— Skąd ta zmiana taktyki przesyłu? — spytał Vasko.
— Coś ich przestraszyło — wyjaśniła Cruz. — Niektórzy Ultrasi musieli spotkać coś, co im się nie spodobało, i przerzucili się z handlu konkretnymi towarami na zdalny handel danymi.
— Nietrudno zgadnąć, co ich przestraszyło — zauważył Vasko.
— Działa to jednak na naszą korzyść. Może nie są to transmisje dokładnych wiadomości i połowa przechwytywanych przez nas przekazów obarczona jest błędami i wirusami, ale w ciągu tych lat udało nam się utrzymywać nasze bazy danych znacznie bardziej na bieżąco, niż mogliśmy się spodziewać, jeśli się weźmie pod uwagę nasz brak kontaktów z kimkolwiek z zewnątrz.
— No więc co wiemy o układzie Quaiche’a? — spytał Vasko.
— Mniej, niżbyśmy chcieli — poinformowała Cruz. — Nie było żadnych konfliktów na tle roszczeń, co oznacza, że układ badany przez Quaiche’a przed jego przybyciem był niemal nieznany.
— Tak więc to, do czego nawiązuje Aura, wydarzyło się… ile…? pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat temu?
— Lekko licząc.
Vasko pogładził podbródek. Był jak drewno wygładzone papierem ściernym.
— Więc nie może to mieć dla nas wielkiego znaczenia, prawda?
— Quaiche’owi coś się przydarzyło — powiedział Scorpio. — Sprawozdania się różnią. Wydaje się, że wykonywał brudną robotę dla Ultrasów, badając środowiska planetarne, w których oni źle się czuli. Był świadkiem czegoś, co ma związek z Haldorą. — Scorpio powiódł wzrokiem po obecnych, jakby wzywając ich, a zwłaszcza Vaska, by mu przerwali lub z nim się spierali. — Zo baczył, jak znika. Planeta po prostu na ułamek sekundy przestała istnieć. I z tego powodu stworzył na Heli, księżycu Haldory, rodzaj religii.
— To właśnie to? — spytała Antoinette. — Toó jest to przesłanie, dla którego Aura przebyła całą tę drogę? Adres religijnego świra?
— Jest coś więcej.
— Mam nadzieję, że rzeczywiście jest — odparła.
— Zauważył to zjawisko więcej niż raz. Wedle wszelkich oznak inni również.
— Czemu mnie to nie dziwi? — zauważyła Antoinette.
— Poczekaj. — Vasko uniósł rękę w górę. — Chcę usłyszeć resztę. Mów dalej, Scorp.
Świnia popatrzył na niego bez wyrazu.
— Chcesz powiedzieć, że potrzebuję twego pozwolenia?
— Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Ja po prostu… — Vasko spojrzał dookoła, jakby zastanawiał się, kto go może poprzeć. — Po prostu sądzę, że nie powinniśmy za bardzo się śpieszyć z od rzucaniem tego, co dowiedzieliśmy się od Aury, choćby nawet wydawało się bezsensowne.
— Nikt niczego nie odrzuca — rzekł Scorpio.
— Proszę, powiedz nam, czego się dowiedziałeś — przerwała spór Antoinette, czując, że za chwilę sprawy wymkną się spod kontroli.
— Przez dziesięciolecia niewiele się działo — ciągnął Scorpio. — Cud Quaiche’a przyciągnął trochę ludzi na Helę. Niektórzy stali się wyznawcami jego religii, inni pozbyli się złudzeń i zajęli gór nictwem. Na Heli są artefakty obcych. Prawie bezużyteczny złom, ale mieszkańcy eksportują wystarczająco wiele, by utrzymało się kilka osiedli. Ultrasi kupują od nich te śmiecie i sprzedają je zbieraczom osobliwości. Ktoś prawdopodobnie robi na tym nie złą forsę, ale jak się domyślacie, nie są to ci biedni idioci, którzy wykopują te graty z ziemi.
— Artefakty obcych są na wielu światach — powiedziała Antoinette. — Domyślam się, że tę bandę spotkał los Amarantinów i kilkunastu innych cywilizacji, prawda?
— Bazy danych mówią niewiele o tubylczej kulturze — ciągnął Scorpio. — Ludzie, którzy rządzą na Heli, nie bardzo zachęcają o wolnomyślicielskiej naukowej ciekawości. Ale owszem, kiedy się czyta między wierszami, wygląda na to, że napotkali wilki.
— I zostali wytępieni?
— Wszystko na to wskazuje.
— Pomóż mi, Scorp — poprosiła Antoinette. — Jak ci się wydaje, co to wszystko mogłoby znaczyć dla Aury?
— Nie mam pojęcia.
— Może chce, byśmy tam polecieli — zasugerował Vasko. Wszyscy spojrzeli na niego tak, jak gdyby zwerbalizował coś,
co pozostali uważali za niewątpliwe, ale sformułowanie tego było jak rzucenie przekleństwa w obecności najbardziej świątobliwych słuchaczy.
— Polecieć tam? — spytał Scorpio nachmurzony, a skóra między jego ryjem a czołem zmarszczyła się w wałeczki. — Chcesz powiedzieć, żebyśmy naprawdę tam polecieli?
— Jeśli dojdziemy do wniosku, że jej sugestia nam pomoże, to owszem — odparł Vasko.
— Nie możemy tam lecieć z powodu bredzenia chorej kobiety — oznajmił Hallat, jeden ze starszych kolonii z Resurgamu, który nigdy nie dowierzał Khouri.
— Nie jest chora — zaprotestował doktor Valensin. — Jest zmęczona i doznała urazu. To wszystko.
— Słyszałem, że chciała, by dziecko na powrót umieszczono w jej ciele — oznajmił Hallat z pełnym odrazy uśmiechem, jak gdyby była to najbardziej deprecjonująca rzecz, jaką można sobie wyobrazić.
— Rzeczywiście — powiedział Scorpio — a ja się nie zgodziłem. Ale nie było to nierozsądne żądanie. Jest matką dziecka, które zostało porwane, zanim zdążyła je urodzić. W tych okolicznościach uważałem, że jest to w pełni zrozumiałe pragnienie.
— Ale mimo to jej odmówiłeś.
— Nie mogłem ryzykować utraty Aury, zwłaszcza że tyle za nią i zapłaciliśmy.
— Więc zostaliście oszukani — stwierdził Hallat. — Cena była j zbyt wysoka. Straciliśmy Clavaina, a dostaliśmy w zamian jedynie i dziecko z uszkodzonym mózgiem.
— Mówisz, że Clavain zginął na próżno? — spytał Scorpio nie bezpiecznie łagodnym głosem.
Chwila ciszy przedłużała się. Antoinette zdała sobie sprawę ze wstrząsającą jasnością, że nie jest jedyną, która nie wie, co wydarzyło się wewnątrz góry lodowej. Hallat również musiał nie wiedzieć, ale w swej ignorancji był nieskończenie bardziej beztroski.
— Nie wiem, jak umarł. Wszystko mi jedno i nie potrzebuję tego wiedzieć. Ale jeśli w tej sprawie chodziło tylko o Aurę, to twierdzę, że jego śmierć nie była tego warta. Umarł na próżno. — Hallat splótł palce i zacisnął usta. — Może nie chcesz tego słuchać, ale tak to wygląda.
Scorpio zerknął na Blooda. Nastąpiła między nimi wymiana drobnych gestów, zbyt subtelnych, zbyt im obu znanych, by ktoś z zewnątrz mógł je w ogóle rozszyfrować. Wymiana trwała tylko chwilę. Antoinette zastanawiała się, czy ktokolwiek inny ją zauważył, czy też może jest ona wytworem jej wyobraźni.
Jednak już w następnej chwili Hallat patrzył na coś tkwiącego w jego klatce piersiowej.
Z rozleniwieniem, jakby tylko po to, by poprawić przekrzywiony obrazek na ścianie, Blood podniósł się i pomaszerował w kierunku Hallata, kołysząc się na boki.
Hallat wydawał dźwięki, jakby się dusił, a jego palce bezskutecznie usiłowały zacisnąć się wokół rękojeści noża Blooda.
— Wynieś go stąd — rozkazał Scorpio.
Blood wyjął nóż z ciała Hallata, wytarł o udo i znowu schował do pochwy. Z rany wyciekało zadziwiająco mało krwi. Valensin chciał wstać.
— Pozostań na miejscu — polecił Scorpio.
Blood już zawołał parę asystentów SB. Przybyli w ciągu minuty, reagując na sytuację jedynie niewielkim zdziwieniem. Antoinette dała im za to najwyższą ocenę. Gdyby to ona weszła do pokoju i znalazła tam kogoś wykrwawiającego się na śmierć od rany kłutej, miałaby trudności z zachowaniem przytomności, nie mówiąc już o zachowaniu spokoju.
— Idę się nim zająć — powiedział Valensin, ponownie wstając, kiedy asystenci SB wynieśli Hallata.