Doszła do końca kładki z tyłu pojazdu. Między nią a następną maszyną ziała otchłań, nad którą przerzucono jedynie nędznie wyglądający mostek z metalowych płytek. Z ziemi nie było tego widać, ale teraz zobaczyła, że odległość między wagonami zmienia się cały czas, co powoduje, że mostek rzuca się i skręca jak jakieś dręczone bólem stworzenie. Na mostku nie było już sztywnych poręczy, jedynie druty. Poniżej, w połowie wysokości od ziemi umieszczono uszczelniony łącznik harmonijkowy, który pulsował niczym miech. Wyglądał znacznie bezpieczniej.
Rashmika uznała, że może wrócić do wnętrza karawany i potem znaleźć drogę do tego łącznika, zwłaszcza że jak na jeden dzień zwiedziła dostatecznie wiele. Bardzo nie chciała robić sobie wrogów na tak wczesnym etapie swoich poszukiwań. Była pewna, że później będzie jeszcze na to mnóstwo czasu.
Cofnęła się, ale tylko na chwilę. Potem powróciła do mostka i chwyciła drut zastępujący poręcz. Mostek wił się przed nią, a metalowe płytki rozstępowały. Postąpiła krok naprzód, stawiając stopę na pierwszej płytce.
Nie wydawało się to bezpieczne. Płytka ugięła się, nawet nie udając, że jest solidna.
— Dalej — przynagliła samą siebie głośno.
Zrobiła następny krok i obie stopy znalazły się na mostku. Obejrzała się. Wagon prowadzący kiwał się i skręcał. Mostek wił się pod dziewczyną, rzucając ją na boki. Trzymała się mocno. Rozpaczliwie chciała wracać, ale cichy, spokojny głos powtarzał jej, że nie wolno. Głos mówił jej, że jeśli nie ma odwagi zrobić tak prostej rzeczy, to prawdopodobnie nie ma również odwagi potrzebnej do znalezienia brata.
Rashmika zrobiła następny krok. Rozpoczęła przeprawę przez lukę między wagonami. Właśnie to musiała zrobić.
PIĘTNAŚCIE
Blood energicznie wbiegł do pokoju konferencyjnego. Pod pachą niósł zwinięte mapy. Umieścił je na stole, a potem jedną z nich rozwinął — mapa posłusznie rozprostowała się. Na polecenie Blooda cechy topograficzne wyskoczyły ponad mapę, tworząc wyraźną płaskorzeźbę, a potem zacieniły się zgodnie z bieżącym stanem dnia i nocy w tej części Araratu. Długość i szerokość geograficzna pojawiły się jako cienkie świetlne linie opisane drobnymi liczbami.
Khouri nachyliła się przez stół i przez chwilę studiowała mapę. Obróciła ją lekko, a potem wskazała mały łańcuch wysp.
— Niedaleko tego miejsca, około trzydziestu kilometrów na zachód od tej cieśniny, osiemset kilometrów na północ stąd — powiedziała.
— Czy ta mapa aktualizuje się w czasie rzeczywistym? — spytał Clavain.
— Czas odświeżania wynosi średnio dwa dni — wyjaśnił Scorpio. — Może potrwać nieco dłużej. Zależy od trajektorii satelity, balonów stratosferycznych i zachmurzenia. Czemu pytasz?
— Ponieważ chyba rzeczywiście coś jest w tym miejscu, które wskazała.
— Faktycznie. To musi być statek Skade, nie sądzicie? — zapytała Khouri.
Scorpio nachylił się i oglądał drobną białą kropkę.
— To nie okręt — stwierdził. — To tylko plamka lodu, jakby mała góra lodowa.
— Jesteś pewien? — spytał Clavain.
Blood dźgnął raciczką w punkt wskazany przez Khouri.
— Upewnijmy się. Mapa: powiększenie dziesięciokrotne. Nierówności terenu odpełzły ku krańcom mapy. Plamka lodu puchła, aż stała się wielkości paznokcia. Blood kazał mapie zastosować filtr wyostrzający, ale nie spowodowało to widocznego uszczegółowienia. Pojawiła się tylko ogólnikowa sugestia, że góra lodowa roztapia się w otaczającym morzu, wyciągnąwszy cienkie macki bieli we wszystkich kierunkach.
— To nie statek — powtórzył Scorpio. Clavain nie był tego taki pewien.
— Ana, mówiłaś w swoim raporcie, że pojazd, w którym wy lądowała Skade, to ciężka korweta, prawda?
— Nie jestem ekspertem od statków, ale tak mnie poinformowano.
— Powiedziałaś, że ma pięćdziesiąt metrów długości. To się mniej więcej zgadza dla korwet klasy murena. To dziwne, że góra lodowa ma mniej więcej tę samą wielkość. Proporcje się zgadzają… Może góra jest nieco większa, ale niewiele.
— To może być zbieg okoliczności — stwierdził Blood. — Wiecie, góry lodowe zawsze dryfują aż do tych szerokości geograficznych. Czasami można je spotkać daleko na południu, nawet tutaj.
— Ale tam w sąsiedztwie nie ma innych gór lodowych — zauważył Clavain.
— Wszystko jedno — upierał się Scorpio. — Przecież tam w środku nie może być statku. Dlaczego miałby być przykryty lodem? Przecież statki wlatują gorące, nie zimne. Śnieg musiałby do tej pory stopnieć.
— Dowiemy się, jak tam dotrzemy — powiedział wolno Clavain. — Tymczasem zajmijmy się sprawami praktycznymi. Nie chcemy zaniepokoić Skade, żeby nie zrobiła czegoś gwałtownego, więc nasze przybycie będzie powolne i widoczne. — Wskazał miejsce na mapie na południe od góry lodowej. — Proponuję, żebyśmy dolecieli promem do tego miejsca; Antoinette nas tam przewiezie. Potem spuścimy dwie czy trzy łodzie i resztę drogi pokonamy morzem. Weźmiemy sprzęt chirurgiczny i broń bliskiego zasięgu, ale bez przesady. Jeśli wyniknie potrzeba zniszczenia statku, zawsze możemy poprosić o atak lotniczy z lądu stałego. — Podniósł wzrok; nadal przyciskał palec do mapy. — Jeśli wylecimy dziś po południu, zdołamy przybyć na górę lodową o świcie, co da nam cały dzień na zakończenie negocjacji ze Skade.
— Chwileczkę — wtrącił się doktor Valensin z nieznacznym uśmiechem. — Zanim poniesie nas wyobraźnia… Czy chcecie powiedzieć, że traktujecie to wszystko poważnie?
— A ty tak tego nie traktujesz? — spytał Clavain.
— Jest moją pacjentką. — Valensin spojrzał ze współczuciem na Khouri. — Ręczę za to, że ona nie jest szalona w widoczny sposób. Ma hybrydowskie implanty, a jeśli jej córka również je ma, to mogły się porozumiewać, kiedy dziecko jeszcze przebywało w macicy. Byłaby to sytuacja nieszablonowa, ale Remontoire mógł umieścić implanty w nienarodzonym dziecku, używając mikrochirurgicznych dron. Biorąc pod uwagę zaawansowanie hybrydowskiej chirurgii, nie można wykluczyć, że Skade usunęła dziecko Khouri i nie pozostawiła śladów zabiegu. Ale cała reszta? Ta cała historia o wojnie kosmicznej u na naszego progu? To trochę naciągane, nie sądzicie?
— Nie jestem taki pewien — powiedział Clavain.
— Proszę, wyjaśnij nam to. — Valensin szukał wzrokiem poparcia kolegów.
Clavain postukał się palcem po skroni.
— Pamiętaj, że ja również jestem Hybrydowcem. Ostatni raz, kiedy sprawdzałem, cała maszyneria w mojej głowie działała na leżycie.
— Tyle to ja też mógłbym ci powiedzieć.
— Weź pod uwagę, że to bardzo czuła maszyneria. Ma wykrywać i wzmacniać otaczające pola, sygnały wysyłane przez maszyny lub innych Hybrydowców. Dwóch Hybrydowców może dzielić się myślami przez dziesiątki metrów otwartej przestrzeni, nawet jeśli w otoczeniu nie ma żadnych systemów wzmacniających. Wbudowany sprzęt tłumaczy te pola na wzorce. Organiczna część mózgu je interpretuje, zaprzęgając do tego podstawową wizualną gramatykę ośrodka postrzegania.