Выбрать главу

— Czytanie myśli?

— Nie. Po prostu ostra świadomość informacji podprogowej już dostępnej. Głównie wyrazu twarzy. Mięśnie twojej twarzy mogą wykonywać czterdzieści trzy rozmaite ruchy, co umożliwia dziesiątki tysięcy kombinacji.

Grelier dobrze odrobił lekcje, pomyślał Quaiche. Ta mała dygresja w sposób oczywisty była od dawna zaplanowana.

— Często wyraz twarzy jest mimowolny — ciągnął Grelier. — Jeśli nie zostałeś bardzo dobrze wyszkolony, po prostu nie możesz kłamać bez zdradzenia się wyrazem twarzy. Oczywiście, przeważnie nie ma to znaczenia — ludzie wokół są na to ślepi. Ale załóżmy, że ty masz tę świadomość. Potrafisz odczytywać ludzi, nawet kiedy nie wiedzą, że są badani, ale masz także samokontrolę nad własnymi mimowolnymi sygnałami.

— Hm. — Quaiche widział, dokąd zmierza ta rozmowa. — Nie wiele by to dało przeciw komuś takiemu jak Heckel, ale czy sądzisz, że zdołałbyś mnie tego nauczyć?

— Mogę zrobić coś lepszego — powiedział Grelier. — Mogę do starczyć ci tę dziewczynę. Może cię tego sama nauczyć.

Przez chwilę Quaiche oglądał wiszący obraz Haldory, zafascynowany wijącym się włóknem błyskawicy w południowym obszarze polarnym.

— Musiałbyś najpierw sprowadzić ją tutaj — powiedział. — To niełatwe zadanie, jeśli nie będziesz mógł kłamać.

— Nie tak trudne, jak ci się wydaje. Jest jak antymateria: to tylko kwestia manipulowania nią właściwymi narzędziami. Po wiedziałem ci, że coś kilka dni temu poruszyło moją pamięć. To było nazwisko dziewczyny. Rashmika Els. Wspomniano o niej w ogólnym biuletynie wiadomości pochodzących z jałowych wyżyn Vigrid. Była tam fotografia. Dziewczyna jest oczywiście osiem czy dziewięć lat starsza niż wtedy, gdy widziałem ją ostatni raz, ale to na pewno ona. Nieprędko zapomnę te oczy. Zaginęła. Policja zrobiła wrzawę wokół niej.

— Wobec tego jest dla nas bezużyteczna. Grelier uśmiechnął się.

— Gdyby nie to, że ją znalazłem w karawanie kierującej się ku Drodze.

— Spotkałeś ją?

— Niezupełnie. Odwiedziłem karawanę, ale nie odkryłem się przed panną Els. Nie chciałem jej przestraszyć, zwłaszcza kiedy może być dla nas tak użyteczna. Jest bardzo zdecydowana dowiedzieć się, co stało się z jej bratem, ale nawet ona będzie czujna, zbliżając się do Drogi.

— Hm. — Przez chwile piękne połączenie tych wypadków wy wołało uśmiech Quiche’a. — A co dokładnie stało się z jej bratem?

— Zginął, wykonując pracę czyściciela — powiedział Grelier. — Zgnieciony pod Lady Morwenną.

DWADZIEŚCIA JEDEN

Ararat, 2675

Skade tkwiła połową ciała w kokonie lodu i czarnej piany maszynerii Inhibitorów. Nadal żyła. Tyle było wiadomo, kiedy przecisnęli się przez wąski, pomarszczony otwór w rozbitej ściance działowej. Leżała w fotelu kapitana, nachylona w ich kierunku, a wyraz niezmąconego spokoju na jej twarzy zakłócił ledwie widoczny błysk zainteresowania. Palce jednej z dłoni Skade w białej rękawicy wisiały nad przenośną holoklawiaturą i pulsowały synchronicznie z salwami muzyki.

Kiedy Skade zdjęła rękę z klawiatury, muzyka ucichła.

— Zaczynałam się zastanawiać, co was zatrzymało.

— Przyszłam po swoje dziecko, suko — oznajmiła Khouri. Nic nie wskazywało na to, że Skade ją usłyszała.

— Co się stało, Clavainie?

— Mała przygoda.

— Wilki zabrały ci dłoń. Co za nieszczęście. Clavain pokazał nóż.

— Zrobiłem, co trzeba. Rozpoznajesz to, Skade? Dzisiaj nie po raz pierwszy ocalił mi życie. Wykorzystałem go, by przeciąć membranę wokół komety, gdy oboje posprzeczaliśmy się nieco na temat przyszłej polityki Matczynego Gniazda. Pamiętasz to przecież, prawda?

— Wiele wody upłynęło od czasu, gdy po raz pierwszy widziałam ten nóż. Wtedy jeszcze miałam swoje stare ciało.

— Przykro mi z powodu tego, co się stało, ale zrobiłem tylko to, co musiałem. Gdybym ponownie znalazł się w tamtej sytuacji, zrobiłbym to samo.

— Ani przez chwilę w to nie wątpiłam, Clavainie. Ludzie mówią o tobie różne rzeczy, ale zawsze byłeś człowiekiem trwającym przy swoich przekonaniach.

— Przyszliśmy tu po dziecko — oznajmił.

Skade ledwo dostrzegalnie skinęła głową w kierunku Khouri.

— Domyśliłam się tego.

— Czy masz zamiar dobrowolnie je przekazać, czy ma to być nieprzyjemne?

— Który sposób byś wybrał, Clavainie?

— Posłuchaj, Skade. Wiele się wydarzyło między mną a tobą, wzajemnie się skrzywdziliśmy, zmienialiśmy sojusze, ale to wszystko nie ma już znaczenia.

— Dokładnie to samo powiedziałam Remontoire’owi.

— Ale negocjowałaś. Wiemy o tym — powiedział Clavain. — Więc pociągnijmy to do końca. Połączmy siły. Oddaj nam Aurę, a my podzielimy się z tobą wszystkim, co nam powie. W dłuższej perspektywie będzie to dla nas wszystkich korzystniejsze.

— Cóż mnie obchodzi dłuższa perspektywa, Clavainie. Nigdy już nie zobaczę nic złego poza tym statkiem.

— Jeśli jesteś ranna, możemy ci pomóc.

— Naprawdę nie sądzę, by wam się udało.

— Daj mi Aurę — zażądała Khouri.

Scorpio postąpił bliżej i przyjrzał się rannej. Miała na sobie pancerz w bardzo bladym kolorze, może nawet biały. Prawdopodobnie pancerz kamuflażowy: zewnętrzna osłona dostroiła się do koloru lodu, który się utworzył lub wdarł do kabiny, zanim zawiodło oświetlenie. Skafander był stylizowany na średniowieczną zbroję z wypukłymi, zachodzącymi na siebie płytami, osłaniającymi stawy kończyn, i przesadnie dużą płytą piersiową. Reszta ciała, poniżej talii, znikała pod lodem, który unieruchomił Skade niczym lalkę na wystawie sklepowej.

Wszędzie wokół niej, w małych skupiskach czerni, leżały brodawkowate bryłki maszynerii Inhibitorów. Ale żadna z nich nie dotykała Skade i w tej chwili żadna nie wyglądała na aktywną.

— Możecie mieć Aurę — powiedziała. — Oczywiście za pewną cenę.

— Nie będziemy za nią płacić — oznajmił Clavain słabym i ochrypłym głosem.

— To ty wspominałeś o negocjacjach — przypomniała Skade. — Czy też może myślałeś raczej o stosowaniu gróźb?

— Gdzie ona jest?

Skade poruszyła jedną ręką. Pancerz przy tym zaskrzypiał, warstwy szronu przemieściły się. Poklepała twardą płytę na swoim brzuchu.

— Jest tu, we mnie. Utrzymuję ją przy życiu.

Clavain obejrzał się na Khouri. Wzrokiem zasygnalizował, że wreszcie uznaje jej opowieść za prawdę.

— Dobrze — powiedział, znowu kierując uwagę na Skade. — Jestem wdzięczny. Ale teraz jej matka chce mieć ją z powrotem.

— Jakby ci zależało na jej matce — powiedziała Skade, przedrzeźniając go ze zgryźliwym uśmiechem. — Jakby naprawdę obchodził cię los dziecka.

— Przebyłem po to dziecko całą tę drogę.

— Przebyłeś całą tę drogę, by zyskać atut — poprawiła go Skade.

— A ja przypuszczam, że dziecko znaczy dla ciebie o wiele więcej.

— Wystarczy — przerwał im Scorpio. — Nie mamy na to czasu. Przyszliśmy po dziecko Khouri. Pieprzyć powody. Oddaj je i już.

— Oddać je? — Skade zaśmiała się. — Czy naprawdę sądzisz, że to będzie takie łatwe? To jest we mnie. Jest w mojej macicy, podłączone do mego układu krążenia.

— „Ona” — poprawiła ją Khouri. — Aura to nie jest „to”, ty pozbawiona serca kupo gówna.