Выбрать главу

Innym wyjściem — tym, które w końcu wybrał — była akceptacja. Poddanie się wierze, przyznanie, że cud rzeczywiście się wydarzył. Obecność wirusa w takim wypadku byłaby po prostu katalizatorem. Pchnęła go ku wierze, kazała mu doświadczać uczucia Świętej Obecności. Ale na Heli, kiedy czas mu się kończył, doznał uczuć głębszych i silniejszych, niż dał mu jakikolwiek wirus. Czy to możliwe, że wirus zaledwie uczynił go bardziej otwartym na to, co już tam było? Że sam wirus, mimo że sztuczny, umożliwił Quauiche’owi dostrojenie się do rzeczywistego, choć słabego sygnału?

Jeśli tak właśnie było, to wszystko miało sens. Most coś oznaczał. Quaiche był świadkiem cudu, wołał o ratunek i go otrzymał:. I śmierć Morwenny musiała odegrać jakąś niewyjaśnioną, lecz w ostatecznym rozrachunku dobroczynną rolę w szerszym planie, którego Quaiche był tylko drobną, ledwie świadomą częścią.

— Muszę tu pozostać — oznajmił Grelierowi. — Muszę pozostać na Heli, dopóki nie poznam odpowiedzi. Dopóki nie zostanie mi ona objawiona.

Tak właśnie powiedział: „zostanie mi objawiona”. Grelier uśmiechnął się.

— Nie możesz tutaj zostać.

— Znajdę sposób.

— Ona ci na to nie pozwoli.

Ale Quaiche uczynił Grelierowi taką propozycję, której naczelny medyk nie mógł łatwo odrzucić. Królowa Jasmina była panią nieprzewidywalną. Jej nastroje, nawet po latach służby, były dla niego przeważnie nieodgadnione.

— W dłuższej perspektywie dopadnie cię — powiedział Quaiche. — To Ultraska. Nie możesz jej zrozumieć, nie możesz prze widzieć jej zamiarów. Dla niej jesteś po prostu meblem. Służysz jakiejś potrzebie, ale zawsze będziesz do zastąpienia. Spójrz na mnie — jestem człowiekiem z linii głównej, tak ja ty, wygnańcem ze społeczeństwa głównego nurtu. Sama to powiedziała: mamy ze sobą wiele wspólnego.

— Mniej, niż ci się wydaje.

— Nie musimy siebie nawzajem czcić — powiedział wtedy Quaiche. — Po prostu musimy razem pracować.

— Co będę z tego miał? — spytał Grelier.

— Na przykład to, że nie zdradzę twego małego sekretu. Och, wiem o nim wszystko. To była jedna z ostatnich rzeczy, które od kryła Morwenna, zanim Jasmina wpakowała ją do skafandra.

Grelier spojrzał na niego uważnie.

— Nie wiem, o czym mówisz.

— Mam na myśli fabrykę ciał — odparł Quaiche. — Twój mały problem z popytem i podażą. Jest w tym coś więcej niż tylko nie nasycony apetyt Jasminy na świeże ciała, prawda? Uprawiasz również swoje własne poletko ciał. Lubisz małe, nierozwinięte ciała. Wyjmujesz je ze zbiorników, zanim osiągną dorosłość — czasami nawet zanim osiągną dzieciństwo — i robisz z nimi różne rzeczy. Paskudne rzeczy. Potem wkładasz je z powrotem do zbiorników i mówisz, że nigdy się do niczego nie nadawały.

— Nie mają mózgów — powiedział Grelier, jakby to usprawiedliwiało jego działania. — W każdym razie jaką właściwie przed stawiasz mi propozycję, szantaż?

— Nie. Pomóż mi pozbyć się Jasminy, a ja cię zapewnię, że nikt nigdy się nie dowie o fabryce.

— A co z moimi potrzebami? — spytał spokojnie Grelier.

— Wymyślimy coś, jeśli tego właśnie trzeba, byś dla mnie pracował.

— Dlaczego mam wybrać ciebie jako pana na miejsce Jasminy? Obydwoje jesteście równie szaleni.

— Może — odparł Quaiche — ale różnica polega na tym, że ja nie mam skłonności do mordowania. Pomyśl o tym.

Grelier pomyślał i po niedługim czasie uznał, że jego interes leży poza „Gnostycznym Wniebowstąpieniem”. Będzie współpracował z Quaichem w najbliższej przyszłości, a potem, przy najbliższej okazji, znajdzie coś lepszego — coś wymagającego mniej uległości.

A jednak przeszło stulecie później wciąż tu był. Nie docenił własnej słabości. Ultrasi, ze statkami napchanymi starodawnymi wadliwymi kasetami zimnego snu, okazali się dla Quaiche’a idealnym środkiem na trzymanie Greliera na służbie.

W najwcześniejszych dniach ich związku Grelier jednak nic nie wiedział o przyszłości.

W pierwszym posunięciu zaaranżowali upadek Jasminy. Ich plan składał się z trzech kroków, z których każdy musiał być wykonany z wielką ostrożnością. Gdyby ich wykryli, koszt byłby ogromny, ale — teraz Grelier był tego pewien — przez cały ten czas Jasminie nigdy nie przeszło przez myśl, że dwaj byli rywale spiskują przeciw niej.

Nie oznaczało to jednak, że wszystko poszło całkowicie zgodnie z planem.

Przede wszystkim założono na Heli obóz. Były tam moduły mieszkalne, czujniki i łaziki powierzchniowe. Niektórzy Ultrasi także wylądowali, ale jak zwykle ich instynktowna niechęć do środowisk planetarnych sprawiała, że kręcili się nerwowo, pragnąc się dostać z powrotem na swój statek. Grelier i Quaiche, przeciwnie, uznali to za doskonałe miejsce do pogłębiania swego niełatwego związku. I nawet dokonali niezwykłe go odkrycia, które pomogło w ich sprawie. Właśnie podczas pierwszych podróży zwiadowczych poza bazę, pod okiem Jasminy, znaleźli relikty czmychaczy. Teraz przynajmniej mieli jakąś koncepcję kto zbudował most.

Druga faza planu miała spowodować, by Jasmina poczuła się niedobrze. Dla Greliera, kierownika fabryki ciał, była to sprawa trywialna. Majstrując przy klonach, spowalniał ich rozwój, powodował więcej odchyleń od normy i defektów. Jasmina, niezdolna zakotwiczyć się w rzeczywistości regularnym zadawaniem sobie bólu, stała się odizolowana. Jej osądy były upośledzone, percepcja faktów słabła.

Wtedy spróbowali trzeciej fazy: rebelii. Mieli zamiar wywoływać bunt i przejąć „Gnostyczne Wniebowstąpienie”. Ultrasi — dawni przyjaciele Morwenny — okazywali Quaiche’owi sympatię. Podczas początkowej eksploracji Heli Quaiche i Grelier odkryli czwartego wartownika, tego samego typu, jaki uziemił „Córkę Padlinożercy”. Pomysł polegał na wciągnięciu „Gnostycznego Wniebowstąpienia” w zasięg tej właśnie broni wartowniczej. Normalnie Jasmina byłaby przeciwna przylotowi swego statku do takiego miejsca jak Hela, ale widowiskowy most i odkrycie reliktów czmychaczy zagłuszyło jej instynkt.

Po uszkodzeniu statku przez wartownika — co spowodowałoby panikę i dezorientację wśród załogi — statek byłby gotowy do przejęcia.

Ale plan się nie powiódł. Wartownik zaatakował z większą siłą, niż Quaiche przewidywał i spowodował fatalne szkody na „Gnostycznym Wniebowstąpieniu”. Zamiast uszkodzeń statek wybuchł, uderzony w kadłub, aż czoło fali zniszczenia osiągnęło napędy Hybrydowców. Na niebie Heli zapłonęły dwa jaskrawe nowe słońca. Kiedy światło znikło, nie pozostało nic — ani z Jasminy, ani z wielkiego światłowca, który przywiózł Quaiche’a i Greliera w to miejsce.

Obaj zostali rozbitkami.

Ale dzięki obozowi na powierzchni księżyca, który już zdążyli założyć, mieli wszystko, czego potrzebowali, by przeżyć na Heli w nadchodzących latach. Rozpoczęli badania, jeżdżąc na łazikach. Składali dziwaczne obce wykopaliska, starając się uzyskać jakąś spójną całość, ale zawsze bezskutecznie. Dla Quaiche’a stało się to jego obsesją, tak samo jak zagadka Haldory. Rzucił się do rozwiązywania obydwu sekretów, wiedząc, że są jakoś ze sobą połączone i że odpowiedź pozwoli mu zrozumieć, dlaczego on został ocalony, a Morwenna poświęcona. Uwierzył, że łamigłówki są bożym testem i że tylko on jest naprawdę zdolny je rozwiązać.