Выбрать главу

— A informacje?

— One tylko potwierdzały moje własne obserwacje, że ktoś nam się przygląda. Ktoś — ani ludzie, ani Inhibitorzy — leciał za nami na Ararat. Mógł nawet dotrzeć tutaj wcześniej od nas.

— Skąd wiesz, że to nie była część Inhibitorów? Tak mało o nich wiemy.

— Ponieważ ich ruchy sugerowały, że Inhibitorów też się wystrzegali. Nie w takim samym stopniu jak my, tym niemniej byli ostrożni.

— Więc kim oni są?

— Nie wiem, Scorp. Mam tylko ten odłamek. Znaleziony po potyczce, w której jeden z ich pojazdów mógł zostać uszkodzony, gdyż przydryfował zbyt blisko pola bitwy. To fragment statku, Scorp. Sądzę, że to samo można powiedzieć o wszystkich kawałkach materiału konchowego, jakie kiedykolwiek znaleźliście na Araracie. Są to resztki statków, które spadły do morza.

— Więc kto je zrobił?

— Nie wiemy.

— Czego oni od nas chcą?

— Też nie wiemy, z wyjątkiem tego, że się nami interesują.

— Nie jestem pewien, czy mi się to podoba.

— Ja też nie jestem pewien. Nie skontaktowali się z nami bezpośrednio i wszystko wskazuje na to, że nie mają zamiaru ujawniać swojej obecności. Z pewnością są bardziej od nas zaawansowani w rozwoju. W końcu jednak ocaleli, kiedy my jesteśmy na skraju wyginięcia.

— Mogliby nam pomóc.

— Albo okazać się tak źli jak Inhibitorzy.

Scorpio spojrzał w twarz starego Hybrydowca: była szalenie spokojna, mimo poważnych implikacji ich rozmowy.

— A Aura? Co ona ma na ten temat do powiedzenia?

— Ona nigdy nie wspominała o jakiejś innej grupie — powie dział Remontoire.

— Może to oni są cieniami.

— Więc po co lecieć na Helę, by nawiązać z nimi kontakt? Nie, Scorp, to nie są cienie. To coś innego, o czym ona albo nie wie, albo nie chce nam mówić.

— Teraz mnie zdenerwowałeś.

— O to właśnie, panie Pink, chodzi. Ktoś musi o tym wiedzieć i możesz to być właśnie ty.

— Jeśli ona nie wie o innej grupie, skąd możemy wiedzieć, czy reszta jej informacji jest poprawna?

— Nie możemy. Na tym właśnie polega trudność.

Scorpio macał odłamek. Był zimny w dotyku, ledwie cięższy od powietrza, które wyparł.

— Mógłbym pomówić z nią o tym, zobaczyć, czy pamięta.

— Albo mógłbyś zatrzymać tę informację dla siebie, ponieważ to zbyt niebezpieczne odkryć ją przed Aurą. Pamiętaj: to Skade mogła wprowadzić nas w błąd, by zniszczyć nasze zaufanie do Aury. Gdyby oświadczyła, że nic o tym nie wie, czy byłbyś w sta nie dalej jej ufać?

— Nadal chciałbym mieć te informacje — powiedział Scorpio.

— To zbyt niebezpieczne. Gdybym ci je przekazał, mogłyby znaleźć drogę do jej głowy. Ona jest jednym z nas, Scorp: Hybrydowcem. Będziesz musiał zadowolić się odłamkiem — nazwij go aide memoire — i tą rozmową. To powinno wystarczyć.

— Sądzisz, że nie powinienem nigdy jej o tym mówić?

— Nie. Uważam tylko, że musisz podjąć tę decyzje dla siebie i że nie powinieneś podejmować jej zbyt łatwo. — Remontoire zamilkł na chwilę, a potem uśmiechnął się. — Szczerze mówiąc, nie zazdroszczę ci. Widzisz, od tej decyzji raczej wiele zależy.

Scorpio wsunął odłamek do kieszeni.

Hela, 2727

[Pomóż nam Rashmiko], powiedział głos, kiedy była sama. [Nie pozwól nam umrzeć, kiedy umrze katedra.]

— Nie mogę wam pomóc. Nie jestem nawet pewna, czy chcę.

[Quaiche jest niestały], nalegał głos. [On nas zniszczy, ponieważ jesteśmy szczeliną w pancerzu jego wiary. Nie można pozwolić, by tak się stało, Rashmiko. Ze względu na siebie — ze względu na wszystkich swoich ludzi — nie rób tego samego błędu co czmychacze. Nie zamykaj przed nami drzwi.]

Walnęła głową w poduszkę, która przesiąkła potem w czasie takich jak ta bezsennych nocy. Nie pragnęła nic więcej, jak tylko tego, by głos się uciszył.

— Jak się tutaj dostaliście? Nadal nie wiem. Jeśli drzwi są zamknięte…

[Drzwi przez krótki czas były otwarte. W jednym z okresów braku dostaw wirusa Quaiche zaczął wątpić we własną interpretację zniknięć. Zorganizował wystrzelenie pakietu instrumentów w tarczę Haldory, zwykłą mechaniczną sondę napakowaną instrumentami elektronicznymi.]

— I co?

[Sonda została wstrzyknięta w Haldorę podczas zniknięcia. Spowodowała, że zniknięcie trwało dłużej niż zwykle, ponad sekundę. W tym czasie Quaiche’owi udało się zerknąć na maszynerię, którą stworzyli czmychacze, by skontaktować się z nami przez wieloświat.]

— Mógł ją zobaczyć każdy, kto akurat obserwował zniknięcie.

[Dlatego właśnie to konkretne zniknięcie musiało być usunięte z publicznych zapisów], powiedział głos. [Nie można było pozwolić, by wszyscy się o tym dowiedzieli.]

Przypomniała sobie, co cienie powiedziały jej o syntetyzatorze masy.

— Więc sonda pozwoliła wam przejść?

[Nie. Nadal jesteśmy fizycznie w tej branie. Sonda stworzyła jedynie połączenie komunikacyjne. Od czasu, kiedy czmychacze rozmawiali z nami ostatni raz, łącze milczało, ale w chwili interwencji Quaiche’a otworzyło się na krótko. W tym krótkim oknie przesłaliśmy przez wieloświat zaledwie rozumnego ducha, zaprogramowanego jedynie do przeżycia i negocjacji.]

A więc Rashmika miała do czynienia nie z samymi cieniami, ale z ich ograniczonym wysłannikiem. Nie przypuszczała, by robiło to jakąś różnicę: głos był najbardziej przekonującą i inteligentną maszyną, jaką kiedykolwiek spotkała.

— Jak daleko się dostaliście? — zapytała.

[Do sondy, kiedy wpadła w projekcję Haldory. Stamtąd — śledząc telemetryczne łącze sondy — na Helę. Od tamtego czasu jesteśmy uwięzieni w skafandrze ornamentowanym.]

— Dlaczego właśnie w skafandrze?

[Zapytaj Quaiche’a. Ma dla niego osobiste znaczenie, jest nierozerwalnie związany z naturą zniknięć i jego własnym zbawieniem. Jego kochanka — Morwenna — w nim umarła. Później Quaiche nie mógł się zdobyć na to, by zniszczyć skafander. To pamiątka tego, co go przywiodło na Helę, bodziec do szukania odpowiedzi, by uczcić pamięć Morwenny. Kiedy nadszedł czas wysłania sondy w stronę Haldory, Quaiche wypełnił skafander cybernetycznym układem sterującym, niezbędnym do łączności z sondą. Właśnie dlatego stał się naszym więzieniem.]

— Nie mogę wam pomóc — powtórzyła.

[Musisz, Rashmiko. Skafander jest mocny, ale nie przetrwa zniszczenia Lady Morwenny. Bez nas stracicie wasz jedyny kanał negocjacji. Możecie ustanowić drugi, ale nie ma co do tego gwarancji. Tymczasem będziecie zdani na łaskę i niełaskę Inhibitorów. A oni zbliżają się i nie pozostało wam wiele czasu.]

— Nie mogę tego zrobić. Prosicie mnie o zbyt wiele. Jesteście jedynie głosem w mej głowie. Nie zrobię tego.

[Zrobisz, jeśli wiesz, co jest dla ciebie dobre. Nie wiemy wszystkiego, co chcielibyśmy o tobie wiedzieć, Rashmiko, ale jedno jest pewne: z pewnością nie jesteś tym, kim utrzymujesz, że jesteś.]

Podniosła głowę z poduszki, odgarnęła wilgotne włosy z oczu.

— Więc co z tego, że nie jestem?

[Prawdopodobnie najlepiej by było, gdyby Quaiche o tym się nie dowiedział, nie sądzisz?]

* * *

Naczelny medyk siedział sam w swej prywatnej kwaterze w Urzędzie Analizy Krwi, na środkowych poziomach Wieży Zegarowej. Nucił, szczęśliwy w swoim otoczeniu. Nawet słabe kołysanie Lady Morwenny — obecnie poruszała się po nierównej i pobrużdżonej drodze prowadzącej na most — było dla niego przyjemne: poczucie ciągłego ruchu dostarczało mu bodźca do pracy. Nie jadł od wielu godzin i ręce drżały mu z niecierpliwości, gdy czekał na zakończenie analizy. Zadanie przedłużania życia Quaiche’owi było poważnym wyzwaniem, ale takiego intelektualnego podniecenia jak teraz nie czuł od czasu służby u królowej Jasminy, kiedy kierował fabryką ciał.