Góra lodowa okazała się małym, okrągłym spiętrzeniem lodu. Vasko uważał, że miała w sobie coś bardzo dziwnego. Pływała w morzu, a jednak wydawała się jego częścią, otoczona kręgiem bieli, który rozciągał się we wszystkich kierunkach w promieniu około dwóch średnic centralnego rdzenia. Vaskowi przypominało to wyspę zbudowaną z góry wulkanicznej i łagodnie nachylonych morskich plaż wokół niej. Widział kilka gór lodowych, gdy kiedyś dryfowali aż do szerokości geograficznej Pierwszego Obozu, ta jednak nie przypominała mu żadnej znanej góry lodowej.
Łodzie podpłynęły jeszcze bliżej do wzniesienia. Od czasu do czasu Vasko słyszał, jak Scorpio rozmawia z Bloodem przez radio na przegubie dłoni. Niebo na zachodzie sinofioletowe, jedynie z rozproszoną grupą jasnych gwiazd, na wschodzie miało odcień bladoróżowy. Oglądane przez blady wzgórek góry lodowej, miało delikatnie zmienione barwy.
— Dwukrotnie ją okrążyliśmy — zameldowała Urton.
— Okrążajcie dalej — polecił Clavain. — Podpłyńcie jeszcze bliżej, ale zmniejszcie do połowy obecną szybkość. Nie chciałbym zaskakiwać Skade.
— Coś nie jest w porządku z tą górą lodową — powiedział Vasko.
— Zobaczymy. — Clavain odwrócił się do Khouri. — Czy ją wyczuwasz?
— Skade? — zapytała.
— Myślałem raczej o twojej córce. Zastanawiałem się, czy dzięki wspólnemu zestawowi implantów możecie nawiązać zdalną rozmowę.
— Nadal jesteśmy za daleko.
— Zgoda, ale zawiadom mnie, gdy coś poczujesz. Moje własne implanty mogą w ogóle nie złapać emisji Aury albo wyczuć ją dopiero z bardzo bliska. Jesteś przecież jej matką. Rozpoznasz ją jako pierwsza, nawet jeśli nie będzie niczego niezwykłego w protokołach.
— Nie trzeba mi przypominać, że jestem jej matką — oznajmiła Khouri.
— Oczywiście. Po prostu chciałem powiedzieć…
— Nadsłuchuję jej, Clavainie, od chwili, kiedy wyciągnęliście mnie z kapsuły. Jeśli odbiorę sygnały Aury, dowiesz się pierwszy.
Pół godziny później dla wszystkich było jasne, że nie jest to zwyczajna góra lodowa. I nie chodziło nawet o sposób, w jaki infiltrowała otaczającą wodę. To nie mogła być góra lodowa, choć zrobiona była z lodu.
Jej boki nie wyglądały jak fasety lub płaszczyzny, była to plątanina lodowych kolców. Stalagmity i stalaktyty sterczały w górę i w dół niczym lodowe siekacze. Pionowe kolce jeżyły się niczym rapiery. Przy korzeniu każdego kolca wykwitały mniejsze porosty, sterczące we wszystkich kierunkach i przeplatające się z sąsiadami. Kolce różniły się rozmiarami. Niektóre — główne pnie i konary konstrukcji — były szerokie niczym łódź. Inne, cienkie i delikatne, tworzyły w powietrzu jedynie mgiełkę i wydawało się, że najlżejszy powiew rozbije je na milion migoczących części. Z oddali góra wyglądała jak solidny kloc — z bliska sprawiała wrażenie ogromnego stosu rzuconych bezładnie lodowych igieł.
Vasko nigdy nie widział czegoś tak niepokojącego.
Podpłynęli po spirali bliżej.
Jedynie na Clavainie ten całkowicie obcy obiekt nie zrobił wrażenia.
— Inteligentne mapy były dokładne — stwierdził. — Wielkość tej góry… Według moich obliczeń, z łatwością można wewnątrz niej ukryć korwetę klasy mureny.
— Nadal pan myśli, że ta rzecz może ukrywać statek?! — Vasko podniósł głos.
— Czy naprawdę sądzisz, że matka natura miała z tym cokolwiek do czynienia?
— Ale dlaczego Skade miałaby otaczać swój statek tym dziwnym lodem? — nalegał Vasko. — Tego raczej nie można wykorzystać jako pancerz, a z powodu tej góry statek jest bardziej widoczny na mapach.
— Skąd pewność, synu, że Skade miała wybór?
— Nie rozumiem, proszę pana.
— Według Clavaina to wszystko może oznaczać, że ze statkiem Skade coś jest nie w porządku — wyjaśnił Scorpio.
— To moja hipoteza robocza — zastrzegł się Clavain.
— Ale co… — Vasko zrezygnował z pytania, nie chcąc zapuszczać się na głębszą wodę.
— Musimy dotrzeć do tego, co jest w środku — oznajmił Clavain. — Nie mamy sprzętu do wiercenia tuneli, do przebijania grubego lodu. Ale może nie będziemy musieli robić takich rzeczy. Trzeba po prostu znaleźć drogę do środka.
— A jeśli Skade nas wykryje, proszę pana? — spytał Vasko.
— Mam nadzieję, że to zrobi. Nie chciałbym pukać do jej frontowych drzwi. Teraz podpłyń bliżej. Powoli.
Wzeszło jaskrawe słońce. Wczesnym świtem góra lodowa przybrała całkowicie inny wygląd. Na tle łagodnego fioletu nieba cała struktura wyglądała na magiczną, delikatną jak tort. Przez sęki i kolce lodowego drzewca prześwitywały błękit i złoto, zmieszane z nieskazitelnym blaskiem rżniętych diamentów, wspaniałe barwne pierścienie, jakich Vasko nie widział nigdy w życiu. Wnętrze nie było ciemne. Świeciło turkusem i barwami opalu, szukającymi po omacku drogi ku powierzchni przez kręte korytarze i lodowe kaniony. A jednak w lśniącym wnętrzu było cieniste jądro sugerujące, że coś jest zawinięte w kokon.
Obie łodzie dotarły na odległość pięćdziesięciu metrów od brzegów wyspy. Poprzednio płynęli po spokojnych wodach, ale tutaj, w bezpośrednim sąsiedztwie góry lodowej, morze poruszało się jak olbrzymie zwierzę, któremu podano środki uspokajające i każdy ruch wymaga od niego wielkiego wysiłku. Tuż przy brzegu morze już zamarzało. Miało niebieskoszarą teksturę skóry zwierzęcej. Vasko zanurzył palce w wodzie i natychmiast je wyciągnął — woda była znacznie zimniejsza niż w miejscu, gdzie wysiadali z promu.
— Popatrz na to. — Scorpio miał przed sobą jedną z inteligentnych map. Khouri również ją studiowała, słuchając tego, co Scorpio do niej mówił, kiedy wskazywał raciczkami jakieś punkty na mapie.
Clavain otworzył swoją mapę.
— O co chodzi, Scorp?
— Blood właśnie przesłał aktualizację. Spójrz na górę lodową: jest większa.
Clavain kazał swojej mapie wyświetlić te same współrzędne. Pojawił się obraz góry. Vasko zerkał nad ramienia starca, szukając obu łodzi. Nie było ich. Wywnioskował, że aktualizacja nastąpiła zeszłego wieczora, przed zachodem słońca.
— Masz słuszność — powiedział Clavain — Jak sądzisz, ma trzydzieści, czterdzieści procent większą objętość?
— Na pewno — przyznał Scorpio. — A to nie jest czas rzeczywisty. Jeśli rośnie tak szybko, obecnie mogła się zwiększyć o dalsze dziesięć, dwadzieścia procent.
Clavain zamknął mapę; uzyskał dość informacji.
— Z pewnością chłodzi otaczającą wodę. Niedługo to miejsce również będzie zamarznięte. Mamy szczęście, że jeszcze zdążyli śmy. Za kilka dni nie mielibyśmy szans bliżej podpłynąć.
— Prószę pana, nie rozumiem, jak to może rosnąć — odezwał się Vasko. — Powinno się kurczyć. Góra lodowa nie przetrwa długo w tych szerokościach geograficznych.
— Chyba twierdziłeś, że niewiele o nich wiesz — zauważył Clavain.
— Powiedziałem, że nie widujemy ich w zatoce, proszę pana. Clavain popatrzył na niego przenikliwie.
— To nie jest góra lodowa. Nigdy nią nie była. To skorupa lodowa wokół statku Skade. Rośnie, ponieważ statek chłodzi morze wokół siebie. Pamiętasz, co mówiła Khouri. Potrafią robić tak chłodne kadłuby statków jak mikrofalowe tło kosmiczne.
— Ale pan powiedział również, że Skade nie ma nad tym kontroli.
— Nie jestem pewien, że ma.
— Proszę pana…
Clavain nie dał mu dokończyć.
— Myślę, że mogły się zepsuć maszyny krioarytmetyczne, które utrzymują niską temperaturę kadłuba.