Kiedy łódź ustabilizowała się, trzej członkowie zespołu zostali kolejno opuszczeni na jej pokład. Scorpio jako pierwszy, za nim Jaccottet, mężczyzna z Bezpieczeństwa, na końcu Khouri. Racje żywnościowe, broń i sprzęt spuszczono w odrapanych metalowych pudłach, a potem szybko upchnięto w wodoszczelnych lukach po bokach łodzi. Wreszcie dostarczono przenośny inkubator — przezroczystą skrzynkę z nieprzejrzystą podstawą i uchwytem do niesienia. Zabezpieczono go ze szczególną troskliwością, jakby w środku znajdowało się już dziecko.
Następnie odczepiono łódź i Scorpio odprowadził ją dalej, na spokojną wodę. Wycie akumulatorowego silnika przedzierało się przez niskie brzęczenie wiszącego promu. Potem opuszczono i ustabilizowano drugą łódź. Vasko patrzył, jak następny oficer Bezpieczeństwa — kobieta o nazwisku Urton — zjeżdża do łodzi. Clavain zjechał za nią. Potem Blood pomógł zjechać samemu Vaskowi. Vasko oczekiwał, że druga świnia dołączy do ich misji, ale Scorpio rozkazał mu wrócić do Pierwszego Obozu i zająć się tamtejszymi sprawami. Scorpio zgodził się tylko, by Blood odprowadził ich aż tutaj i pomógł w załadowaniu łodzi.
Opuszczono ostatnie skrzynie ze sprzętem i łódź niepokojąco jeszcze bardziej się zanurzyła. Została odczepiona i kobieta z Bezpieczeństwa pognała ją w kierunku łodzi Scorpia. Kadłuby otarły się o siebie z piskiem. Przez kilka minut przenoszono przedmioty z jednej łodzi na drugą, aż obie zostały równo obciążone.
— Jesteś gotowy? — zapytała Urton Vaska. — Wiesz, jeszcze nie jest za późno, by się wycofać.
Spotykali się na zebraniach na „Nostalgii za Nieskończonością”, w czasie których planowano tę misję. Przedtem ich drogi rzadko się przecinały. Dla Vaska ona i Jacottet byli tylko bardziej doświadczonymi kolegami z Bezpieczeństwa.
— Chyba masz jakiś szczególny problem, jeśli chodzi o mój udział w tej misji — powiedział jak najspokojniej. — Czy to coś osobistego?
— Niektórzy z nas zasłużyli na to, by tutaj być — oznajmiła. — To wszystko.
— I myślisz, że ja nie zasłużyłem?
— Wyświadczyłeś świni małą grzeczność — odpowiedziała przyciszonym głosem. — Dlatego zostałeś wciągnięty w coś, co cię przerasta. To nie znaczy, że automatycznie zapracowałeś na mój wieczny szacunek.
— Tak naprawdę nie interesuje mnie twój szacunek — odparł Vasko. — Jestem zainteresowany twoją profesjonalną współpracą.
— O to nie musisz się martwić.
Chciał coś odpowiedzieć, ale kobieta już się odwróciła i oparła ciężkie działo Breitenbacha na słupku mocującym z boku łodzi.
Vasko nie wiedział, czym zasłużył sobie na jej wrogość. Czy chodziło tylko o to, że był młodszy i mniej doświadczony? Westchnął i zaczął pomagać przy sprawdzaniu i układaniu sprzętu. Nie było to przyjemne zajęcie: wszystkie delikatne przybory — broń, urządzenia do nawigacji i łączności — zostały oblane ohydnym, oślizgłym szarym żalem ochronnym. Żel przykleił mu się do dłoni i teraz odrywał go kleistymi kawałkami.
Klął w duchu i ocierał dłonie o spodnie. Nie miał czasu obserwować, jak prom zawraca i odlatuje. Zostali na morzu sami.
Pokonali kilometry gładkiej jak lustro wody. Między łatami rozerwanych chmur powstawały czarne, postrzępione okna, przez które widoczne były gwiazdy, ale — co dość rzadko zdarzało się na ich Araracie — żaden księżyc nie wyłonił się spod horyzontu.
Jedynego oświetlenia dostarczały lampy. Łodzie mknęły równolegle, utrzymując odległość kilku metrów od siebie. Hałas silników nie przeszkadzał w rozmowach. Vasko szybko doszedł do wniosku, że najlepsze jest milczenie, i zauważył, że Clavain chyba to zaakceptował. Musiał wiele przemyśleć. Przysiadł więc na nadburciu przy rufie i ćwiczył ładowanie broni, utrwalając tę czynność w mięśniowej pamięci dłoni. W razie potrzeby zrobi to automatycznie, nie angażując mózgu. Po raz setny zastanawiał się, czy rzeczywiście dojdzie do użycia przemocy. Może cała sprawa okaże się jedynie kolosalnym nieporozumieniem.
Ale tak naprawdę sądził, że jest to mało prawdopodobne.
Wszyscy czytali wcześniej raport Khouri; wszyscy siedzieli na sesji, gdy ją przepytywano. Początkowo Vasko niewiele rozumiał, ale stopniowo w jego umyśle zaczął się tworzyć konkretny obraz: Ana Khouri powróciła z komputerowej matrycy gwiazdy neutronowej Hades z martwym Cierniem. Nosiła w brzuchu jego dziecko; już wtedy zdawała sobie sprawę, jak Aura jest ważna — nienarodzona dziewczynka była reprezentantem starodawnych umysłów, ludzkich i obcych, zachowanych w matrycy Hadesa; Aura była darem dla ludzkości, miała umysł naładowany informacjami, dzięki którym szanse w walkach przeciwko Inhibitorom mogły się zwiększyć; dla Sylveste’a — a prawdopodobnie Aura otrzymała niektóre jego wspomnienia — spłodzenie jej było aktem pokuty.
Khouri wiedziała również, że trzeba jak najszybciej dostać się do informacji Aury, nie czekając, aż się urodzi, wyrośnie i zacznie mówić.
Dlatego, za pozwoleniem Khouri, Remontoire wysłał zastępy dron chirurgicznych do głów matki i dziecka, które nadal znajdowało się w macicy Khouri. Drony zainstalowały hybrydowskie implanty zarówno Aurze, jak i Khouri, pozwalając im na dzielenie się myślami i doświadczeniem. Khouri stała się głosem i oczyma Aury — śniła sny Aury i nie chciała albo nie mogła dokładnie określić granicy między sobą a córką — a myśli dziecka sączyły się do jej własnych, przenikały je do tego stopnia, że jakiekolwiek podziały przestawały istnieć.
Ale myśli i doświadczenia pozostały trudne do interpretacji. Córka Khouri nadal była nienarodzonym dzieckiem; struktury jej umysłu były nieokreślone, na wpół uformowane, a myślowy model świata zewnętrznego — z konieczności niejednoznaczny. Khouri starała się interpretować otrzymane sygnały, lecz mimo jej wysiłków jedynie ułamek odbieranej informacji był czytelny. Ale nawet ta część okazała się mieć żywotne znaczenie. Posługując się podpowiedziami Aury — wybierając klejnoty-samorodki z gąszczu dezorientujących przekazów — Remontoire dokonał przełomowych modyfikacji arsenału broni i narzędzi.
I wtedy do sprawy wtrąciła się Skade.
Przybyła do układu Delty Pawia, kiedy Inhibitorzy dawno już zakończyli palenie Resurgamu i innych planet. Szybko rozpoczęła negocjacje z ludźmi, którzy wciąż tam byli po opuszczeniu układu na pokładzie „Nostalgii za Nieskończonością”. Zamierzała odzyskać jak najwięcej starej hybrydowskiej broni, ale, mając zniszczoną flotę i na karku tłumy Inhibitorów, Skade nie była w stanie wziąć tego, co chciała, brutalną siłą.
W tym czasie „Światło Zodiakalne” ukończyło już swoje samo — naprawy, a ludzka eksploracja Hadesa osiągnęła logiczne zakończenie. Kiedy więc Remontoire i jego sprzymierzeńcy wylecieli z układu, Skade poleciała za nimi, wykorzystując swoje zasoby, by obronić uciekinierów przed prześladującymi ich Inhibitorami. Był to z jej strony wykalkulowany i ryzykowny gest, ale tylko to mogło przekonać Remontoire’a, że powinien jej zaufać.
A Skade potrzebowała zaufania. Widziała działanie nowych technik Remontoire’a i zdawała sobie sprawę, że taktycznie ma obecnie gorszą pozycję. Przyleciała tutaj po broń kazamatową — ale nowa broń działała równie dobrze.
Jednak tak naprawdę interesowała się Aurą.
Przez miesiące, kiedy „Światło Zodiakalne” i dwa inne statki hybrydowskie mknęły ku Araratowi, Skade rozgrywała delikatną grę wkradania się w łaski Remontoire’a, ostentacyjnie wymieniając informacje wywiadowcze i zasoby. Wykorzystując jego starą lojalność do Matczynego Gniazda, przekonała go, że współpraca leży w ich najlepszym interesie. Kiedy w końcu Remontoire wpuścił kilku Hybrydowców, przybocznych Skade, na pokład swego statku, wydawało się, że ostatecznie nastąpiła odwilż w ich wzajemnych stosunkach.