Zwykli starsi członkowie — Orca Cruz, Blood, Xavier Liu i inni — nadal byli na Araracie. Remontoire usiadł naprzeciw Scorpia, pozostawiając przy stole tylko jedno wolne miejsce.
— To musi krótko trwać — powiedział. — Za niecałą godzinę muszę wracać.
— Nie zostaniesz na obiedzie? — zażartował Scorpio i poniewczasie przypomniał sobie, że Remontoire nie ma poczucia hu moru.
Hybrydowiec pokręcił delikatnie głową.
— Obawiam się, że nie. „Światło Zodiakalne” i inne atuty Hybrydowców pozostaną w tym układzie przynajmniej tak długo, jak długo będziecie w czystej przestrzeni międzygwiezdnej. Od ciągniemy od was Inhibitorów. Niektóre elementy mogą za wami polecieć, ale prawie na pewno nie będą to główne siły. — Zrobił z palców wieżyczkę. — Powinniście sami sobie z nimi poradzić.
— Dla mnie to wygląda na samopoświęcenie — zauważyła Antoinette.
— Nie jest. Nadal są takie rodzaje broni, których nie stosowaliśmy i których jeszcze nawet nie wyprodukowaliśmy. Niektóre z nich mogą trochę zmienić sytuację, przynajmniej lokalnie. — Przerwał i sięgnął do niewidocznej kieszeni w kurtce. Jego palce zniknęły, jakby wykonywał jakiś trik prestidigitatora, a potem wynurzyły się zaciśnięte na małej szarej drzazdze, którą położył na stole. Postukał w nią palcem wskazującym. — Zanim zapomnę: to schematy kilku militarnie użytecznych technik. O niektórych Aura czy Khouri być może wspominały. Oczywiście wszystkie je zawdzięczamy Aurze, ale mimo że wskazała nam drogę i podpowiedziała podstawowe zasady, musieliśmy wiele rzeczy zaczynać od zera. Te pliki powinny być kompatybilne ze standardowymi protokołami wytwórczymi.
— Nie mamy wytwórni — zauważyła Antoinette. — Wszystkie przestały działać przed wielu laty.
Remontoire zacisnął wargi.
— Więc dostarczymy wam nowe, odporne na większość odmian zarazy. Podrzucę je, zanim opuścicie układ, razem z zapasami medycznymi i częściami do urządzeń zimnego snu. Wprowadźcie do nich pliki, a one wyprodukują broń i urządzenia. Jeśli będziecie mieli jakieś pytania, kierujcie je do Aury, a ona powinna być w stanie wam pomóc.
— Dzięki, Rem — powiedziała Antoinette.
— To jest dar — oznajmił. — Dajemy go bez żadnych zobowiązań i jesteśmy tak samo szczęśliwi, przekazując wam Aurę. Teraz jest wasza. Ale możecie nam coś dać w zamian.
— Powiedz, co — zachęciła go Antoinette.
Ale Remontoire nic nie odpowiedział. Patrzył na postać idącą ku nim z chrzęstem miażdżonej trawy.
— Cześć, Johnie — powitała go Antoinette.
Scorpio na widok zbliżającej się postaci odchylił się sztywno na ławie. Na pierwszy rzut oka postać w ogóle mało przypominała człowieka. Szła, miała ręce, nogi i głowę, ale na tym kończyło się podobieństwo. Połowa ciała mężczyzny — noga, ramię i pół kadłuba — była mniej więcej z ciała i kości. Ale drugą połowę — ciężką i mechaniczną, niemal groteskową — tworzyły tłoki i ogromne wieloczłonowe zawiasy. Przesuwający się metal błyszczał od ciągłego polerowania i smarowania. Ramię po tej stronie ciała sięgało do kolan i kończyło się złożonym układem wielonarzędziowym. Wyglądało to tak, jakby jakaś jednostka sprzętu do robót ziemnych z brutalną szybkością zderzyła się z człowiekiem i w wyniku tego stopiła się z nim.
Głowa kapitana wyglądała prawie normalnie. Prawie, gdyż w gałki oczne były wciśnięte czerwone wielofasetkowe kamery. Z nozdrzy wyłaniały się rurki, które biegły w tył po bokach twarzy i łączyły się z jakimś niewidocznym mechanizmem. Owalna krata zakrywała usta kapitana. Miał łysą czaszkę, jeśli nie liczyć kilkunastu zmierzwionych loków rosnących na szczycie głowy, związanych w cienki warkoczyk opadający na kark. Kapitan nie miał uszu. O ile Scorpio się zorientował, kapitan nie miał w ogóle widocznych otworów. Może został przeprojektowany, by znosić twardą próżnię bez ochrony hełmu kosmicznego.
Jego głos zdawał się wydobywać zza kraty. Był cichy i metaliczny, jak głos zepsutej zabawki.
— Hej, widzę tu całą bandę!
— Siadaj, Johnie — powiedziała Antoinette. — Czy trzeba cię wprowadzić w przedmiot rozmowy? Remontoire właśnie wyjaśniał nam zasady wymiany technicznej. Daje nam kilka ślicznych nowych zabawek.
— Wnioskuję, że w zamian chce czegoś innego.
— Nie — odparł Remontoire. — Projekty techniczne i inne szczegóły są naprawdę podarunkiem. Ale jeśli macie ochotę nam się zrewanżować, mamy na myśli coś konkretnego.
John Brannigan usiadł z sykiem wsuwanych tłoków.
— Chcecie pozostałej broni kazamatowej — stwierdził. Remontoire zaszczycił jego uwagę skinieniem głowy.
— Prawidłowo odgadł pan nasze pragnienia.
— Dlaczego jej chcecie? — spytał John Brannigan.
— Nasze prognozy mówią, że będziemy jej potrzebować do przeprowadzenia skutecznej dywersji.
— My też będziemy uciekali przed maszynami — powiedział Scorpio. — Kto wie, czy sami nie będziemy potrzebować tej broni?
— Nikt nie wie — odparł Remontoire. Jak zawsze był niewzruszony, niczym dorosły proponujący dzieciom gry w bawialni. — Rzeczywiście, możecie jej potrzebować. Ale wy będziecie przed wilkami uciekali, a nie będziecie z nimi się bili. Jeśli jesteście rozsądni, powinniście unikać dalszych potyczek tak długo, jak to możliwe.
— Powiedziałeś, że możemy nadal mieć wilki na ogonie — przy pomniała mu Antoinette. — Co z nimi zrobimy? Miło poprosimy, by sobie odeszli?
Remontoire powtórnie postukał w leżący na stole zapis danych.
— To pokaże wam, jak zbudować system broni hipometrycznej. Nasze prognozy wskazują, że trzy z tych urządzeń wystarczą do rozproszenia małej wilczej grupy pościgowej.
— A jeśli wasze prognozy okażą się mylne? — spytał Scorpio.
— Będziecie mieli inne środki.
— To nie wystarczy. Broń kazamatowa była jedyną przyczyną, dla której w ogóle udaliśmy się do układu Resurgamu. To ona właśnie nas wpakowała w tę parującą kupę gówna. A teraz mówisz, że po prostu powinniśmy z niej zrezygnować?
— Nadal jestem waszym sprzymierzeńcem — oznajmił Remontoire. — Proponuję tylko, by broń została przeniesiona do miejsc jej maksymalnej przydatności.
— Nie łapię tego. — Antoinette wskazała głową na drzazgę z danymi. — Macie środki, by robić rzeczy, o jakich my jeszcze nie możemy nawet marzyć, a w dalszym ciągu chcecie tej zapleśniałej starej broni kazamatowej?
— Nie możemy nie doceniać broni kazamatowej — powiedział Remontoire. — Była podarunkiem z przyszłości. Dopóki nie zostanie wyczerpująco przetestowana, nie możemy zakładać, że jest czymś gorszym niż to, co dała nam Aura. Musicie się zgodzić z tym rozumowaniem.
— Chłopak ma argument — stwierdziła Antoinette.
John Brannigan poruszył się z sykiem systemów motorycznych. To musiała być imaginacja Scorpia, ale wydało mu się, że czuje olej maszynowy. Kapitan znowu odezwał się blaszanym głosem.
— Może i ma argument, ale możliwości Aury również są nie — przetestowane. My przynajmniej wykorzystaliśmy część broni kazamatowej i przekonaliśmy się, że działa. Nie mogę dać pozwolenia na przekazanie reszty broni.
— Musimy osiągnąć kompromis — powiedział Remontoire. Kapitan spojrzał na niego bez wyrazu.
— Zamieniam się w słuch.
— Nasze prognozy wskazują na statystycznie znaczącą szansę sukcesu jedynie z podzbiorem broni kazamatowej.
— Tak więc weźmiecie część broni, ale nie całą, tak? — zapytała Antoinette.
Remontoire kiwnął raz głową.
— Tak, ale kiedy będziemy mieli do dyspozycji zredukowany zestaw broni kazamatowej, może okazać się, że powstrzymanie większego pościgu za wami jest niemożliwe.