnik, oni chcą w nim zobaczyć coś, co przekona ich, że jest pani w Lorien, i nigdzie indziej… Chcą zobaczyć coś, co jest tylko w Lorien… Wie pani, w tym punkcie umowy dostali jakiegoś kręćka na punkcie podejrzliwości, tak że ponad pół godziny wybieraliśmy jakąś lorieńską cechę, która nie da się z niczym pomylić i której nie da się podrobić. I ktoś sobie przypomniał, że wasza Władczyni ma jakiś ogromny magiczny kryształ, ukazujący obrazki z przyszłości. „O! — ucieszyli się — to jest to, czego potrzebujemy!”