Dalej siedziała Orca Cruz, dawna asystentka Scorpia, jeszcze z Mierzwy. Miała jedno oko, ale nadal była ostra jak kosa z nici mono molekularnej. Scorpio nie znał równie bezwzględnego człowieka, nawet uwzględniając Clavaina. Kiedyś dwaj rywale Scorpia popełnili błąd i nie docenili Orki Cruz. Scorpio dowiedział się o tym dopiero wówczas, gdy dotarła do niego wiadomość o ich pogrzebie. Cruz, ubrana w czarną skórę, położyła przed sobą na stole swoją ulubiona strzelbę i pstrykała czerwonymi paznokciami w rzeźbioną w stylu japońskim lufę. Scorpio uznał to za brak obycia, ale przecież nigdy nie dobierał sobie współpracowników ze względu na ich maniery.
W sali było kilkunastu starszych kolonii. Trzej z nich to pływacy z wydziału kontaktów z Żonglerami Wzorców, młodzi ludzie linii głównej — tylko tacy mogli tam pracować. Ciała mieli foremne, zbudowane funkcjonalnie jak u wydry, a skórę w jasnozielone cętki — wskazania biologicznego przejęcia. Nosili tuniki bez rękawów, odsłaniające ich szerokie ramiona i wspaniale rozwinięte mięśnie rąk. Tatuaże wplecione w skomplikowane wzory ubarwienia skóry oznaczały jakąś zagadkową hierarchię, którą rozpoznawali tylko inni pływacy. Scorpio niezbyt lubił pływaków. Nie z tego powodu, że mieli dostęp do jasnego świata, którego on jako świnia nigdy nie pozna. Po prostu wydawało się, że wszystkich traktują z dystansem i pogardą, również innych ludzi linii głównej. Niewątpliwie jednak byli użyteczni. Widzieli takie rzeczy i miejsca, jakich inni nigdy nie zobaczą. Stanowili atut kolonii, należało ich tolerować i wykorzystywać.
Dziewięciu pozostałych seniorów kolonii, nieco starszych od pływaków, było już na Resurgamie, przed ewakuacją planety, ludźmi dorosłymi. Podobnie jak w wypadku pływaków, twarze w tym gronie się zmieniały, gdy nowi przedstawiciele wchodzili do służby, a starzy ją opuszczali. Scorpio uważał za swój obowiązek znać ich wszystkich, miał słabość do szczegółów osobistych, którą rezerwował sobie dla bliskich przyjaciół i śmiertelnych wrogów. Wiedział, że nadzór nad danymi osobistymi to jedna z jego mocnych stron, kompensująca brak zdolności do wyprzedzającego myślenia.
Dlatego bardzo go niepokoiło to, że w pokoju znajduje się jedna osoba, której prawie nie znał. Naprzeciw niego siedziała Khouri w towarzystwie doktora Valensina. Scorpio nie znał jej słabości i ten brak wiedzy dokuczał mu jak bolący ząb.
Czy inni też tak to postrzegają? — zastanawiał się. Nagle umilkły ciche rozmowy i wszyscy spojrzeli na Clavaina, oczekując, że poprowadzi zebranie.
Clavain wstał i wyprostował się.
— Nie chciałbym długo mówić. To, co tu zobaczyłem, świadczy o tym, że podczas mojej nieobecności Scorpio znakomicie się spisał jako zarządca kolonii. Nie zamierzam zmieniać kierownictwa, ale służę wszelkimi wskazówkami podczas bieżącego kryzysu. Mam nadzieję, że wszyscy z was zdążyli przeczytać krótkie pod sumowanie, jakie przygotowaliśmy ze Scorpiem, opierając się na świadectwie Khouri.
— Przeczytaliśmy — odezwał się jeden z dawnych kolonistów, brodaty korpulentny mężczyzna o nazwisku Hallat. — Ale czy traktujemy to poważnie, to już zupełnie inna sprawa.
— Rzeczywiście jej opowieści są niezwykłe — stwierdził Clavain. — Nie powinno to nas dziwić, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, co się z nami stało po wyjeździe z Yellowstone. To były niezwykłe czasy. Okoliczności przybycia Khouri musiały więc być nieco zaskakujące.
— Nie chodzi tylko o jej opowieści — powiedział Hallat. — Chodzi o samą Khouri. Była zastępcą Volyovej. Według mnie to nie jest najlepsza rekomendacja.
Clavain podniósł dłoń.
— Volyova może źle przysłużyła się waszej planecie, ale uważam, że swoim ostatnim czynem odpokutowała za grzechy.
— To ona może tak sądzić — rzekł Hallat — ale dar odkupienia to sprawa tych, wobec których popełniono grzech, a nie sprawa grzesznika. Według mnie była przestępcą wojennym, a Ana Khouri była jej wspólniczką.
— To twój pogląd — stwierdził Clavain — ale zgodnie z prawem, które wszyscy uznaliśmy podczas ewakuacji, ani Volyova, ani Khouri nie mogą być odpowiedzialne za żadne zbrodnie. Teraz moją jedyną troską jest zeznanie Khouri oraz problem, czy mamy podjąć jakieś działania.
— Zaraz — wtrąciła się Khouri, gdy Clavain usiadł. — Może coś przeoczyłam, ale czy w tym zebraniu nie powinien jeszcze ktoś brać udziału?
— Kogo masz na myśli? — spytał Scorpio.
— Statek oczywiście. Ten, w którym akurat siedzimy. Scorpio podrapał się w fałdę skóry między czołem a zadartym nosem.
— Niezupełnie rozumiem.
— Przecież kapitan Brannigan przywiózł was wszystkich tutaj. Czy to go nie upoważnia do zasiadania przy tym stole?
— Może nie zwróciłaś uwagi, ale to już nie jest statek — zauważyła Paulina Sukhoi. — To element krajobrazu.
— Słusznie zapytałaś o kapitana — podjęła Antoinette Bax głębokim głosem, który zmuszał do natychmiastowej uwagi. — Próbowaliśmy nawiązać z nim rozmowę niemal zaraz po lądowaniu „Nieskończoności”. — Antoinette splotła palce ozdobione licznymi pierścieniami. Paznokcie miała pomalowane jaskrawą zielenią. — Nie powiodło się. Nie chce mówić.
— Czyli kapitan nie żyje? — spytała Khouri.
— Nie… — Bax rozejrzała się ostrożnie. — Od czasu do czasu się pokazuje.
Paulina Sukhoi zwróciła się do Khouri:
— Czy mogę cię o coś spytać? Zaświadczasz, że Remontoire i jego sojusznicy… nasi sojusznicy… zrobili przełomowe odkrycia w wielu dziedzinach. Napędy, których nie da się wykryć, statki, których nie można zobaczyć, broń, która tnie przez czasoprzestrzeń… Spora lista. — Słaby, przestraszony głos Sukhoi zawsze brzmiał niemal jak śmiech. — Tym bardziej, że te odkrycia po wstały w niedługim czasie.
— To nie były odkrycia — oznajmiła Khouri. — Przeczytaj streszczenie. Aura dała nam wskazówki, jak to wszystko robić. My niczego nie odkryliśmy.
— Porozmawiajmy o Aurze — wtrącił Scorpio. — Zacznijmy od początku, od momentu, gdy dwie siły rozdzieliły się przy Delcie Pawia. „Światło Zodiakalne” zostało poważnie uszkodzone, tyle wiemy. Ale systemom samonaprawczym reperacja nie powinna zająć więcej niż trzy lata, o ile dostarczylibyście wystarczającą ilość surowców. A jednak czekaliście dwadzieścia trzy lata. Co zabrało wam aż tyle czasu?
— Naprawy trwały dłużej, niż przewidywaliśmy — odparła Khouri — Mieliśmy trudności z uzyskaniem surowców, bo Inhibitorzy kontrolowali już wtedy znaczą część układu.
— Ale przecież nie dwadzieścia lat.
— Nie, ale gdy tam pobyliśmy parę lat, zauważyliśmy, że nie grozi nam bezpośrednie niebezpieczeństwo prześladowań ze strony Inhibitorów, jeśli znajdowaliśmy się w pobliżu Hadesu, tej przekształconej gwiazdy neutronowej. To oznaczało, że mieliśmy więcej czasu na zbadanie tego obiektu. Początkowo baliśmy się, ale Inhibitorzy zawsze trzymali się z dala, jakby było w nim coś, co im się nie podobało. To znaczy ja i Cierń już wcześniej się tego domyślaliśmy.
— Powiedz nam coś więcej o Cierniu — poprosił Clavain łagodnie.
— Cierń był przywódcą ruchu oporu. — Głos się jej załamał. — Utrudniał życie reżimowi do czasu pojawienia się Inhibitorów.