— Wiesz, dlaczego tak jest, kochanie. Kochasz mnie równie mocno jak siebie samą. I wiem, że też bardzo się martwisz.
— Tylko w środku, cicho i w środku. — Milczeli przez chwilę, a Viki pożałowała, że jednak nie zdecydowała się wcześniej wycofać. Kiedy jednak mama znów przemówiła, jej głos był całkiem normalny. — Oboje to popsuliśmy. — Otworzyła swoją walizkę podróżną i wyjęła jakieś papiery. — W następnych latach „Dziecięca godzina nauki” miała przedstawić możliwości i zalety życia Ciemności. Wiedzieliśmy, że musimy się liczyć z konsekwencjami militarnymi, nie przypuszczaliśmy jednak, że nastąpi to tak szybko.
— Konsekwencje militarne?
— Na pewno z pogorszeniem sytuacji politycznej. Wiesz, że ta Pedure jest z Tiefstadtu.
— Jasne. Trudno nie rozpoznać jej akcentu.
— Dobrze się skrywa, po części dlatego, że to prawda. Wielebna Pedure jest klerykiem w Kościele Ciemności. Ale jest także agentem wywiadu Akcji Bożej.
— Kindred.
— Zgadza się. Od końca wojny mieliśmy dobre układy z Tieferami, ale Kindred zaczyna to zmieniać. Mają już pod kontrolą kilka mniejszych stanów. Są legalnym odłamem Kościoła, ale…
Daleko, w głębi korytarza ktoś zapalił światło. Mama podniosła rękę i zamarła w bezruchu. Oj. Może nie zauważyła drobnej sylwetki. Nie ruszając się z miejsca, Smith wyciągnęła długą rękę w stronę Viki.
— Junior! Zamknij drzwi i wracaj do swojego pokoju.
— Tak, mamo — odparła Victory potulnie.
Kiedy zamykała drzwi, słyszała jeszcze ostatnie słowa mamy:
— Cholera. Wydaję pięćdziesiąt milionów rocznie na systemy bezpie czeństwa, a daję się podejść własnej córce…
W klinice w Hammerfest w tej chwili panował straszny tłok. Podczas poprzednich wizyt Phama był tutaj tylko Trud, czasami jeszcze jakiś inny technik i jeden lub dwóch „pacjentów”. Dzisiaj — cóż, większe zamieszanie mógłby wywołać tylko granat ręczny wrzucony między fiksatów, choć różnica nie byłaby zbyt wielka. Obie jednostki MRI były zajęte. Jeden z opiekunów przygotowywał Xopi Reung do badania; kobieta jęczała, próbowała mu się wyrwać. W kącie siedział związany Dietr Li — fizyk? — i mamrotał coś do siebie.
Reynolt wisiała głową w dół, zaczepiona czubkiem stopy u uchwyt na suficie, miała więc dobry widok na MRI, a nie przeszkadzała przy tym technikom. Nie odwróciła głowy, kiedy weszli do środka.
— Dobrze, indukcja zakończona. Zwiążcie jej ręce. — Technik wysunął swego pacjenta na środek pokoju. Była to Trixia Bonsol; rozglądała się dokoła, najwyraźniej nikogo nie rozpoznając, po czym nagle wybuchnęła płaczem.
— Zdefiksowaliście ją! — krzyknął Vinh, przepychając się obok Truda i Trinlego. Pham zaczepił but w ścianie i pochwycił go, wykonując wszystko jednym płynnym ruchem. Vinh zakręcił się w miejscu i uderzył o ścianę.
Reynolt spojrzała w jego stronę.
— Milcz albo wyjdź — powiedziała. Potem zwróciła się do Bila Phuonga. — Proszę wprowadzić doktor Reung. Chcę… — Pozostała część wypo wiedzi stanowiła żargon naukowy, którego nie rozumiał nawet Pham. Nor malny biurokrata wyrzuciłby ich na zewnątrz. Annę Reynolt wcale to nie obchodziło, dopóki nie wchodzili jej w drogę.
Silipan powrócił do Phama i Vinha. Wydawał się przybity i posępny.
— Tak, zamknij się Vinh. — Spojrzał na wyświetlacz MRI. — Bonsol na dal jest zafiksowana. Przytłumiliśmy tylko trochę jej zdolności lingwi styczne. Łatwiej będzie nad nią zapanować. — Zerknął niepewnie na Bon sol. Kobieta zgięła się wpół na tyle, na ile pozwoliły jej więzy. Nadal szlo chała rozpaczliwie.
Vinh próbował przez chwilę wyrwać się z uchwytu Phama, potem znieruchomiał, a jego ciałem wstrząsały tylko ledwie wyczuwalne dreszcze.
Przez sekundę wydawało się, że zacznie histerycznie krzyczeć. W końcu jednak odwrócił tylko głowę od Bonsol i mocno zacisnął powieki.
W pokoju rozległ się donośny głos Tomasa Nau.
— Annę? Straciłem trzy nici analityczne, odkąd zaczął się ten prze stój. Nie wiesz, czy…
Reynolt odpowiedziała mu niemal takim samym tonem, jakim zwracała się doVinha.
— Daj mi Ksekundę. Mam tu co najmniej pięć przypadków ucieczki wirusa…
— Boże… informuj mnie o wszystkim, Annę.
Reynolt rozmawiała już z kimś innym.
— Horn! Co się dzieje z doktorem Li?
— Zachowuje się racjonalnie, słuchałem go. Coś musiało się wyda rzyć podczas audycji i…
Reynolt przepłynęła przez pokój do Li, omijając jakoś wszystkich techników, fiksatów i urządzenia.
— To dziwne. Fizycy nie powinni otrzymywać bezpośredniego prze kazu audycji.
Technik postukał w kartę przypiętą do bluzki Li.
— Z jego logu wynika, że słyszał tłumaczenie.
Pham zauważył, że Silipan przełknął ciężko. Czyżby to on był temu winny? Do diabła. Jeśli odsuną go od tej pracy, Pham straci kontakt z centrum fiksacji.
Reynolt jednak nadal nie dostrzegała swego technika. Pochyliła się nisko nad doktorem Li, słuchała przez chwilę jego mamrotania.
— Masz rację. Utknął na tym, co Pająki mówiły o OnOff. W jego przy padku to nie jest ucieczka wirusa. Obserwujcie go uważnie i dajcie mi znać, kiedy zacznie się zapętlać.
Rozległy się kolejne głosy ze ścian, głosy fiksatów:
— …Laboratorium na Strychu w dwudziestu procentach niesprawne…
prawdopodobna przyczyna: międzyspecjalistyczne reakcje na strumień audio ID2738 „Dziecięca godzina nauki”… Niestabilności nie zostały jeszcze wytłumione…
— Słyszę was, Strych. Przygotujcie się do szybkiego zamknięcia. — Reynolt wróciła do Trixii Bonsol. Patrzyła przez chwilę na płaczącą kobietę, a jej spojrzenie wyrażało jednocześnie ogromne zainteresowanie i nieludzką obojętność. Odwróciła się nagle i odszukała wzrokiem Truda Silipana. — Ty! Chodź tutaj.
Trud natychmiast ruszył w stronę swej szefowej.
— Tak, proszę pani! — Choć raz w jego głosie nie krył się choćby cień pogardy czy ironii. Reynolt oczywiście nie znała takiego pojęcia jak ze msta, lecz jej werdykty stanowiły wytyczne dla Brughla i Naua. — Spraw dzałem efektywność tłumaczeń, proszę pani, jak dobrze rozumieją je oso by postronne — czyli klienci saloniku Benny’ego.
Reynolt nie słuchała jego tłumaczeń.
— Sprowadź drugi zespół. Chcę sprawdzić log doktor Bonsol. — Pochy liła się niżej nad Trixią i przyjrzała jej badawczo. Kobieta przestała już płakać. Jej ciałem wstrząsały spazmatyczne drgawki. — Nie wiem, czy uda nam się ją uratować.
Ezr Vinh poruszył się w uścisku Phama, przez moment znów wydawało się, że zacznie krzyczeć. Potem spojrzał dziwnie na Phama i uspokoił się.
Pham rozluźnił uścisk i poklepał go łagodnie po ramieniu.
Obaj patrzyli w milczeniu na to, co działo się w pokoju. Wprowadzano i wyprowadzano kolejnych „pacjentów”. Zdolności kilku z nich zostały sztucznie przytłumione, jak w przypadku Trixii. Po odłączeniu od MRI Xopi Reung zachowywała się podobnie jak ona. Przez kilka ostatnich wacht Pham miał mnóstwo okazji, by obserwować Silipana przy pracy i wyciągać od niego różne pożyteczne informacje. Udało mu się nawet zajrzeć do początkowego rozdziału podręcznika dotyczącego fiksacji. Dziś po raz pierwszy mógł zobaczyć, jak pracuje Reynolt i inni technicy.
Wydarzyło się tutaj coś naprawdę groźnego. Ucieczka wirusa. Zmagając się z tym problemem, Reynolt była bliższa prawdziwych ludzkich emocji niż kiedykolwiek w obecności Phama. Niektóre części zagadki zostały rozwiązane niemal natychmiast. Pytanie zadane przez Truda na początku debaty rozpoczęło poszukiwania wśród różnych specjalności. Dlatego tak wielu twardogłowych słuchało tłumaczenia na żywo. Ich analizy rozwijały się normalnie przez kilkaset sekund, kiedy jednak przekazano wyniki, doszło do przepięcia w komunikacji pomiędzy tłumaczami. Zazwyczaj służyła ona wzajemnej konsultacji, zestrajania słów, które wypowiadali głośno. Tym razem były to jakieś chaotyczne bzdury. Najpierw Trijria, a potem pozostali tłumacze zaczęli dryfować, chemia ich mózgu wskazywała na niekontrolowany wyciek wirusa. Do poważnych zniszczeń już doszło, nim Trbria zaatakowała Xopi Reung, to wydarzenie oznaczało jednak początek masowej ucieczki pleśni. Każda wiadomość przekazywana w sieci fiksatów wywoływała lawinę podobnych wycieków. Nim technicy w pełni zdali sobie sprawę z powagi sytuacji, około dwudziestu procent fiksatów zostało już dotkniętych ucieczką, w ich mózgach doszło do niekontrolowanego rozrostu wirusa, który zalewał je psychoaktywnymi i toksycznymi substancjami.