Выбрать главу

— Nie mam do nikogo zaufania — odparł Scorpio.

— Tak naprawdę na dłuższą metę broń kazamatowa może okazać się nie aż tak ważna. Nie chciałem mówić tego wcześniej, bo bałem się, że odbiorę ducha walki naszym sprzymierzeńcom, ale fakt pozostaje faktem, że nasze prognozy mogą się okazać zbyt optymistyczne. Kiedy Ilia Volyova wleciała „Burzykiem” w serce wilczej koncentracji wokół Delty Pawia, zastosowana przez nią broń kazamatowa miała bardzo mały wpływ na bieg wydarzeń.

— To tylko nasza ocena. Może jednak trochę spowolniła rozwój zdarzeń.

— A może nie rozmieściła broni w najlepszy możliwy sposób — była mimo wszystko chora — albo nie była to najbardziej groźna broń z jej arsenału. Nigdy się tego nie dowiemy.

— Co z tą inną bronią, tą którą teraz dla nas robicie? — spytał Scorpio.

— Z urządzeniami hipometrycznymi? Okazały się użyteczne. Widziałeś, jak koncentracja wilków wokół promu i „Nostalgii za Nieskończonością” została rozproszona. Wykorzystałem również broń hipometryczną przeciw agregacji wilków, która sprawiała wam trudności na powierzchni Araratu.

Scorpio sączył herbatę, trzymając szklaneczkę — niewiele większą od kciuka — w niezgrabnych dłoniach. Stale miał wrażenie, że zaraz ją zgniecie.

— To Aura pokazała wam, jak robić tę broń?

— Tak.

— I nadal nie wiecie, jak działa?

— Powiedzmy, że teoria pozostaje nieco z tyłu za praktyką.

— W porządku. I tak bym nie zrozumiał, gdybyście mi to wytłumaczyli. Jednak dręczy mnie pewna myśl. Jeśli to gówno jest takie praktyczne, dlaczego wilki nie wykorzystują go przeciw nam?

— Tego również nie wiemy — przyznał Remontoire.

— Czy to cię nie niepokoi? Czy nie martwisz się, że w dłuższej perspektywie może pojawić się jakiś problem z tą techniką, o którym nie wiecie?

Remontoire uniósł brwi.

— Martwisz się następstwami, Scorpio? Tym, co się stanie w przyszłości?

— To uzasadnione wątpliwości.

— Zgadzam się. Ja również zastanawiałem się nad tym. Ale mając do wyboru zagrożenie natychmiastową eksterminacją i nieokreślone problemy później… No cóż, to nie jest wielki wybór. — Remontoire zerknął przez bursztynową zawartość malutkiej szklaneczki — jego zniekształcone oko wydało się wielkie. — W każdym razie istnieje jeszcze jedna możliwość: wilki mogą nie dysponować tą techniką.

W mosiężnym obramowaniu oka jednego z iluminatorów Scorpio zobaczył wyłaniającą się broń kazamatową, błyszczącą, brązowozieloną z wieńcami w stylu art deco niczym stare radio czy sala kinowa, zapakowaną w kołyskę — nabitą dyszami sterującymi. Kołyskę chwytały teraz cztery holowniki Hybrydowców.

— Więc skąd się wzięła ta technika?

— Od zmarłych. To wspólne wspomnienia niezliczonych po mordowanych kultur, zebrane razem w neutronowej pokrywie — matrycy hadesowskiego komputera. Jasne, że to nie pomogło żadnemu z wytępionych gatunków; może żadna z technik, które Aura nam dała, nie zmieni ostatecznie naszej przyszłości. Ale może posłużą one do opóźnienia biegu spraw. Może potrzebujemy je dynie czasu. Jeśli tam w kosmosie coś istnieje — coś ważniejszego, potężniejszego od wilków — potrzebujemy tylko czasu, aby to odkryć.

— Sądzisz, że to Hela, prawda?

— Czy to cię nie intryguje, Scorpio? Czy nie chcesz polecieć i zobaczyć, co tam znajdziesz?

— Obejrzeliśmy to, Rem. Hela to lodowa kula, dom dla religijnych fanatyków, którzy mają w sobie krew nosiciela wirusa indoktrynującego.

— A jednak mówią o cudach.

— O znikającej planecie. Tyle że nikt tego nie widział.

— Lećcie tam i przekonajcie się. Układ to jeden zero siedem Piscium. Według wszelkich dostępnych raportów Inhibitorzy jeszcze tam nie dotarli.

— Dziękuję za informację.

— To będzie twoja decyzja, Scorpio. Wiesz już, co Aura będzie zalecała, ale nie musisz się z tym liczyć.

— Nie będę.

— Ale pamiętaj: jeden zero siedem Piscium to układ odosobniony. Raporty o wtargnięciu wilków w ludzką przestrzeń w najlepszym razie są fragmentaryczne, ale możesz być pewien, że kiedy już się wedrą, światy rdzeniowe, położone w zasięgu kilkunastu lat świetlnych od Ziemi, upadną jako pierwsze. W ten właśnie sposób działają: ustalenie, gdzie jest centrum, atak i zniszczenie go. Potem wybierają kolonie satelitarne i każdego, kto chce uciec w głąb galaktyki.

Scorpio wzruszył ramionami.

— Więc nigdzie nie jest bezpiecznie.

— Nie. Ale wziąwszy pod uwagę twoją odpowiedzialność za te siedemnaście tysięcy osób, którymi się teraz opiekujesz, będzie znacznie lepiej, jeśli skierujesz się na zewnątrz, zamiast zanurkować z powrotem w kierunku światów rdzeniowych. Czuję jednak, że możesz być innego zdania.

— Mam w domu niedokończone sprawy.

— Nie masz na myśli Araratu, prawda?

— Mówię o Yellowstone. O Pasie Złomu. O Chasm City i Mierzwie.

Remontoire skończył herbatę, wypijając ostatnią kroplę niemal z pedanterią.

— Rozumiem, że jesteś emocjonalnie związany z tamtym miejscem, ale powinieneś rozważyć zagrożenia wynikające z powrotu w tamte strony. Jeśli wilki zebrały o nas jakieś informacje, zidentyfikowanie Yellowstone jako zasadniczego centrum nie zajmie im wiele czasu. Będzie ono wysoko na liście ich priorytetów.

— W takim razie wielu ludzi będzie starało się stamtąd wy dostać.

— Nie masz aż takich możliwości pomocy, aby usprawiedliwiało to podjęte ryzyko — powiedział Remontoire.

— Mogę spróbować. — Scorpio wskazał przez okno na ogromny statek. — „Nieskończoność” zabrała z Resurgamu sto sześćdziesiąt tysięcy ludzi. Skoro mamy teraz na pokładzie tylko siedemnaście tysięcy, oznacza to, że mamy nieco wolnego miejsca.

— Będziesz narażał życie wszystkich tych, których już ocaliliśmy.

— Wiem o tym.

— Zmarnujesz wszelką przewagę, jaką zyskasz w następnych kilku dniach, kiedy odciągniemy od was maszyny.

— Wiem o tym — powtórzył.

— Będziesz także ryzykował własne życie.

— Również wiem o tym i nie robi mi to żadnej różnicy, Rem. Im bardziej mnie do tego zniechęcasz, tym bardziej jestem zdecydowany to zrobić.

— Jeśli będziesz miał poparcie starszych.

— Oni albo mnie poprą, albo wyrzucą. To ich wybór.

— Będziesz musiał również mieć zgodę statku.

— Pięknie poproszę.

Holowniki odciągnęły broń kazamatową na bezpieczną odległość od statku. Scorpio oczekiwał, że zobaczy, jak ich główne napędy zapłoną, że ujrzy jaskrawe dzidy rozproszonego światła odrzutów plazmowych, ale cały zespół po prostu oddalił się od statku, jakby pchnięty niewidzialną dłonią.

— Nie zgadzam się z twoim stanowiskiem — oznajmił Remontoire — ale je szanuję. Pod pewnymi względami przypominasz mi Nevila.

Scorpio przypomniał sobie śmiesznie krótki epizod „boleści”, który przeżył Remontoire.

— Myślałem, że już z nim skończyłeś.

— Żaden z nas z nim nie skończył — odparł szorstko Remontoire. Potem wskazał na termos i nastrój wyraźnie mu się poprawił.