Выбрать главу

— Spokojnie, Nevil.

— Nic mi nie jest. Jej umysł był jak pokój pełen ptaków. Pięknych, inteligentnych śpiewających ptaków. I śpiewały… nie w bezmyślnej kakofonii, nie unisono, ale do siebie nawzajem… Pajęczyna pieśni była olśniewająca, błyskotliwa konwersacja tak szybka, że mózg nie nadążał. A Felka… — Znów się zawahał, ale tylko na krótką chwilę. — Felka była jak sala turbin, miało się niesamowite wrażenie równoczesnego bezruchu i szalonej prędkości. Rzadko pozwalała mi zajrzeć w głąb. Uważała chyba, że nie potrafiłbym tego znieść.

— A Skade?

— Była jak lśniąca srebrna rzeźnia, wirujące i śmigające ostrza, zaprojektowane do cięcia i siekania rzeczywistości. I każdego głupca, który ośmieli się zajrzeć zbyt głęboko do jej czaszki. Przynajmniej to zobaczyłem, gdy mi pozwoliła. To mogło mieć niewiele wspólnego z jej prawdziwym stanem umysłu. Jej głowa była jak salon luster. To, co widziałeś wewnątrz, było tylko tym, co chciała ci pokazać.

Scorpio skinął głową. Miał kontakt ze Skade tylko jeden raz przez kilka minut. Wraz z Clavainem wkroczyli kiedyś na jej statek, który był zniszczony i dryfował, gdyż przedtem Skade próbowała przekroczyć prędkość światła, korzystając z pomocy niebezpiecznych obcych maszyn. Była wtedy osłabiona i wyraźnie zdezorientowana tym, co zobaczyła po wypadku. Scorpio nie mógł wprawdzie zajrzeć do jej umysłu, ale z krótkiego spotkania wyszedł z przekonaniem, że Skade nie jest kobietą, z którą się żartuje.

Szczerze mówiąc, nie przejmował się zbytnio tym, że nigdy nie będzie w stanie zajrzeć jej do głowy. Musiał jednak zakładać najgorsze. Jeśli w kapsule jest Skade, najprawdopodobniej zafałszuje swoje komunikaty neuronale, by wmówić Clavainowi poczucie bezpieczeństwa, i poczeka na chwilę, gdy będzie mogła wedrzeć się do jego głowy.

— Gdy tylko poczujesz coś dziwnego… — zaczął.

— To Rem.

— Jesteś całkowicie pewien?

— Jestem pewien, że to nie Skade. Czy to ci wystarczy?

— Musi, kolego.

— I nich tak zostanie. — Nagle zamrugał. — Czekaj, coś się dzieje.

— Dobrego czy złego?

— Za chwilę się dowiemy.

Zapalone displeje cały czas migały, odkąd kapsułę wyciągnięto z morza, ale teraz zaczęły się gwałtownie zmieniać, przechodzić z jednego stanu do innego. Czerwone koło, pulsujące raz na dziesięć sekund, teraz migotało kilka razy na sekundę. Scorpio obserwował to jak zahipnotyzowany, gdy nagle migotanie zupełnie ustało i czerwone koło zaczęło wpatrywać się w nich złowrogo. Zmieniło się na zielone. Z wnętrza kapsuły dobiegły stłumione odgłosy, które Scorpiowi skojarzyły się ze starym mechanicznym zegarem, o jakim wspominał Clavain. Chwilę później w pokryciu kapsuły pojawiła się szpara i Scorpio podskoczył, choć czegoś takiego się spodziewał. Z rozszerzającej się szczeliny wydobywała się chłodna para. Duża metalowa płyta odchyliła się płynnie na urządzeniu przegubowym.

Nozdrza świni zostały zaatakowane zapachami środków sterylizujących, smarów, wrzącej cieczy chłodzącej, ludzkich wyziewów.

Para ulotniła się, odsłaniając wewnątrz kapsuły nagą kobietę w pozycji embrionalnej, okrytą kożuchem ochronnego zielonego żelu. Wokół ciała kłębiła się koronkowa czarna maszyneria jak winorośle pnące się po pomniku.

— Skade? — spytał Scorpio. Kobieta nie przypominała mu Skade, bo przede wszystkim miała odpowiedniego kształtu głowę. Ale co szkodzi zasięgnąć dodatkowej opinii?

— To nie Skade. To również nie Remontoire. — Clavain odstąpił od kapsuły.

Zaskoczył jakiś automatyczny system i rozpylacze ciśnieniowe zaczęły czyścić skórę kobiety z żelu ochronnego. Pod spodem ciało miało barwę jasnego karmelu. Włosy na głowie były ostrzyżone niemal przy samej skórze. Małe piersi chowały się we wklęsłości między nogami a torsem.

— Niech ją zobaczę — rzekł Valensin. Scorpio powstrzymał go.

— Poczekaj. Przyleciała z tak daleka, że na pewno wytrzyma jeszcze kilka minut.

— Scorp ma rację — poparł go Clavain.

Kobieta podrygiwała, jakby była martwą lalką pobudzaną wstrząsami, by parodiowała życie. Sztywnym ruchami palców zaczęła po omacku usuwać płaty żelu. Poruszała dłońmi coraz bardziej nerwowo, jakby próbowała zdusić płomienie.

— Witaj! Powoli. Jesteś bezpieczna, wśród przyjaciół — powie dział wyraźnie Clavain.

Rusztowanie, w którym umieszczono kobietę, zostało wypchnięte na tłokach z kapsuły. Ciało kobiety nadal oplatało mnóstwo kabli. Skomplikowany plastikowy aparat do oddychania zasłaniał dolną część twarzy, nadając jej małpi profil.

— Czy ktoś ją poznaje? — spytał Vasko.

Rusztowanie powoli się prostowało — kobieta przechodziła z pozycji embrionalnej do normalnej człowieczej postawy. Wiązadła i stawy nieprzyjemnie trzaskały. Spod maski wydobywały się jęki. Kobieta zaczęła wyrywać kable i linki przymocowane plastrami do ciała.

— Poznaję ją — powiedział Clavain cicho. — Nazywa się Ana Khouri. Była pomagierem llii VoIyovey na starej „Nieskończoności”, nim statek wpadł w nasze ręce.

— Były żołnierz — stwierdził Scorpio. Pamiętał, że spotkał kobietę kilkakrotnie, ale niewiele wiedział o jej przeszłości. — Masz rację, to ona. Ale wygląda jakoś inaczej.

— Nic dziwnego. Jest mniej więcej dwadzieścia lat starsza. Poza tym zmienili ją w Hybrydowca.

— Przedtem nie była Hybrydowcem? — spytał Vasko.

— Kiedy ją znałem, nie — odparł Clavain.

— Jesteś pewien, że teraz jest? — Scorpio spojrzał na starca.

— Przecież wychwyciłem jej myśli. Potrafiłem stwierdzić, że to nie jest ani Skade, ani żaden z jej kolesiów. To głupie, ale założyłem, że to Remontoire.

Valensin znów próbował się przepchnąć bliżej kapsuły.

— Chciałbym jej teraz pomóc, jeśli to zbytnio nie przeszkodzi.

— Da sobie radę sama — powiedział Scorpio.

Khouri usiadła w normalnej pozycji, jak osoba czekająca na wyznaczone spotkanie. Tylko przez parę sekund siedziała spokojnie. Nagle zdarła maskę z twarzy, wyciągając z gardła piętnaście centymetrów zaflegmionej rurki. Głośno nabrała powietrza, jakby ktoś niespodziewanie uderzył ją w żołądek. Potem męczył ją suchy kaszel, wreszcie oddech się ustabilizował.

— Scorpio… — zaczął Valensin.

— Doktorze, od dwudziestu trzech lat nie uderzyłem człowieka. Nie dawaj mi powodu, żebym to teraz zrobił. Usiądź, dobrze?

— Lepiej go posłuchaj — powiedział Clavain.

Khouri odwróciła głowę w ich stronę. Wyciągnęła dłoń, by przesłonić przekrwione oczy, i patrzyła przez szczeliny między palcami.

Potem wstała, cały czas zwrócona w ich stronę. Scorpio obserwował ją z uprzejmą obojętnością. Niektóre świnie czuły podniecenie w obecności nagiej ludzkiej kobiety, podobnie jak ludzi pociągały świnie. Różnice fizjologiczne między kobietą świnią a kobietą człowiekiem nie były bardzo znaczące, to jednak właśnie te różnice miały dla Scorpia znaczenie.

Khouri, chcąc stanąć pewniej, przytrzymała się ręką kapsuły, i spojrzała na nich zmrużonymi oczami.

Odezwała się głosem ochrypłym, lecz pewnym: