Выбрать главу

— Nie ma wątpliwości, że odmówiono im zbawienia — oznajmił kwestor — ale z drugiej strony spotkało to osiem czy dziewięć obcych cywilizacji. Zapomniałem, ile ich do tej pory naliczono. Lokalne szczegóły o tym właśnie zaginionym gatunku, o ich historii, społeczeństwie i tak dalej oczywiście nadal wymagają zbadania, ale to, co w końcu im się przydarzyło, nie pozostawia wątpliwości. Wszyscy słyszeliśmy opowieści pielgrzymów z ewakuowanych układów, panno Els, opowieści o machinach, które wynurzają się z mroku między gwiazdami. Teraz wygląda na to, że przyszła kolej na nas.

— Przypuszcza się, że czmychacze zostali unicestwieni przez Inhibitorów? — zapytała.

Wsadził okruch w złożoną mordkę zwierzęcia.

— Niech pani wyciągnie własne wnioski.

— Właśnie zawsze to robiłam — odparła. — I uważam, że tu zdarzyło się coś innego.

— Coś ich zniszczyło. Czy to pani nie wystarcza?

— Nie jestem pewna, czy akurat to samo unicestwiło Amarantinów czy którąś z innych cywilizacji. Gdyby w grę wchodzili Inhibitorzy — sądzi pan, że zostawiliby ten księżyc nietknięty? Mogliby mieć skrupuły przy zniszczeniu świata, miejsca z ustabilizowaną biosferą, ale w przypadku bezpowietrznego księżyca w rodzaju Heli? Zmieniliby go w układ pierścieni albo chmurę radioaktywnej pary. Ale ktoś lub coś, co zniszczyło czmychaczy, nie było tak skrupulatne. — Przerwała, bojąc się, że odsłoni zbyt wiele swych umiłowanych tez. — Była to praca na chybcika. Zostawili za sobą zbyt wiele. To tak, jakby chcieli przekazać jakąś wiadomość, być może ostrzeżenie.

— Mówi pani o całkowicie nowym czynniku powodującym kosmiczne wymieranie?

Rashmika wzruszyła ramionami.

— Jeśli fakty o tym świadczą?

— Nie dręczą panią szczególne wątpliwości co do własnych tez, panno Els.

— Wiem tylko, że zniknięcia i czmychacze muszą być powiązani. Wszyscy inni też o tym wiedzą, tylko są zbyt zastraszeni, by to przyznać.

— A pani nie jest?

— Sprowadzono mnie na Helę z pewnego powodu. — Słowa popłynęły z jej ust, jakby wymawiał je ktoś inny.

Kwestor spoglądał na nią przez długą chwilę.

— I ta krucjata, to poszukiwanie prawdy, bez względu na to, ilu wrogów może pani przyczynić, jest właśnie powodem, dla którego chce pani tak bardzo dotrzeć do Drogi Ustawicznej?

— Jest inny powód — stwierdziła cicho. Kwestor zdawał się jej nie słyszeć.

— Szczególnie interesuje się pani Pierwszymi Adwentystami, prawda? Zauważyłem to, kiedy wspomniałem o mojej roli legata.

— To najstarszy z kościołów — odparła Rashmika. — I sądzę, że jeden z największych.

— Największy. Zakon Pierwszych Adwentystów obsługuje trzy katedry łącznie z największą na Drodze.

— Wiem, że mają zespół studiów archeologicznych. Napisałam do nich. Z pewnością znajdzie się tam dla mnie jakaś praca.

— By mogła pani rozwinąć swą teorię i nadepnąć wszystkim na odciski?

Pokręciła głową.

— Pracowałabym spokojnie, robiąc to, czego ode mnie wymagają. Nie powstrzymałoby mnie to od studiowania materiałów. Po prostu potrzebuję pracy, by przesłać nieco pieniędzy do domu i przeprowadzić trochę badań.

Westchnął, jakby cały świat ze swymi kłopotami spoczywał teraz na jego barkach.

— Co dokładnie pani wie o katedrach, panno Els? Mam na myśli w sensie fizycznym.

Poczuła, że to pytanie wreszcie było szczere.

— To ruchome struktury, znacznie większe od tej karawany, znacznie wolniejsze… ale tak czy siak, maszyny. Podróżują wokół Heli na drodze równikowej, którą nazywamy Drogą Ustawiczną, dokonując pełnego okrążenia co trzysta dwadzieścia dni stan dardowych.

— A jaki jest sens takiego krążenia?

— Zapewnienie, że Hela jest zawsze na niebie, zawsze w zenicie. Świat porusza się pod katedrami, ale katedry likwidują ten ruch.

Na ustach kwestora pojawił się cień uśmiechu.

— A co pani wie o ruchu katedr?

— Jest powolny — odpowiedziała. — Przeciętnie katedry muszą się poruszać z szybkością pełzającego niemowlaka, by całkowicie okrążyć Helę w ciągu trzystu dwudziestu dni. Jedna trzecia metra na sekundę wystarczy.

— Nie wydaje się to szybko, prawda?

— Rzeczywiście, nie bardzo.

— Zapewniam panią, że to jest szybko, kiedy sunie ku pani kilkaset metrów w pionie, a pani ma do wykonania pracę, która wymaga z zejścia z drogi w ostatniej chwili przed najechaniem gąsienic. — Kwestor Jones nachylił się, przyciskając do stołu masę swego brzucha i splatając przed sobą palce. — Wieczna Droga jest ze sprasowanego lodu. Jeśli nie liczyć jednego czy dwóch odchyleń, opasuje ona planetę niczym wstęga. Nigdzie nie jest szersza niż dwieście metrów, a często jest znacznie węższa. Jednak nawet mała katedra może mieć szerokość pięćdziesięciu metrów. Na przykład największa z nich — Lady Morwenna — jest szeroka na sto metrów. A ponieważ wszystkie katedry pragną się ustawić w wyznaczonym z matematyczną dokładnością miejscu Drogi, z Haldorą dokładnie w zenicie, istnieje pewna… — jego głos stał się żartobliwy — rywalizacja o dostępną przestrzeń. Między konkurującymi kościołami, nawet tymi związanymi protokołem ekumenicznym, może ona być zdumiewająco zaciekła. Nawet wśród katedr należących do jednego kościoła dochodzi do sabotażu.

— Nie jestem pewna, czy pana rozumiem, kwestorze.

— Chcę powiedzieć, że uszkodzenia Drogi — rozmyślny wandalizm — nie są czymś niezwykłym. Katedry mogą zostawiać za sobą przeszkody albo majstrować przy samej Drodze. Hela również ma swój udział w szkodach. Kamienne zawieje… wypływy lodu… erupcje wulkaniczne… Wszystko to może sprawić, że droga stanie się czasowo nieprzejezdna. Dlatego katedry mają brygady czyścicieli Drogi Ustawicznej, którzy pracują niezbyt daleko przed nimi, gdyż groziłoby to wykorzystaniem rezultatów ich pracy przez rywali, ale wystarczająco daleko, by skończyć swoje zadania, zanim ich katedry przybędą. Nie będę ukrywał: praca jest trudna i niebezpieczna. I wymaga umiejętności, o których pani wspominała. — Postukał pulchnymi palcami o stół. — Praca w próżni, na lodzie. Wykorzystywanie narzędzi tnących i wysadzających. Programowanie serwitorów do najbardziej niebezpiecznych prac.

— Nie o takim typie pracy myślałam — oświadczyła Rashmika. — Nie?

— Jak mówiłam, sądzę, że moje umiejętności znajdą znacznie lepsze zastosowanie w pracach urzędniczych, takich jak studia archeologiczne.

— Może i tak, ale wolne stanowiska w grupach archeologicznych zdarzają się naprawdę rzadko. Za to wciąż pojawiają się wolne miejsca w brygadach czyścicieli.

— Ponieważ stale giną ludzie?

— To praca dla twardzieli. Ale praca. Nie powinno pani być zbyt trudno znaleźć coś nieco mniej niebezpiecznego od zakładania zapalników, pracę, w której nie będzie pani nosić przez cały dzień skafandra. I może znajdzie sobie pani jakieś zajęcie, póki nie stworzy się miejsce w grupach studyjnych.

Rashmika odczytała twarz kwestora. Dotychczas nie kłamał.

— To nie to, co chciałam, ale jeśli jest to jedyna oferta, będę musiała ją przyjąć. Gdybym powiedziała, że jestem gotowa na taką pracę, znalazłby mi pan miejsce?

— Jeśli czułbym, że mogę później z tym żyć… wtedy owszem, powiedziałbym, że mogę znaleźć.

— Jestem przekonana, że po nocach spałby pan doskonale, kwestorze.

— A pani jest pewna, że tego właśnie chce? Skinęła głową, zanim zdążyły ją dopaść wątpliwości.