Vasko milczał. Patrzył, jak jedna z iskierek spada do morza.
Obserwowali spektakl przez wiele minut. Wydawało się, że nikt więcej nie spadł, a pozostali wspinacze kontynuowali swoją powolną wędrówkę, niezrażeni niepowodzeniem kolegi. Z łodzi kołyszących się tuż przy kadłubie wyruszali na ścianę nowi wspinacze. Potem łodzie wracały w stronę lądu, płynąc wolno z wiatrem przez zatokę, a wśród czekających na brzegu rosło napięcie. Gniewni i przestraszeni ludzie, czekający na przeprawę w stronę statku, przeważali liczebnie nad funkcjonariuszami Sił Bezpieczeństwa. Vasko zauważył, że jeden z ludzi SB mówi coś do komunikatora — najwidoczniej prosił o pomoc. Nagle ktoś pchnął funkcjonariusza na ziemię.
— Powinniśmy zareagować — powiedział.
— Nie jesteśmy na służbie, a nas dwoje to za mało, żeby opanować sytuację. Władze będą musiały wymyślić coś innego. Nie mogą się już ociągać. Przed wyjściem sprawdziłam meldunki. Na wschód od Wysokiej Konchy sprawy wyglądają trochę lepiej. Ale teraz jestem głodna i napiłabym się czegoś. Miałbyś ochotę?
— Nie mam apetytu — odparł Vasko. Przedtem odczuwał głód, ale mu przeszło, gdy zobaczył wpadającego do morza człowieka. — Choć drink by się przydał. Myślisz, że coś jeszcze będzie otwarte?
— Znam kilka miejsc. Sprawdźmy.
— W takim razie znasz ten teren lepiej ode mnie.
— Twój problem polega na tym, że za rzadko wychodzisz z domu — stwierdziła. Podciągnęła kołnierz płaszcza i opuściła daszek czapki. — Wynośmy się stąd, zanim zrobi się nieprzyjemnie.
Okazało się, że ma rację co do strefy zasiedlenia na wschód od Konchy. Mieszkało tutaj wielu funkcjonariuszy Sił, więc rejon tradycyjnie zachowywał lojalność w stosunku do rządu. Panował tu teraz posępny spokój i normalny ruch; choć wiele lokali było zamkniętych, ten, który Urton miała na myśli, nadal pozostawał otwarty.
Urton poprowadziła go przez główną salę do wnęki, gdzie stały dwa krzesła i stół zwędzone z Centralnych Zasobów. W górze wisiał ekran nastawiony na wiadomości rządowe, ale w tej chwili pokazywał jedynie twarz Clavaina. Fotografię zrobiono przed kilku laty, ale równie dobrze mogła pochodzić sprzed wieków. Człowiek, którego Vasko poznał kilka dni temu, wyglądał dwukrotnie starzej, był dwukrotnie bardziej zniszczony przez czas i okoliczności. Na dole ekranu umieszczono dwie daty oddalone od siebie o około pięćset lat.
— Przyniosę kilka piw — powiedziała Urton, nie dając mu szansy na sprzeciw. Zdjęła płaszcz i czapkę i rzuciła je na krzesło naprzeciw niego.
Odeszła w mrok baru. Vasko przypuszczał, że jest tutaj stałą klientką. Na sali zobaczył kilku mężczyzn, którzy wydali mu się znajomi ze szkolenia SB. Niektórzy z nich palili morskie wodorosty — odmianę, która wysuszona i przygotowana w szczególny sposób działała jak łagodny narkotyk. Vasko pamiętał, że wspominano o tej używce na szkoleniach — była nielegalna, lecz łatwiejsza do zdobycia niż czarnorynkowe papierosy, o których mówiono, że pochodzą z kurczącego się zapasu w trzewiach „Nostalgii za Nieskończonością”.
Zdjął płaszcz. Urton wróciła i postawiła przed nim piwo. Spróbował ostrożnie. Ciecz w szklance miała nieprzyjemny odcień moczu. Wyprodukowana z innej odmiany wodorostów, ledwie przypominała prawdziwe piwo.
— Rozmawiałam z Draygo, który prowadzi ten interes — oznajmiła. — Mówi, że dyżurujący funkcjonariusze Sił Bezpieczeństwa właśnie poszli i wybili dziury we wszystkich łodziach na brzegu. Nikomu nie pozwalają odpłynąć i gdy tylko jakaś łódź powraca, konfiskują ją i aresztują wszystkich ludzi na pokładzie.
Vasko pociągnął łyk piwa.
— To miłe, że nie uciekli się do przemocy.
— Nie możesz im mieć tego za złe. Powiadają, że troje ludzi utonęło podczas przeprawy przez zatokę i dwójka odpadła od statku podczas wspinaczki.
— Ludzie powinni mieć prawo robić to, co chcą, nawet jeśli to ich zabija.
— Obawiają się, że wybuchnie panika. Wcześniej czy później ktoś będzie próbował przepłynąć zatokę i setki ludzi mogą za nim ruszyć. A ilu dopłynie?
— Niech płyną — odparł Vasko. — No to co, że utoną? Co z tego, że zatrują Żonglerów? Czy ktoś naprawdę myśli, że to ma teraz jakiekolwiek znaczenie?
— Przeszło dwadzieścia lat utrzymywaliśmy na Araracie porządek — powiedziała Urton. — Nie możemy pozwolić, by w ciągu jednej nocy wszystko diabli wzięli. Ludzie biorą bez pozwolenia łódki będące własnością kolonii. To nie fair w stosunku do obywateli, którzy nie chcą uciekać na statek.
— Ale nie proponujemy im niczego w zamian. Powiedziano im, że Clavain nie żyje, ale nikt im nie wyjaśnił, o co chodzi z tymi światłami na niebie. Nic dziwnego, że są przerażeni.
— Czy sądzisz, że poinformowanie ich o wojnie polepszy sprawę?
Vasko wytarł usta wierzchem dłoni, na której piwo wodorostowe zostawiło biały szron.
— Nie wiem, ale mam dość tego, że wszyscy są okłamywani, ponieważ według rządu nieznajomość faktów leży w ich najlepszym interesie. To samo wydarzyło się, kiedy zniknął Clavain. Scorpio i inni uznali, że nie przełkniemy informacji o tym, że Clavain ma skłonności samobójcze, więc wyprodukowali historię o jego podróży dookoła świata. Teraz uważają, że ludzie nie poradzą sobie z informacją, w jaki sposób umarł i o co w tym wszystkim chodziło, więc nic nikomu nie mówią.
— Sądzisz, że Scorpio powinien rządzić twardszą ręką?
— Szanuję Scorpia — stwierdził Vasko — ale gdzie jest teraz, kiedy go potrzebujemy?
— Nie tylko ty się nad tym zastanawiasz — odparła Urton.
Nagle obraz na ekranie zmienił się. Twarz Clavaina zniknęła, zastąpiona na chwilę rządowym logo. Urton obróciła się na krześle, nadal pijąc piwo.
— Coś się dzieje — stwierdziła.
Logo zamigotało i znikło. Patrzyli na Scorpia. Znajdował się w zakrzywionym jasnoróżowym wnętrzu Wysokiej Konchy; miał na sobie zwykły nieoficjalny mundur z pikowanej czarnej skóry. Jego spłaszczona głowa wyrastała z masywnego baryłkowatego torsu.
— Wiedziałaś, że wystąpi? — spytał Vasko.
— Draygo powiedział mi, że mniej więcej na tę porę prze widywany jest komunikat. Ale nie wiem, o czym ma być, i nie wiedziałam, że Scorpio miał zamiar pokazać swoje oblicze.
Świnia coś mówił. Vasko właśnie szukał sposobu wzmocnienia dźwięku, kiedy głos Scorpia rozległ się donośnie w labiryncie wnęk, przekazywany przez system ogólnego nagłaśniania.
— Proszę o uwagę — mówił Scorpio. — Wszyscy wiecie, kim jestem. Mówię teraz jako pełniący obowiązki przywódcy kolonii. Z żalem muszę powtórzyć, że Nevil Clavain zginął dzisiaj podczas misji o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa strategicznego Araratu. Ponieważ brałem udział w tej samej operacji, mogę was zapewnić, że bez odwagi i poświęcenia Clavaina bieżąca sytuacja byłaby o wiele, wiele poważniejsza. Mimo śmierci Clavaina misja zakończyła się sukcesem. We właściwym czasie zamierzam was poinformować, co osiągnięto w trakcie tej operacji. Najpierw jednak przekażę informacje o obecnych niepokojach we wszystkich sektorach Pierwszego Obozu i działaniach podejmowanych przez Siły Bezpieczeństwa, by przywrócić porządek społeczny. Proszę, posłuchajcie uważnie, ponieważ od tego zależy życie nas wszystkich. Nie będzie dalszych niedozwolonych przepraw na „Nostalgię za Nieskończonością”. Nie można tracić w ten sposób ograniczonych zasobów kolonii. Każda nielegalna próba dotarcia do statku będzie karana natychmiastową egzekucją.
Vasko zerknął na Urton, ale nie mógł stwierdzić, czy jej twarz wyraża odrazę, czy cichą aprobatę.