Выбрать главу

Świnia przerwał, by zaczerpnąć tchu. Coś psuło się w przekazie, ponieważ wcześniejszy obraz Clavaina zaczął znowu się pojawiać, nałożony na twarz Scorpia jak niewyraźna aureola.

— Rząd proponuje, by wszyscy obywatele zajęli się swoimi spra wami i nie próbowali opuszczać wyspy. Niemniej jednak rząd uznaje, że pewna mniejszość chce się przenieść na „Nostalgię za Nieskończonością”, dlatego, począwszy od jutrzejszego południa i tak długo, jak to będzie potrzebne, administracja zapewni bezpieczny trans port na statek. Wyznaczony pojazd powietrzny będzie brał po sto osób i przewoził je na „Nieskończoność”. Od godziny 6:00 dnia jutrzejszego zasady transportu, łącznie z zasadami przewozu rzeczy osobistych, będą dostępne w Wysokiej Konsze i innych ośrodkach administracyjnych także; będzie można uzyskać informacje także od umundurowanego personelu Sił Bezpieczeństwa. Nie ma powodów do paniki, gdy ktoś nie dostanie się na pokład łodzi, ponieważ, jak mówiłem, loty będą kontynuowane aż do wyczerpania popytu.

— Nie mieli wyboru — powiedział cicho Vasko. — Scorp postępuje słusznie.

Ale świnia nadal mówił.

— Ci, którzy chcą się zaokrętować na „Nieskończoności”, muszą wiedzieć, że warunki na statku będą okropne. Przez ostatnie dwadzieścia trzy lata na pokładzie nigdy nie było więcej niż kilkudziesięciu ludzi naraz. Duża część statku nie nadaje się teraz do zamieszkania lub po prosu nie jest zmapowana. Aby przyjąć napływ setek, może nawet tysięcy uchodźców, Siły Bezpieczeństwa będą musiały wprowadzić ścisłe zasady stanu wyjątkowego. Jeśli sądzicie, że nadzwyczajne środki zastosowane w Pierwszym Obozie są drakońskie, nie wyobrażacie sobie, o ile gorzej będzie na statku. Waszym jedynym prawem będzie prawo przeżycia, a my zdecydujemy, jak je interpretować.

— Co on chce przez to powiedzieć? — spytał Vasko, kiedy Scorpio mówił dalej o organizacji transportu.

— Mówi, że będą musieli ludzi zamrażać — wyjaśniła Urton. — Zapakować ich do kaset snu, tak jak wtedy, kiedy statek leciał w tę stronę.

— W takim razie powinien im to powiedzieć.

— Najwidoczniej nie chce.

— Te kasety zimnego snu nie są bezpieczne — powiedział Vasko. — Wiem, co się zdarzyło, kiedy wykorzystywali je ostatnim razem. Mnóstwo ludzi nie przeżyło podróży.

— To przecież nie ma znaczenia, I tak mają większe szanse, niż gdyby próbowali odbyć podróż sami, nawet jeśli się pominie rozkaz o egzekucjach.

— Nadal nie rozumiem, po co w ogóle dawać taką możliwość, skoro rząd uważa, że nie należy tego robić?

Urton wzruszyła ramionami.

— Ponieważ rząd może nie jest pewien, co robić. Gdyby ogłosili ogólną ewakuację na statek, mieliby do czynienia z prawdziwą paniką. Spójrzmy na to z ich punktu widzenia: skąd mają wiedzieć, czy dla ludzi lepsza jest ewakuacja na statek, czy pozostanie na lądzie?

— Nie wiedzą — odparł. — Cokolwiek wybiorą, zawsze będzie ryzyko, że podjęli złą decyzję.

Urton potaknęła ze zrozumieniem. Prawie skończyła swoje piwo.

— W ten sposób Scorpio wybiera kompromis. Niektórzy znajdą się na statku, inni będą woleli zostać w domu. To doskonałe rozwiązanie, jeśli chcesz zwiększyć szanse, że niektórzy ludzie przeżyją.

— Brzmi to bardzo bezdusznie.

— Bo jest bezduszne.

— Zatem nie musisz się martwić, że Scorpio nie jest tak twardym przywódcą, jakiego potrzebujemy.

— Nie. Jest dostatecznie twardy — przyznała Urton. — Oczywiście, możemy to całkowicie błędnie interpretować. Ale zakładając, że jest to właściwe wytłumaczenie, czy to jest szokujące?

— Nie, przypuszczam, że nie. Masz rację, potrzebujemy kogoś silnego, przygotowanego do myślenia o rzeczach nie do pomyślenia. — Vasko odstawił szklankę, opróżnioną tylko do połowy. Pragnienie mu przeszło, tak jak wcześniej głód. — Mam jedno pytanie: dlaczego tak nagle zrobiłaś się dla mnie miła?

Urton popatrzyła na niego tak, jak entomolog mógłby oglądać owada na szpilce.

— Ponieważ, Vasko, przyszło mi na myśl, że w dłuższej perspektywie mógłbyś być użytecznym sprzymierzeńcem.

Hela, 2727

— Słyszeliśmy nowiny, Quaiche — odezwał się skafander ornamentowany.

Nagły głos tak jak zawsze go przestraszył. Był sam. Grelier właśnie skończył doglądać jego oczu, usuwając wacikiem zainfekowaną wydzielinę pod jedną z powiek. Quaiche’owi od rana bardziej niż zwykle dokuczał metalowy zacisk otwieracza oczu. Gdyby sypiał, podejrzewałby, że w czasie jego snu naczelny medyk zaostrzył wszystkie małe haczyki otwieracza. Ale Quaiche nie sypiał. Sen był luksusem, który ledwie pamiętał.

— Nic nie wiem o żadnych nowinach — oznajmił.

— Słyszeliśmy twoje przemówienie do kongregacji na dole. Chcesz przejechać katedrą nad Otchłanią Rozgrzeszenia.

— A jeśli tak, co to was obchodzi?

— To szaleństwo, Quaiche. A twoje zdrowie psychiczne bardzo nas obchodzi.

Dostrzegał skafander w zamazanym widzeniu peryferyjnym wokół ostrego centralnego wizerunku Haldory.

— Nie obchodzę was — powiedział. — Obchodzi was tylko wasze własne przetrwanie. Boicie się, że kiedy zniszczę Lady Morwennę, zniszczę również was.

— Szczerze mówiąc, to nas rzeczywiście nieco niepokoi. Mielśmy nadzieję, że choć trochę chcesz, by ci się powiodło.

— Może i chcę.

— Mimo że nikt nigdy tego wcześniej nie robił?

— Lady Morwenną nie jest byle jaką starą katedrą.

— Nic. Jest najwyższą i najcięższą katedrą na Drodze. Czy nie skłania cię to do chwili zastanowienia?

— To uczyni mój triumf bardziej widowiskowym.

— Albo twoją katastrofę, jeśli spadniesz z mostu lub cały ten obiekt pod tobą się załamie. Ale dlaczego teraz, Quaiche, po tych wszystkich okrążeniach Heli?

— Ponieważ czuję, że nadeszła właściwa chwila — odparł. — Nie można przewidzieć takich rzeczy. Zwłaszcza jeśli chodzi o działa nie Boga.

— Naprawdę jesteś beznadziejny — powiedział skafander ornmentowany. A potem zsyntetyzowany głos stał się znacznie bardziej natarczywy. — Quaiche, posłuchaj nas. Rób, co chcesz, z Lady Morwenną. Nie będziemy cię zatrzymywać. Ale najpierw wypuść nas z tej klatki.

— Boicie się — powiedział, rozciągając sztywną tkankę twarzy w uśmiech. — Naprawdę napędziłem wam stracha, co?

— To nie musi być w ten sposób. Spójrz na dowody, Quaiche. Znikania zwiększają swoją częstotliwość. Wiesz, co to znaczy, prawda?

— Dzieło Boga zbliża się do swej kulminacji.

— Albo być może mechanizm kryjący zawodzi. Wybierz z tego, co chcesz. My wiemy, jaką interpretację wolimy.

— Znam na wylot wasze herezje — odparł. — Nie muszę ich wysłuchiwać kolejny raz.

— Nadal sądzisz, że jesteśmy demonami, Quaiche?

— Nazywacie się cieniami. Czy to was nie zdradza?

— Nazywamy się cieniami, ponieważ właśnie nimi jesteśmy, tak jak wy jesteście cieniami dla nas. To stwierdzenie faktu, Quaiche, nie stanowisko teologiczne,

— Nie chcę już tego słuchać.

I była to prawda: słyszał już dostatecznie wiele razy kłamstwa wymyślone po to, by zachwiać jego wiarą. Od czasu do czasu usiłował wyrzucić je ze swej głowy, lecz zawsze bezskutecznie. Tak długo, jak skafander ornamentowany pozostanie przy nim — tak długo, jak ta rzecz pozostanie wewnątrz skafandra — nie będzie w stanie zapomnieć tych kłamstw. W chwili słabości — to pomyłka równie niewybaczalna jak ta dwadzieścia lat wcześniej, która ich tu sprowadziła — nawet zainteresował się ich heretyckimi twierdzeniami. Kopał w archiwach Lady Morwenny, szukając informacji na ten temat.