Выбрать главу

— Wiem. Prawdopodobnie chcesz mi powiedzieć, że nie wyłączano ją przez dwadzieścia trzy lata.

— Bywała wyłączana, sir, ale zawsze jednostka zastępcza przejmowała jej funkcję. Nie mamy jednostki zapasowej i nie będziemy w stanie zorganizować jej w najbliższych dniach. Wszystkie brygady obsługi są zajęte śledzeniem innych tropów akustycznych.

— Gdyby ją wyłączyć, byłoby bardzo źle?

— Bardzo źle. Jeśli nie zainstalujemy jednostki zastępczej, stracimy w ciągu kilku godzin trzy albo cztery pokłady.

— Więc chyba musimy je stracić. Czy twój sprzęt jest w stanie odfiltrować dźwięki z tych pokładów, jeśli będą zalane?

Technik zawahał się przez chwilę, ale Scorpio wiedział, że w końcu zwycięży ambicja.

— To nie powinno być problemem.

— Więc spójrz na jaśniejszą stronę sprawy. Te ciecze muszą się skądś brać. Jest bardziej niż prawdopodobne, że zmniejszymy obciążenie innych pomp.

— Tak jest, sir — powiedział świnia, bardziej zrezygnowany niż przekonany. Wydał polecenie swoim brygadom, aby poświęcili te poziomy. Musiał powtórzyć instrukcję kilka razy, zanim do pracowników doszło, że mówi poważnie i że ma na to autoryzację Scorpia.

Scorpio rozumiał jego wahanie. Kiedy pokład zaleją chemiczne wydzieliny i ciecze, odzyskanie go dla ludzi może okazać się bardzo trudne. Ale wyłączenie pompy jest bardziej rozsądne niż wyłączenie urządzeń nasłuchujących z tamtego obszaru. Jeśli strata trzech czy czterech pokładów daje nadzieję na pokonanie ścigających wilków, to jest to cena, którą warto zapłacić.

Światła przygasły. Nawet stałe bicie pomp zęzowych w tle stało się przytłumione. Broń działała.

W próżni broń poruszała się z przerażającą szybkością. Obliczenia pokazały, że wystarczyłoby uszkodzenie jednej drobnej części broni hipometrycznej, by rozerwać „Nostalgię za Nieskończonością” na kawałeczki. Scorpio widział, jak Hybrydowcy z niezwykłą starannością składali tę broń. Teraz już rozumiał, skąd taka staranność.

Trzymali się każdej litery instrukcji kalibracji. Ponieważ skuteczność broni zależała w istotny sposób od tolerancji w skali atomowej, Remontoire twierdził, że dwie wersje broni nie mogą nigdy być dokładnie takie same. Tak jak ręcznie wykonane strzelby, każda broń miała „odrzut” — nieunikniony skutek procesu wytwarzania — który musiał być zmierzony i skompensowany. W przypadku broni hipometrycznej nie była to po prostu sprawa celowania trochę w bok dla kompensacji — to była raczej kwestia znalezienia związku między przyczyną i skutkiem. Kiedy ten wzorzec został określony, broń — w teorii — mogła być tak skuteczna jak karabin zdolny do strzelania w dowolnym kierunku.

Scorpio widział już tę broń w akcji. Nie musiał rozumieć, jak działa, wystarczyło, że widział, co robi. Widział, jak kuliste obszary atmosfery Araratu przestawały istnieć (albo, co też było prawdopodobne, zostały gdzieś przeniesione lub rozproszone). Widział półkolisty kawał wody usunięty z morza, a pamięć o na — pływających na to puste miejsce ścianach wody nawet teraz po — wodowała, że drżał.

Ta technika, jak mówił Remontoire, była niebezpieczna i nie — przewidywalna. Nawet właściwie skonstruowana i skalibrowana broń mogła obrócić się przeciw swemu twórcy. Przypominało to trochę chwytanie kobry za ogon i smaganie nią nieprzyjaciół, w nadziei, że wąż nie okręci się do tyłu i nie ugryzie trzymającej go dłoni.

Kłopot polegał na tym, że potrzebowali tego węża.

Na szczęście nie wszystkie aspekty funkcjonowania broni H były całkowicie nieprzewidywalne. Zasięg był ograniczony do świetlnych godzin odległości od broni, a zależność między szybkością obrotową broni (mierzoną jakimś parametrem, o którym Scorpio nie chciał nawet myśleć) i zasięgiem radialnym w danym kierunku została określona. Trudniej było przewidzieć kierunek rzucenia bąbla niszczącego i rozmiary spustoszenia poczynionego przez ten bąbel.

Procedura testująca wymagała zbadania skutków użycia broni. Na planecie nie sprawiałoby to trudności: budowniczy broni po prostu dostroiliby szybkość obrotową, by skutki pojawiły się w bezpiecznej odległości, a potem określaliby ich wielkość i kierunek.

Ale w kosmosie znacznie trudniej było skalibrować broń hipometryczną. Żaden czujnik nie mógłby wykryć zniknięcia kilku atomów gazu międzygwiezdnego z kilku metrów sześciennych próżni. Dlatego jedynym praktycznym rozwiązaniem była próba skalibrowania broni we wnętrzu samego statku. Oczywiście było to przerażająco niebezpieczne: gdyby bąbel pojawił się w rdzeniu jednego z hybrydowskich napędów, statek zostałby momentalnie zniszczony. Ale, jak mówił Remontoire, broń kalibrowano już w czasie lotów i żaden z jego okrętów nie uległ destrukcji w czasie tego procesu.

Postanowili, że przetestują broń na poszyciu pojazdu, w bezpiecznej odległości od wszystkich systemów krytycznych, dlatego ustawili współrzędne tak, by broń wygenerowała małą bańkę niszczącą poza kadłubem. Broń miała strzelać wielokrotnie, z nieco zmienioną szybkością obrotową, za każdym razem zmniejszając odległość radialną i przyciągając bańkę coraz bliżej kadłuba. Nie mogliby jej zobaczyć, mogliby jedynie wyobrażać sobie, jak się zbliża i nigdy nie mieć pewności, czy za chwilę skubnie kadłub statku, czy nadal jest oddalona o setki metrów. Było tak jak wzywanie na seans złowrogiego ducha: chwila przybycia była oczekiwana zarówno ze strachem, jak i z niecierpliwością.

Obszar testowy został odcięty aż do poszycia statku — pracowały tam tylko automatyczne systemy sterownicze. Wszyscy, którzy nie zostali jeszcze zamrożeni, zostali przeniesieni jak najdalej od broni. Po każdym strzale technicy Scorpia ślęczeli nad danymi, przeglądali sieć mikrofonów i barometrów, szukając jakichś śladów, że kulisty kawałek statku, o średnicy jednego metra, właśnie przestał istnieć. I tak proces kalibracji trwał — technicy dostrajali broń i oczekiwali rezultatów.

Światła ponownie przygasły.

— Coś dostaję — powiedział po chwili technik. Scorpio zobaczył na jego monitorze grupę czerwonych wskaźników. — Sygnały nadchodzą z…

Ale jego dalsze słowa zagłuszyło wznoszące się wycie, niepodobne do niczego, co Scorpio kiedykolwiek słyszał na pokładzie „Nostalgii za Nieskończonością”. Nie był to pisk powietrza uciekającego przez szczelinę ani jęk załamania się struktury statku. Był to skowyt zranionej istoty — olbrzymiej i zwierzęcej.

Wycie zaczęło cichnąć jak gasnący pogłos gromu.

— Sądzę, że macie wasz skutek — powiedział Scorpio.

* * *

Zszedł, by zobaczyć to samemu. Było znacznie gorzej niż się obawiał: nie jednometrowy ubytek w poszyciu statku, ale szeroka na piętnaście metrów rana. Ucięte krawędzie ścianek działowych i podłóg błyszczały jasnym srebrem. Zielonkawe ciecze wylewały się z przeciętych linii zasilających; kabel elektryczny bił w próżni, sypiąc iskrami za każdym razem, kiedy dotknął metalowej powierzchni.

Na szczęście obszar zniszczenia nie nakładał się na żadną z zamieszkanych części, nie przecinał istotnych układów statku ani zewnętrznego kadłuba. Wystąpił jedynie niewielki lokalny spadek ciśnienia. Biorąc to wszystko pod uwagę, negatywne skutki działania broni można było zbagatelizować. Ale broń najwyraźniej przeszła przez jakąś część systemu nerwowego kapitana i musiała sprawić mu ból. Trudno było ocenić, jak silny był to ból, czy był chwilowy, czy trwał aż do teraz. Ale Scorpia po raz pierwszy naszła niepokojąca myśclass="underline" jeśli kapitan poczuł taki ból, kiedy uszkodzono tylko drobną część statku, co się stanie, kiedy zdarzy się coś znacznie gorszego?