Выбрать главу

— Zwierciadło Galadrieli?!

— Inaczej go nazwali, ale chyba pani wie, o co chodzi.

— Ależ oni po prostu zwariowali! Dostęp do Zwierciadła Władczyni jest praktycznie niemożliwy…

— Dlaczegóż to „zwariowali”? Oni tak właśnie powiedzieli: „Oto, przy okazji, szansa pokazania swej prawdziwej władzy w układach Lorien”. W sumie tak: w południe pierwszego wyjmuje pani palantir z worka, przełącza go z „odbiór” na „nadawanie” i w tym momencie oni w Mordorze widzą w nim Zwierciadło Galadrieli. Potem odwrotne włączenie i pani widzi syna, żywego i zdrowego… No, stosunkowo zdrowego. Potem powiedzą pani kogo i z jakiego obozu należy wyciągnąć. Dalsze szczegóły operacji będzie pani prowadziła tylko przez palantir. Co się pani w tym nie podoba?

— Nie uda się nam — powiedziała zrezygnowanym głosem, a Grager od razu wychwycił to „nam”. Dobrze, wszystko idzie jak trzeba.

— Dlaczego?

— Bez wiedzy Gwiezdnej Rady do Lorien nie wolno wnieść żadnego magicznego przedmiotu. A palantir jest naładowany najmocniejszą z możliwych magią, ja po prostu nie mogę go przenieść przez warty na granicy.

— Tak, oni też słyszeli o tym zakazie. Ale czy to dotyczy również klofoeli Świata?

— Złe się orientujecie w lorieńskich porządkach — uśmiechnęła się krzywo. — Zakaz dotyczy wszystkich, nawet Władczyni i Władcy. Straż graniczna podporządkowuje się tylko klofoelowi Pokoju — i nikomu więcej.

— Skoro problem leży tylko w straży granicznej, to będę rad usunąć ten niewielki problem, który wydaje się pani nie do rozwiązania — wyrachowanie niedbałym gestem uspokoił ją Grager. — Palantir zostanie pani przekazany w pani lorieńskiej stolicy, Karas Galadon.

— Jak to w Karas Galadon? — wykrztusiła oszołomiona i Grager wyczuł przez skórę, że coś poszło nie tak.

„Przestraszyłaś się — zrozumiał. — Po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia tej rozmowy wystraszyłaś się naprawdę… Niby dlaczego? Jasne — może szokować wiadomość, że w twojej stolicy agenci wroga potrafią wyczyniać rzeczy, które przekraczają nawet twoje możliwości, możliwości królewskiego ministra. Ale to coś innego: ten ruch zaskoczył cię. Wszystkie inne szczegóły naszej rozmowy, nawet otrzymanie pierścienia Eloara, w tym czy innym stopniu, przewidziałaś… przewidziałaś i zmontowałaś własną kontrgrę. Dlatego wszystko, z czym miałem do czynienia do tej chwili nie byty twymi prawdziwymi uczuciami, a tym, co chciałaś mi zasugerować. Powinienem połapać się od razu: zbyt łatwo i szybko się złamałaś i dałaś się zwerbować, a przecież nie mogłaś nie rozumieć, że to właśnie jest werbowanie — do końca życia będziesz na haczyku, w końcu jesteśmy w jakimś sensie kolegami po fachu. Tak, oczywiście, syn znajduje się rękach wroga i grozi mu męczeńska śmierć. Ale i tak: jest dworzanką, więc na drodze do swego klofoelskiego fotela, czy na czym tam oni zasiadają w tej swojej Gwiezdnej Radzie, musiała przejść przez taki kurs intryganctwa, że hej! Oczywiście decyduje Haladdin, ale ja bym na jego miejscu nie powierzył jej palantira, a nawet nożyka do owoców. Och, wykiwa cię ona przy wymianie, biednego konsyliarza, jak dziecko, daję głowę. A może i nie wykiwa… w tym znaczeniu, że nie da rady. Ma chłop przecież swoje tuzy w rękawie: w jakiś sposób zamierza przekazać jej kryształ do Złotego Lasu — nie mam pojęcia, ale coś ma, to fakt”.

— Słuch pani nie zawiódł, milady Eornis, właśnie w Karas Galadon. W tym roku na pani barkach leży organizacja Święta Tańczących Świetlików, prawda?

60

Las Lorien, Karas Galadon
Noc z 22 na 23 lipca 3019 roku.

Odbywające się w noc lipcowej pełni Święto Tańczących Świetlików, elfy uważają za jedno z najważniejszych, tak więc z tego, kto organizuje je w określonym roku, jako tako zorientowany Lorieńczyk może wyciągnąć poważne wnioski o prawdziwej sytuacji „jak nigdy dotąd jednolitym” kierownictwie Lorien. Tu najdrobniejszy szczegół ma głęboki sens, ponieważ odzwierciedla niuanse bezlitosnej walki o władzę, jaka jest jedynym sensem życia nieśmiertelnych elfijskich hierarchów. Przy tym zupełnie niewinny detal, na przykład, kto reprezentuje podczas obchodów osobę Władcy — kuzyn w drugiej linii czy bratanek, może być znacznie ważniejsze, niż chociażby wstrząs, jakiego doznali wszyscy, widząc dwa lata temu na święcie milorda Estebara — poprzedniego klofoela Mocy, który dziesięć lat wcześniej zniknął bez śladu wraz z innymi uczestnikami „Spisku Kerebranta”. Kilka godzin stał eksklofoel na talanie — obserwacyjnym pomoście korony mallornu — po lewej ręce od lorieńskich Władców, by potem ponownie zniknąć w niebycie. Twierdzono przy tym, choć szeptem i rozglądając się nerwowo na boki, że do podziemi pod Kurhanem Wielkiego Smutku prowadzili go nie podwładni klofoela Pokoju, a tancerki klofoeli Gwiazd… Dlaczego? Po co? „Tajemnica to wielka jest”.

Właściwie to słusznie: Władza, by była Władzą powinna być niepojęta i nieprzewidywalna — inaczej nie będzie to Władza, a zwykłe kierownictwo… Można tu, przy okazji przypomnieć, jak w jednym z sąsiednich Światów obcy eksperci usiłowali przewidzieć wygibasy polityki pewnego potężnego i zagadkowego Mocarstwa: odnotowywali w jakim porządku zajmują podczas świąt swoje miejsca na grobie Założyciela tamtejsi hierarchowie, jakie są odstępstwa od alfabetycznego porządku podczas wyliczania ich imion i tak dalej. Eksperci byli kompetentni i mądrzy, ich wnioski głębokie i niewątpliwie logiczne, tyle tylko że nie mogli w swych niezawodnych przewidywaniach utrafić ani razu… Tak więc, jeśli wymienieni powyżej eksperci zaczęliby analizować sytuację podczas przygotowania do obchodów Święta Tańczących Świetlików 3019 roku Trzeciej Ery, to na pewno wymyśliliby coś takiego: „Ponieważ przygotowanie święta w tym roku po raz pierwszy powierzono klofoeli Pokoju, to należy to interpretować ów fakt tak, że w elfickim kierownictwie ekspansjoniści zdecydowanie górują nad izolacjonistami, i należy oczekiwać gwałtownie narastającej obecności elfów w kluczowych regionach Sródziemia. Niektórzy analitycy uważają, że u podstaw tej sytuacji leży brak podziału kompetencji w otoczeniu Władczyni, zatroskanej przesadnym umocnieniem pozycji klofoela Pokoju”. Najzabawniejsze jest to, że same z siebie te logiczne konstrukcje są może i słuszne, jak zresztą zawsze w tych pseudoanalizach…

Co do święta, to jest ono niezwykle piękne. Oczywiście, całe jego nietuzinkowe piękno dane jest odczuć w pełni tylko elfowi. Jednak z drugiej strony, jeśli trochę pomyśleć, człowiek to istota tak prymitywna i uboga, że wystarczają mu i te okruchy prawdziwej rozkoszy, które są zawsze na widoku… Mieszkańcy Lorien zbierają się tej nocy na talanach, tych nad Nimrodel. Z wysokości mallornowych koron Otwiera się bajeczny widok na dolinę strumienia, gdzie w rosistych łęgach otaczających smutne zakola — srebro z czernią, jak na gondołińskich grzywnach — rozsypują się kwiatostany jasnych świeczników-fiali”. Sam nieboskłon w porównaniu z tym wspaniałym widokiem staje się matowym odbiciem w starym lustrze z polerowanego brązu — a tak, prawdę mówiąc, i jest: cały przebieg niebieskich świateł nad Sródziemiem odzwierciedla tylko to, co się dzieje tej nocy nad brzegami Nimrodel. Zresztą śmiertelnik, jak już było powiedziane, postrzega tylko nędzną część uroczystości: rozkoszuje się niezmiennym od wieku rysunkiem gwiazd, ale magicznych wzorów, splatanych fialami tancerek — a właśnie taniec jest podstawą magii Pierworodnych — wzrok ludzki nie powinien widzieć. Rzadko kiedy mizerne odgłosy tego czarownego rytmu dolatują do świata ludzi poprzez olśnienia największych skaldów i muzykantów, na zawsze zatruwając przy tym ich dusze tęsknotą za nieosiągalną doskonałością.