Выбрать главу

— Vblyova i ty stworzyłyście z nim pewien rodzaj sojuszu, nie mylę się? — spytał Clavain.

— Dzięki temu udało się nakłonić ludzi do zaakceptowania naszej pomocy przy ewakuacji. Stąd moje związki z Cierniem.

Dobrze się poznaliśmy — dokończyła słabnącym głosem i zamilkła.

— Nie śpiesz się — powiedział Clavain z łagodnością w głosie, jakiej Scorpio ostatnio u niego nie słyszał.

— Pewnego razu głupia ciekawość pchnęła mnie i Ciernia w pobliże Inhibitorów. Otoczyli nas i zaczęli wpychać nam do głów swoje sondy, czerpać nasze wspomnienia. Ale wtedy coś interweniowało i ocaliło nas. To coś pochodziło z okolic Ha — desa. Może to była nawet jakaś wypustka Hadesa, inny rodzaj sondy.

Scorpio postukał w streszczenie, które miał przed sobą.

— Mówiłaś tu o kontakcie z ludzkim umysłem.

— To był Dan Sylveste — oznajmiła. — Ten sam egocentryczny drań, który to wszystko zaczął. Wiemy, że wiele, wiele lat temu znalazł drogę do matrycy Hadesa; wykorzystał tę samą drogę, którą Amarantini umknęli Inhibitorom.

— I według ciebie Sylveste… to coś, czym się stał… interweniował, żeby uratować ciebie i Ciernia? — spytał Clavain.

— Wiem, że tak było. Gdy jego umysł dotknął mojego umysłu, doznałam wybuchu… mogłabym to nazwać wyrzutami sumienia. Jakby dotarło do mnie, jak strasznie wszystko schrzanił i ile szkód wyrządził wskutek swojej ciekawości. Było tak, jakby w małej skali zaczynał coś zmieniać na lepsze.

— Lepiej późno niż wcale. — Clavain uśmiechnął się.

— Nie mógł jednak zdziałać cudów — kontynuowała Khouri. — Ten posłaniec, którego Hades wysłał nam na pomoc do Roka, przestraszył maszyny Inhibitorów, dzięki czemu wróciliśmy do Ilii. Był to znak, że jeśli chcemy coś zrobić z Inhibitorami, to możemy liczyć na pomoc w Hadesie. Ktoś z nas musi tam wrócić.

— Ty byłaś jedną z tych osób?

— Tak. Zrobiłam to w taki sam sposób, jak poprzednio, ponieważ wiedziałam, że to działa. Nie przez drzwi frontowe obiektu, który okrążał Hades, czyli drogą wybraną przez Sylveste’a, ale przez spadanie na gwiazdę. Innymi słowy: przez umieranie; do puściłam, by pole grawitacyjne Hadesa rozerwało mnie na strzępy, a potem wewnątrz gwiazdy z powrotem złożyło mnie do kupy. Nic z tego nie pamiętam. I chyba jestem za to wdzięczna.

Scorpio zrozumiał, że nawet Khouri niezbyt się orientuje, co się z nią stało podczas wejścia do Hadesa. Z jej wcześniejszej relacji wynikało, że została fizycznie zrekonstruowana wewnątrz gwiazdy, zachowana w małej, drżącej bańce płaskiej czasoprzestrzeni, tak że była odporna na niesamowitą siłę miażdżącą pola grawitacyjnego Hadesa. Może rzeczywiście tak było. A może była to tylko fantastyczna fikcja stworzona dla niej przez jej dawnego gospodarza-człowieka. W końcu istotne było to, że istniał sposób komunikacji z jednostkami operującymi wewnątrz matrycy Hadesa i — co znacznie ważniejsze — sposób powrotu do świata rzeczywistego.

Scorpio rozmyślał nad tym sprawami, gdy rozległo się dyskretne brzęczenie jego komunikatora. Wstał od stołu, a Khouri przerwała swój monolog.

Zirytowany świnia podniósł komunikator do twarzy i odwinął słuchawkę gwarantującą prywatny odbiór.

— Lepiej, żeby to był telefon w ważnej sprawie.

Głos dobiegał z daleka. Scorpio poznał, że to mówi strażnik Sił Bezpieczeństwa, którego spotkał podczas lądowania.

— Pomyślałem, że powinienem pana zawiadomić.

— Tylko szybko.

— Zjawa klasy trzeciej zauważona na pięćset osiemdziesiątym siódmym. To najwyżej od prawie sześciu miesięcy.

Jakby Scorpio o tym nie wiedział.

— Kto to zobaczył?

— Palfrey, robotnik zarządu zęzy.

Scorpio ściszył głos i mocniej przycisnął słuchawkę. Miał świadomość, że wszyscy w sali obserwują go z największą uwagą.

— Co Palfrey widział?

— To co zwykle, proszę pana. Niewiele, ale wystarczyło, i potem nie mogliśmy go nakłonić, żeby znów zszedł tak głęboko.

— Przeprowadź z nim rozmowę, wszystko nagraj i nakaż mu, żeby nikomu o tym nie mówił. Zrozumiałeś?

— Zrozumiałem, proszę pana.

— Potem przydziel go do innej pracy. — Scorpio zmarszczył czoło, jakby analizował sytuację. — Doszedłem do wniosku, że też chciałbym z nim porozmawiać. Niech nie opuszcza statku.

Nie czekając na odpowiedź, przerwał połączenie, zwinął słuchawkę do komunikatora i wrócił do stołu. Usiadł i dał znak Khouri, żeby mówiła dalej.

— O co chodziło? — spytała.

— Nie masz się czym przejmować.

— Ale przejmuję się.

Poczuł drzazgę bólu między oczami. Ostatnio często miewał bóle głowy, a dzień taki jak ten nie przynosił ulgi.

— Ktoś doniósł, że zobaczył zjawę — wyjaśnił. — Jedną z drobnych wizji, o jakich wspominała Antoinette. To nic nie znaczy.

— Nie? Ja się pojawiam. On się pojawia, a ty twierdzisz, że to nic nie znaczy? — Khouri pokręciła głową. — A ja wiem, co to znaczy. Kapitan rozumie, że dzieje się coś poważnego.

Drzazga bólu stała się małym złamanym grotem strzały. Uszczypnął się w skórę między czołem a nosem.

— Powiedz nam o Sylvestem — poprosił z przesadną cierpliwością.

Khouri westchnęła.

— W gwieździe zastałam komitet powitalny — podjęła. — Sylveste i jego żona, tak jak ich ostatnio widziałam. Wydawało się, że to nawet ten sam pokój… gabinet naukowy pełen sprzętu i starych kości. Ale czułam, że to nie to samo. Jakbym natknęła się na jakąś grę towarzyską, w której tylko ja nie biorę udziału. Jeśli rzeczywiście poprzednio rozmawiałam z Sylvestem, to teraz już nie.

— To był impostor? — spytał Clavain.

— Nie, nie chodzi o to. Rozmawiałam z autentycznym obiektem… tego jestem pewna… ale równocześnie to nie był Sylveste. Jakby… traktował mnie protekcjonalnie, jakby włożył maskę, że bym miała przed sobą znanego rozmówcę. Wiem, że nie wszystko rozumiałam. Otrzymałam wersję złagodzoną, pozbawioną rzeczy odrażających. Sylveste sądził chyba, że nie jestem zdolna do kon taktu z tym kimś, kim stał się na przestrzeni czasu. — Uśmiechnęła się. — Myślał, że mózg mi pęknie.

— Po sześćdziesięciu latach w matrycy Hadesa wszystko jest możliwe — stwierdził Clavain.

— Według mnie nie było tam w zasadzie oszustwa. Przynajmniej nic takiego, które byłoby niezbędne, bym zachowała zdrowe zmysły.

— A twoje późniejsze wyprawy? — spytał Clavain.

— Kilka pierwszych wizyt odbyłam sama. Potem zawsze w towarzystwie… Remontoire’a, Ciernia czy innych ochotników.

— Ale zawsze to ty z nimi byłaś?

— Matryca mnie akceptowała. Nikt inny nie chciał ryzykować wyprawy beze mnie.

— Trudno im się dziwić. — Clavain zamilkł, ale wszyscy obecni dostrzegli, że ma coś jeszcze do powiedzenia. — Ale Cierń umarł, prawda?

— Jak zawsze spadaliśmy na gwiazdę neutronową, gdy coś w nas uderzyło — powiedziała. — Może impuls energii z jakiejś zabłąkanej broni, nigdy tego nie będziemy wiedzieć z całą pewnością. Może ta broń okrążała Hades przez miliony lat, a może to Inhibitorzy zaryzykowali i rozmieścili coś blisko gwiazdy. Atak był za słaby, by zniszczyć kapsułę, ale zabił Ciernia.

Zamilkła i w sali zapadła niezręczna cisza. Scorpio rozejrzał się. Wszyscy spuścili oczy. Nikt nie odważył się spojrzeć na Khouri. Nawet Hallat.

— Gwiazda przechwyciła mnie żywą, ale Cierń był martwy — kontynuowała Khouri po chwili. — Nie mogła go złożyć w całą żywą istotę.