Выбрать главу

— Nie jest też człowiekiem — odparła Skade — bez względu na to, co sobie myślicie. — Jej głowa znowu zwróciła się ku Clavainowi. — Kazałam Delmarowi wyhodować dla siebie inne ciało, zawsze zamierzał to zrobić. Jestem całkowicie cielesna, od głowy w dół. Nawet macica jest bardziej narządem niż maszyną. Spójrz prawdzie w oczy, Neviclass="underline" jestem bardziej żywa niż ty, zwłaszcza kiedy straciłeś tę dłoń.

— Zawsze byłaś maszyną, Skade. Po prostu nie zdawałaś sobie z tego sprawy.

— Jeśli chcesz przez to powiedzieć, że zawsze tylko wykonywa łam swoje obowiązki, to przyjmuję to określenie. Maszyny mają swoją godność: nie są zdolne do nielojalności. Nie są zdolne do zdrady wobec ludzi ani ideałów.

— Nie przybyłem tu po lekcje etyki.

— Nie jesteś ciekaw, co przydarzyło się mojemu statkowi? Nie podoba ci się mój bajkowy pałac z lodu? — Gestem wskazała otoczenie, jakby zapraszając do komentarza na temat wystroju. — Zbudowałam go specjalnie dla ciebie.

— Myślę, że w istocie coś się zepsuło w twoich silnikach krioarytmetycznych — powiedział Clavain.

Skade wydęła usta.

— Dalej, kpij z moich wysiłków.

— Co się stało? — zapytał spokojnie Scorpio. Westchnęła.

— Nie zrozumiesz. Najtęższe umysły Matczynego Gniazda ledwie to chwytają. Ty nie masz nawet inteligencji człowieka głównej linii. Jesteś tylko świnią.

— Naprawdę byłbym wdzięczny, gdybyś mnie tak nie nazywała.

— Bo co? Nie możesz mnie skrzywdzić, kiedy noszę w sobie Aurę. Jeśli ja umrę, ona też umrze. To taki proste.

— Miły układ z zakładnikiem — skomentował Clavain.

— Nie mówię, że to było łatwe. Nasze układy immunologiczne wymagały mnóstwa majstrowania, zanim przestałyśmy się wzajemnie odrzucać. — Skade zerknęła na Khouri. — Nawet nie myśl, żeby teraz wziąć ją z powrotem do swojej macicy. Obawiam się, że wy dwie nawet w przybliżeniu nie jesteście kompatybilne.

Khouri zaczęła coś mówić, ale Clavain szybko uniósł zdrową dłoń, uciszając ją.

— Więc jesteś chętna do negocjacji — powiedział — gdyż w przeciwnym razie nie potrzebowałabyś jej ostrzegać o braku kompatybilności.

Uwaga Skade cały czas koncentrowała się na Khouri.

— Możesz stąd wyjść z Aurą. Na statku powinny być działające narzędzia chirurgiczne. Mogę z tobą rozmawiać podczas wykonywania cesarskiego cięcia. Mimo wszystko to nie chirurgia mózgu. — Spojrzała na Clavaina. — Przynieśliście chyba system podtrzymywania życia?

— Oczywiście.

— Więc wszystko przygotowane. Mam neuralne połączenie z mózgiem Aury. Mogę ją wprowadzić w czasową śpiączkę, dopóki zabieg się nie skończy.

— Znalazłem skrzynkę chirurgiczną — powiedział Jaccottet, przesuwając ciężką czarną walizkę po zrujnowanej podłodze. Wypukły kaduceusz na jej powierzchni był pokryty szronem. — Nawet jeśli to nie działa, prawdopodobnie mamy wszystkie potrzebne narzędzia w swoich zestawach awaryjnych.

— Otwórz to — polecił Clavain. Jego głos brzmiał jakoś dziwnie, jakby starzec pojmował coś, czego inni nie zauważali.

Pudło rozwarło się z sykiem uszczelnień, ukazując wiele sprytnie upakowanych palet. Chirurgiczne instrumenty z matowego białego metalu ułożono równo w piankowej wykładzinie. Wszystkie one — te otwory na palce i obracające się na zawiasach mechanizmy — kojarzyły się Scorpiowi z jakimś dziwacznym, obcym kompletem sztućców. Wszystkie zrobiono z nierozumnej materii, przeznaczonej do wykorzystania w chirurgii polowej, gdzie zbuntowana nanomaszyneria mogła uszkodzić inteligentniejsze, subtelniejsze instrumenty.

— Potrzebujesz pomocy? — spytała Skade.

Jaccottet podniósł z gniazda palcami w rękawiczkach jeden z instrumentów. Dłoń mu drżała.

— Tak naprawdę nie jestem chirurgiem — stwierdził. — Przeszedłem szkolenie medyczne Sił Bezpieczeństwa, ale nie obejmowało operacji w terenie.

— Nie szkodzi — powiedziała Skade. — Mogę cię poprowadzić. To ty musisz to zrobić. Świni brakuje niezbędnej zręczności, a Khouri jest zbyt zaangażowana emocjonalnie. A Clavain… cóż, to oczywiste, prawda?

— Tu chodzi nie tylko o moją dłoń — rzekł Clavain.

— Nie, nie tylko — przyznała Skade.

— Powiedz im — zachęcił ją.

— Clavain nie może wykonać tej procedury — Skade zwróciła się do pozostałej trójki, jak gdyby Clavaina tu w ogóle nie było — ponieważ nie będzie żył, przynajmniej pod koniec operacji. Oto umowa: wy wyjdziecie stąd z Aurą, a Clavain umiera tu i teraz.

Żadnych negocjacji na temat warunków. Albo to przebiegnie w ten sposób, albo nic z tego. To zależy jedynie od was.

— Nie możesz tego zrobić — powiedział Scorpio.

— Może mnie nie słyszeliście. Clavain umiera. Aura żyje. Wy chodzicie stąd z tym, po co tu przyszliście. Przecież to satysfakcjonujący wynik?

— Nie w ten sposób — powiedziała Khouri. — Proszę, nie w taki sposób.

— Niestety, już wszystko starannie rozważyłam. Widzicie, umie ram. Ten pałac będzie moim mauzoleum. Opcje — przynajmniej dla mnie — są nadzwyczaj ograniczone. Jeśli umrę, zabiorę Aurę ze sobą. Ludzkość — cokolwiek by to miało znaczyć — straci wszystkie dary, jakie ona w sobie nosi. A jeśli wam ją wydam, te dary mogą znaleźć praktyczne zastosowanie. W dalekiej perspektywie nie musi chodzić o wytępienie lub przeżycie, ale może chodzić o zagładę teraz, w tym stuleciu, o zagładę za kilka tysięcy lat. Nie wielkie odroczenie egzekucji, naprawdę… ale biorąc pod uwagę ludzką naturę, jestem pewna, że weźmiemy, co nam dają.

— Dzięki Aurze sytuacja może być diametralnie inna — powie dział Clavain.

— Cóż, ani ty, ani ja o tym się nie dowiemy, ale przyjmuję twój argument. Wartość Aury jest — jak dotychczas — nieznana. Dlatego pozostaje takim cennym atutem.

— Więc daj jej spokój — powiedziała Khouri. — Daj jej spokój i zrób choć raz coś dobrego w twojej spieprzonej egzystencji.

— Przyprowadziłeś ją, żeby pomogła w negocjacjach, co? — spytała Skade, mrugając do Clavaina. Przez moment można ich było wziąć za starych przyjaciół dzielących się zabawnym wspomnieniem.

— Wszystko w porządku — powiedział Clavain do Khouri. — Dostaniemy twoją Aurę.

— Nie, Clavainie, nie w ten sposób.

— Tylko w ten sposób to się odbędzie. Wierz mi, znam Skade. Jeśli się na coś zdecyduje, obstaje przy tym do końca.

— Cieszę się, że to rozumiesz — rzekła Skade. — I masz słuszność. Moje stanowisko zupełnie nie jest elastyczne.

— Możemy ją zabić — powiedziała Khouri. — Zabijcie ją i szybko zoperujcie.

— Warto spróbować — wtrącił Scorpio.

Często w Chasm City — w celu odstraszania — musiał zabijać ludzi bardzo powoli. Myślał teraz o znanych mu szybkich sposobach uśmiercenia istoty rozumnej. Te metody miały również swoje zastosowania: egzekucje z litości, podkładanie bomb niewygodnym ludziom. Niektóre z nich były rzeczywiście szybkie. Tylko że nigdy z całą świadomością nie wypróbował żadnej” ze swych metod na Hybrydowcu. A z pewnością nigdy nie zabił Hybrydowca noszącego w swej macicy zakładnika.

— Nie pozwoli na to — powiedział uspokajająco Clavain. Do tknął ramienia Khouri. — Znajdzie sposób na zabicie Aury, zanim się do niej dobierzemy. Ale wszystko w porządku, tak właśnie musi się to odbyć.

— Nie, Clavainie — powtórzyła Khouri. Uciszył ją.

— Jestem tutaj, by zapewnić uwolnienie Aury. To pozostaje celem misji.

— Nie chcę, żebyś umarł.

Scorpio zobaczył, jak uśmiech marszczy skórę w kącikach oczu Clavaina.