Выбрать главу

— Taksówka! — zawołał głośno Silipan.

— Słucham pana?

— Jak najszybciej do Hammerfest. — Normalnie musieliby podać najpierw kody dostępu i cel podróży — najwyraźniej jednak automatyka rozpoznała głos i ton Truda.

— Tak jest. — Taksówka ruszyła gwałtownie z prędkością równą niemal jednej dziesiątej grawitacji. Silipan i jego towarzysze przypięli się do swych miejsc.

— Wpakowałem się w niezłe kłopoty. Reynolt powie, że byłem nieobecny na posterunku.

— A nie było tak? — Trinli siedział obok Silipana.

— Oczywiście, ale to nie powinno mieć znaczenia. Do diabła, jeden opiekun powinien wystarczyć dla całej tej bandy tłumaczy. Ale teraz wszystko spadnie na mnie.

— Czy Trixii coś się stało?

— Dlaczego Bonsol to zrobiła? — spytał Trinli.

— Nie mam pojęcia. Wiesz, że oni się kłócą i biją, szczególnie jeśli są specjalistami w tej samej dziedzinie. Ale to przyszło znikąd. — Silipan umilkł raptownie. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swój wyświetlacz.

Wreszcie oświadczył: — Wszystko będzie w porządku, wszystko będzie w porządku. Założę się, że dostawali jeszcze jakiś sygnał z dołu. Wiecie, włączony mikrofon, błąd inżyniera dźwięku. Może Underhill uderzył tego drugiego Pająka. Wtedy zachowanie Bonsol byłoby po prostu „odpowiednim przekładem”… Cholera!

Tym razem Silipan naprawdę się zaniepokoił, głośno rozważał różne możliwości i wyjaśnienia. Trinli zachowywał się tak, jakby w ogóle tego nie zauważył. Uśmiechnął się szeroko i poklepał Emergenta po ramieniu.

— Nie przejmuj się. Wiesz, że Qiwi Lisolet też ma w tym udział. To znaczy, że grupmistrz Nau też chce szerzej wykorzystywać fiksatów. Powiemy, że byłeś w kwaterach, bo musiałeś mi pomóc przy realizacji.

Taksówka zakręciła ostro, podchodząc do lądowania. Skały i Arachna przesunęły się po niebie.

Dwadzieścia pięć

Nie widzieli wielebnej Pedure, wychodząc z gmachu radia. Tata był trochę przybity, uśmiechał się jednak i śmiał, kiedy dzieciaki mówiły mu, jak bardzo podobało im się jego wystąpienie. Nie zbeształ nawet Gokny za Dziesiątkę. W drodze powrotnej do Domu na Wzgórzu Brent siedział z przodu, obok taty.

Gokna i Victory nie rozmawiały zbyt wiele w samochodzie. Obie wiedziały, że wszyscy się oszukują.

Kiedy wrócili do domu, do kolacji zostały jeszcze dwie godziny. Służba kuchenna twierdziła, że generał Smith wróciła już z Dowództwa Lądowego i że powinna być na kolacji. Gokna i Viki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Ciekawe, co mama powie tacie. Oczywiście nie zrobi tego przy wszystkich. Emm. Więc co zrobimy z resztą popołudnia? Siostry rozdzieliły się, penetrując samodzielnie spiralne korytarze Domu na Wzgórzu. Znały je na pamięć, wiedziały też, że część pomieszczeń — całkiem spora część — pozostaje zawsze zamknięta. Niektóre były tak pilnie strzeżone, że nigdy nie udało im się ukraść do nich kluczy. Generał miała tam swoje biura, choć najważniejsze rzeczy znajdowały się w Dowództwie Lądowym.

Viki zajrzała do gabinetu taty na parterze i do kafejki techników, nie zatrzymała się tam jednak długo. Przekonywała Goknę, że tata nie będzie się ukrywał, ale teraz uświadomiła sobie, że nie znaczy to jeszcze, iż łatwo go będzie znaleźć. Odwiedzała więc kolejne laboratoria, znajdując w nich typowe objawy jego bytności, studentów w różnych fazach zamyślenia i nagłego, zaskakującego olśnienia. (Studenci nazywali to „zaślepieniem Underhilla”; jeśli człowiek odchodził zamyślony i zaintrygowany, to tata prawdopodobnie powiedział mu coś wartościowego. Jeśli doznawał nagłego olśnienia, to prawdopodobnie tata oszukał jego i siebie jakimiś fałszywymi wnioskami).

Nowe laboratorium sygnałowe znajdowało się na samym szczycie domu, pod dachem najeżonym eksperymentalnymi antenami. Viki natknęła się na Jayberta Landersa, który właśnie stamtąd wracał. Kober nie przejawiał żadnych oznak „zaślepienia Underhilla”. Niedobrze.

— Cześć, Jaybert. Widziałeś moich…

— Tak, oboje są w laboratorium — odparł, wskazując ręką za siebie.

Aha! Viki nie ruszyła jednak od razu w tamtą stronę. Jeśli generał już tam była, to może uda jej się wcześniej zdobyć jakieś cenne informacje.

— Więc co się dzieje, Jaybert?

Oczywiście, Jaybert był przekonany, że Viki pyta o jego pracę.

— Fatalna sprawa. Założyłem dziś rano nową antenę na łącze z Do wództwem Lądowym. Najpierw wszystko ładnie się zestroiło, ale potem pojawiły się te piętnastosekundowe fragmenty, jakby na linii optycznej były dwie stacje. Chciałem spytać twojego ojca… — Viki szła z nim w dół schodów, przytakując jakimś niezrozumiałym uwagom o stopniach wzmoc nienia i kłopotach z zestrojeniem. Jaybert na pewno bardzo się ucieszył, że tak szybko udało mu się zdobyć zainteresowanie taty, ale Underhill musiał ucieszyć się jeszcze bardziej, miał bowiem wymówkę, by zaszyć się w laboratorium sygnałowym. A wtedy pojawiła się mama…

Viki zostawiła Jayberta przy jego gabinecie, sama zaś wspięła się na schody, tym razem podchodząc do bocznego wejścia laboratorium. Na końcu korytarza widniała jasna kolumna światła. Ha! Drzwi były uchylone.

Viki słyszała głos mamy. Podkradła się ostrożnie do drzwi.

— …po prostu nie rozumiem tego, Sherkaner. Jesteś bardzo inteli gentnym człowiekiem. Jak mogłeś zachować się jak ostatni idiota?

Victory Junior zawahała się na moment, omal nie wycofała się z ciemnego korytarza. Nigdy jeszcze nie słyszała mamy tak rozgniewanej. To…

bolało. Z drugiej strony, Gokna dałaby wszystko, by usłyszeć jej relację, yiki przesunęła się odrobinę do przodu, przechyliła głowę, by zajrzeć do wnętrza pokoju. Laboratorium wyglądało niemal dokładnie tak, jak je zapamiętała, pełne oscyloskopów i nagrywarek. Z kilku urządzeń Jayberta zdjęto obudowy, najwyraźniej jednak mama pojawiła się w laboratorium, nim tata i jego uczeń zdążyli przystąpić do jakichś poważniejszych prac.

Mama stała przed tatą, zasłaniając mu widok na drzwi.

— …naprawdę było tak aż tak źle? — mówił tata.

-Tak!

Sherkaner Underhill jakby skulił się pod twardym spojrzeniem generał.

— Nie wiem. Dałem się podejść. Ta uwaga o małym Brencie. Wiedzia łem, że powinienem się tego spodziewać. Rozmawialiśmy o tym wcześniej.

Rozmawiałem o tym nawet z Brentem. I mimo wszystko straciłem głowę.

Mama machnęła ręką, zbywając tę uwagę.

— To nie był wcale największy problem, Sherk. Zareagowałeś właściwie, jak zachowałby się każdy kochający ojciec. A kilka minut później dałeś się zwieść…

— Prócz astronomii mówiłem tylko o rzeczach, które i tak mieliśmy zamieścić w audycji w przyszłym roku.

— Ale powiedziałeś o wszystkich naraz!

— …wiem. Pedure zachowywała się jak inteligentna, szczerze zaciekawiona osoba. Jak Hrunk albo ludzie z Domu na Wzgórzu. Zadała kilka interesujących pytań, a mnie poniosło. Ale wiesz co? Nawet teraz, w gruncie rzeczy ta Pedure jest bystra i elastyczna. Myślę, że gdybym miał dość czasu, mógłbym ją przekonać.

Generał roześmiała się ponuro.

— Boże w Głębiach, jakiż z ciebie głupiec! Sherk… — Mama wyciągnę ła rękę i delikatnie dotknęła taty. — Przepraszam. Zabawne, ale nie złosz czę się tak nawet na swoich podwładnych.

Tata przemówił do niej łagodnym tonem, jakim zwracał się do Rhapsy czy Małego Hrunka.