Выбрать главу

— Dlaczego się go pozbyłeś? — spytał Scorpio po chwili.

— Nie chciałem, żeby widział to choć przez sekundę.

— Zrobię to z największym pośpiechem, na jaki mi pozwoli — powiedział Scorpio. — Jeśli Jaccottet może pracować szybko, ja też mogę. W porządku, Skade?

— Będziesz pracował tak szybko, jak ja dyktuję, nie szybciej.

— Nie utrudniaj ponad potrzebę — rzekł Scorpio.

— To go nie zaboli, prawda? — spytała Khouri. — Może wyłączać ból?

— Właśnie do tego dochodziłam — oświadczyła Skade z widoczną gadzią satysfakcją z własnej przebiegłości. — Clavainie, proszę, wyjaśnij przyjaciołom, na co pozwolisz.

— Chyba nie mam innego wyboru.

— Nie, jeśli chcesz, by proces posuwał się dalej.

Clavain podrapał się w czoło. Było blade od szronu, brwi miał czysto białe jak sierść gronostaja.

— Od chwili, gdy wszedłem do tego pomieszczenia, Skade próbuje sforsować moje barykady neuralne. Zapuszcza algorytmy atakujące moje standardowe warstwy i zapory ochronne, próbuje opanować głębsze struktury sterujące. Wierzcie mi na słowo, jest w tym bardzo dobra. Jedynym utrudnieniem jest przestarzałość moich implantów. Dla niej to jest jak hakowanie mechanicznego kalkulatora. Jej metody są zbyt zaawansowane jak na to pole bitwy.

— Więc co? — Khouri zmrużyła oczy, jakby nie dostrzegała czegoś oczywistego.

— Jeśli zdołałaby spenetrować te warstwy, mogłaby usunąć blokady bólu, które akurat zainstalowałem — wyjaśnił Clavain. — Mogłaby je otwierać jedną po drugiej, jak zawory wypuszczające wodę w tamie, pozwalając bólowi przez nie przepłynąć.

— Ale ona nie może się do nich dostać? — spytał Scorpio.

— Nie, chyba że jej pozwolę, zaproszę ją do środka i dam jej całkowitą kontrolę.

— Ale nie zamierzasz tego zrobić?

— Oczywiście, że nie, chyba że zażąda.

— Skade, proszę — powiedziała Khouri.

— Opuść te blokady — rzekła Skade, ignorując kobietę. — Opuść je i wpuść mnie. Jeśli tego nie zrobisz, umowa jest nieważna. Aura umrze natychmiast.

Clavain zamknął oczy na chwilę o ułamek sekundy dłuższą niż mrugnięcie. Była to tylko chwila, ale Clavaina zdążył wydać wiele złożonych, rzadko wykorzystywanych neuralnych poleceń sterujących, uchylających standardowe stany zabezpieczające, prawdopodobnie zamrożonych od dziesięcioleci.

Otworzył oczy.

— Zrobione — powiedział. — Masz nad nimi kontrolę.

— Upewnijmy się, dobrze?

Clavain wydał ostry dźwięk, ni to jęk, ni skomlenie. Złapał się za zabandażowany kikut lewej dłoni, szczęka mu zesztywniała. Scorpio zobaczył, że ścięgna szyi naprężają się jak linki namiotowe.

— Masz kontrolę — powtórzył z zaciśniętymi zębami.

— Jestem teraz podłączona — oświadczyła Skade widzom. — Nie może mnie wyrzucić ani zablokować moich poleceń.

— Przejdźmy przez to — polecił Clavain.

Znowu na jego twarzy pojawiło się odprężenie, jakby zmieniło się oświetlenie w pejzażu. Scorpio zrozumiał: jeśli Skade zamierzała torturować Clavaina, nie chciała, by jej starannie zsynchronizowane wysiłki zniszczyło zewnętrzne źródło bólu. Zwłaszcza przez nią niezaplanowane.

Skade sięgnęła do swego brzucha obydwiema dłońmi. Wcześniej w jej pancerzu nie widać było żadnego szwu, ale obecnie zakrzywiona biała płyta, która zakrywała trzewia, oddzieliła się od reszty skafandra. Skade położyła ją obok siebie, a potem umieściła dłonie po bokach. Tam, gdzie otworzył się pancerz, pod siateczką wewnętrznej warstwy skafandra próżniowego poruszało się miękkie wybrzuszenie.

— Jesteśmy gotowi — powiedziała.

Jaccottet przysunął się do niej i uklęknął. Dłoń położył na wzgórku nadtopionego lodu pokrywającego dolną połowę ciała Skade. Czarna skrzynka z białymi instrumentami chirurgicznymi stała rozłożona u jego boku.

— Świnio, weź skalpel z dolnej palety — rozkazała. — To na razie wystarczy.

Scorpio szturchnął raciczką szczelnie zapakowany instrument. Khouri wzięła go i umieściła delikatnie w kończynie Scorpia.

— Proszę po raz ostatni — powiedział. — Nie zmuszaj mnie do tego.

Clavain usiadł obok niego ze skrzyżowanymi nogami.

— W porządku, Scorp. Po prostu rób to, co mówi. Mam w rękawie kilka sztuczek, o których ona nie wie. Wbrew temu, co jej się wydaje, nie jest zdolna blokować wszystkich moich poleceń.

— Mów takie rzeczy, jeśli sądzisz, że to mu ułatwi zadanie — skomentowała Skade.

— Nigdy mnie nie oszukał — powiedział Scorpio. — Nie podejrzewam, żeby teraz kłamał.

Niewinne małe narzędzie chirurgiczne leżało w jego dłoni, absurdalnie lekkie. W samym przedmiocie nie czaiło się zło, ale w tej chwili ogniskował wszelkie niesprecyzowane zło wszechświata. Nieskalana biel instrumentu stanowiła część tej niegodziwości. W dłoni Scorpia był przedmiot, od którego niesamowicie wiele zależało. Trzymał ten instrument w sposób niezaplanowany przez konstruktorów. A jednak mógł nim manipulować dostatecznie sprawnie, by wyrządzić szkodę. Przypuszczał, że Clavainowi było w gruncie rzeczy wszystko jedno, czy umiejętnie wykona to zadanie. Pewien brak precyzji mógł mu nawet pomóc, stępiając rozpalone do białości ostrze bólu.

— Jak mam siedzieć? — spytał Clavain.

— Połóż się — odparła Skade. — Na wznak. Z rękami po bokach. Clavain ułożył się.

— Coś jeszcze?

— To zależy od ciebie. Jeśli masz coś do powiedzenia, teraz jest właściwy moment. Za chwilę możesz mieć z tym trudności.

— Tylko jedno — oznajmił Clavain.

Scorpio przysunął się bliżej. Nadchodził czas wykonania okropnego zadania.

— O co chodzi, Nevil?

— Kiedy to się skończy, od razu zabierz Aurę w bezpieczne miejsce. Tylko na tym naprawdę mi zależy. — Przerwał, oblizując wargi otoczone delikatnym zarostem połyskującym mgiełką pięk nych białych kryształów. — Ale jeśli starczy czasu i nie sprawi ci to trudności, prosiłbym cię o pochowanie mnie w morzu.

— Gdzie? — spytał Scorpio.

— Tutaj — odparł Clavain. — Najszybciej jak się da. Żadnych ceremonii. Morze dokona reszty.

Nie było oznak, że Skade go usłyszała albo że ją to obchodziło.

— Zacznijmy-powiedziała do Jaccotteta. — Postępuj dokładnie tak, jak mówię. Khouri?

— Tak? — spytała kobieta.

— Naprawdę nie musisz tego oglądać.

— To moja córka — oświadczyła. — Pozostanę na miejscu, póki jej znów nie dostanę.

Potem odwróciła się do Clavaina i Scorpio poczuł, że istnieje między nimi szeroka magistrala prywatnej łączności. Może to coś więcej niż tylko imaginacja? Przecież teraz obydwoje byli Hybrydowcami.

— Wszystko w porządku — powiedział głośno Clavain. Khouri uklękła i pocałowała go w czoło.

— Chcę tylko powiedzieć: dziękuję.

Z tyłu za nią dłoń Skade poruszyła się znów nad holoklawiaturą.

* * *

Na zewnątrz góry lodowej, na rozpościerających się obrzeżach bieli, Urton spojrzała na Vaska tak, jak nauczyciel patrzy na wagarujące dziecko.

— Nie śpieszyłeś się — powiedziała.

Vasko padł na kolana. Nagle bez ostrzeżenia zaczął wymiotować. Potem miał poczucie wyeksploatowania, wydrążenia. Urton uklękła obok na lodzie.

— O co chodzi? Co się dzieje? — spytała niecierpliwie.

Nie mógł mówić. Wytarł z podbródka plamę wymiocin. Oczy go piekły. Czuł się zawstydzony i jednocześnie wyzwolony, jakby ten straszny dowód emocjonalnej słabości dał mu również nieoczekiwaną siłę. W tym momencie, kiedy czuł, że usunięto z niego sam rdzeń jestestwa, wiedział, że wykonał krok w świat dorosłych, który Urton i Jaccottet uważali tylko za swój.