Выбрать главу

Pochwyciła ją mocniej, rozdzierając tkaninę czubkami rąk. Była taka cienka! Powoli, ostrożnie wciągnęła flagę z powrotem, przywiązując jej końce w czterech różnych miejscach. Tkanina rozwinęła się na całej długości, kolorowy kwadrat trzepotał na wietrze, czasami przywierał do okna albo opadał na ścianę poza zasięgiem jej wzroku.

Ostatnie spojrzenie na wolność; tam gdzie zachmurzone niebo spotykało się z ziemią, miasto ginęło w mroku. Viki widziała jednak dość dużo, by określić swoje położenie. Odszukała też pewne wzgórze, nie tak wysokie jak inne, lecz ze spiralnym układem ulic i budynków. Dom na Wzgórzu!

Widziała stąd dom!

Viki zjechała na dół, ogromnie rozradowana. Mogli jeszcze wygrać!

Wraz z pozostałymi ściągnęła błyszczącą nić i ukryła ją w kurtce Brenta.

Siedzieli razem w gęstniejącym mroku, zastanawiając się, kiedy przyjdą porywacze i co się wówczas stanie. Na zewnątrz zrobiło się prawie całkiem ciemno, zaczął też padać deszcz. Odgłos tkaniny trzepoczącej na wietrze nadal jednak przynosił im pocieszenie.

Gdzieś po północy porywisty wiatr zerwał flagę i poniósł ją w ciemność.

Trzydzieści

Prawo składania petycji do grupmistrza było wygodnym zwyczajem.

Opierało się nawet na jakimś historycznym fakcie, choć Tomas Nau był pewien, że wiele lat temu, w Czasach Plagi, spełniano jedynie prośby o znaczeniu propagandowym. W czasach bardziej mu współczesnych manipulowanie petycjami stanowiło jeden z ulubionych środków sprawowania władzy; jego wuj Alan utrzymywał w ten sposób popularność i osłabiał nieprzyjazne mu frakcje.

Był to bardzo inteligentny zabieg, choć należało się wystrzegać błędu, który popełnił wuj Alan, i nie dopuszczać do siebie zabójców podających się za petentów. W ciągu dwudziestu czterech lat, jakie minęły od ich przybycia do OnOff, Tomas Nau spełnił ponad dziesięć takich oficjalnych próśb. Dzisiejsza po raz pierwszy opatrzona była klauzulą „pilne”.

Nau spojrzał przez stół na piątkę petentów. Poprawka; przedstawicieli petentów. Mieli za sobą poparcie ponad stu innych osób, i to zebrane w ciągu zaledwie ośmiu Ksekund. Nau uśmiechnął się i zaprosił ich gestem do zajęcia miejsc.

— Zarządco pilotów Xin. Zdaje się, że pan jest tutaj najstarszy rangą.

Proszę wyjaśnić mi, na czym polega wasza prośba.

— Tak, grupmistrzu. — Xin zerknął na swą dziewczynę, Ritę Liao. Oboje pochodzili ze świata Emergentów, z rodzin, które wspierały fiksatów i grupmistrzów od ponad trzystu lat. Tak wyglądali typowi przedstawiciele wyższych warstw Emergentów, a kierowanie nimi nie powinno sprawiać mu żadnych trudności. Lecz tutaj, w odległości dwudziestu lat świetlnych od domu, nic nie było łatwe. Xin milczał jeszcze przez sekundę. Zerknął ukradkiem na Kala Omo. Omo odpowiedział mu lodowato zimnym spojrzeniem, a Nau pożałował nagle, że nie wypytał wcześniej grupsierżanta o tę sprawę. Brughel pozostawał obecnie w uśpieniu, gdyby więc musiał odmówić prośbie Xina, nie miałby na kogo zrzucić winy.

— Jak pan wie, grupmistrzu, wielu z nas pracuje przy analizie materiałów z Arachny. Wielu z nas też interesują Pająki, które obserwujemy…

Nau uśmiechnął się doń łagodnie.

— Wiem. Przesiadujecie u Benny’ego i słuchacie tłumaczeń.

— Tak. Lubimy „Dziecięcą godzinę” i tłumaczenia niektórych opowieści. Bardzo nam pomagają w analizie. I… — Xin zamilkł na moment, 3odbiegając gdzieś myślami. — Sam nie wiem… Pająki mają tam na dole cały świat, nawet jeśli nie są ludźmi. W porównaniu z nami wydają się czasami bardziej… — Rzeczywiste, dokończył w myślach Nau. — To znaczy… bardzo polubiliśmy niektóre z dzieci Pająków.

Zgodnie z planem. Tłumaczenia na żywo były teraz mocno buforowane. Nigdy nie odkryli, co właściwie spowodowało ucieczkę wirusa ani nawet, czy było to jakoś związane z przedstawieniem na żywo. Annę uważała, że ryzyko nie jest większe niż przy innych operacjach, które obecnie prowadzili. Nau sięgnął na prawo, delikatnie dotknął dłoni Qiwi. Qiwi odpowiedziała mu uśmiechem. Dzieci Pająków były bardzo ważne. Nigdy by tego nie zrozumiał, gdyby nie Qiwi Lisolet. Qiwi bardzo mu się przydawała. Obserwując ją, rozmawiając z nią, oszukując ją, uczył się wielu rzeczy. Ze względu na ograniczone środki nie mogli pozwolić sobie na dzieci, musieli jednak dać ludziom jakąś namiastkę. Qiwi, jej plany i jej marzenia pokazały mu, jak może to zrobić.

— Wszyscy lubimy te kobliki, zarządco pilotów. Czy wasza petycja ma coś wspólnego z porwaniem?

— Tak. Od porwania minęło już siedemdziesiąt Ksekund. Pająki z Akord wykorzystują swój najlepszy sprzęt i ludzi intensywniej niż kiedykolwiek. Oni nie mają na razie żadnych rezultatów, ale nasi twardogłowi sporo się z tego dowiedzieli. Łącza mikrofalowe Akord pełne są przejętych wiadomości Kindred. Większość szyfrów Kindred to szyfry algorytmiczne.

Akord nie może sobie z tym poradzić, ale my rozszyfrowujemy je bez trudu. Przez ostatnie czterdzieści Ksekund korzystaliśmy z pomocy naszych tłumaczy i analityków. Myślę, że wiemy już, gdzie przetrzymywane są dzieci. Pięciu analityków potwierdziło, że…

— Pięciu analityków, trzech tłumaczy i część sprzętu szpiegowskiego na „Niewidzialnej ręce” — przerwała mu Reynolt twardo. — W dodatku zarządca Xin używał prawie jednej trzeciej sprzętu wspierającego.

Orno przyłączył się do niej — Nau chyba po raz pierwszy widział, by Reynolt i szef bezpieczeństwa mówili tak zgodnym głosem.

— Co więcej, nie byłoby to możliwe, gdyby zarządca pilotów i kilku innych uprzywilejowanych zarządców nie wykorzystali kodów zasobów specjalnych. — Sierżant Orno zwrócił się do petentów. Ci skurczyli się pod jego spojrzeniem, Emergenci wystraszeni bardziej niż Queng Ho. Wykorzystanie zasobów społeczności. Najcięższy grzech. Nau uśmiechnął się w du chu. Brughel przeraziłby ich jeszcze bardziej, ale i Omo nieźle sobie ra dził.

Nau podniósł rękę, a w pokoju zapadła absolutna cisza.

— Rozumiem, grupsierżancie. Chcę, by sporządził pan razem z dyrek tor Reynolt raport, w którym określicie szkody, jakie mogłyby wyniknąć z tej… — nie, nie użyje tych słów — …aktywności. — Milczał jeszcze przez chwilę, przybierając minę sprawiedliwego człowieka, którym targa we wnętrzny konflikt, który próbuje pogodzić pragnienia poszczególnych ludzi z potrzebami społeczności. Czuł, jak Qiwi ściska jego rękę. — Zarządco pilotów, rozumie pan, że nie możemy się jeszcze odsłonić? Xin wyglądał na kompletnie zastraszonego.

— Tak, grupmistrzu.

— Pan powinien wiedzieć najlepiej, w jak trudnej znajdujemy się sytuacji. Po bitwie brakowało nam fiksacji i personelu. Nasze zasoby ludzkie skurczyły się jeszcze bardziej po ucieczce wirusa kilka wacht temu. Nie mamy dobrego sprzętu, dobrej broni ani wewnątrzsystemowego transportu.

Być może potrafilibyśmy zastraszyć jedną frakcję Pająków lub sprzymierzyć się z inną, ale podjęlibyśmy wtedy ogromne ryzyko. Musimy kierować się tą samą strategią, którą przyjęliśmy po masakrze Diema, i czekać w ukryciu. Zaledwie za kilka lat ten świat wkroczy w Erę Informacji. W końcu zainstalujemy ludzką automatykę w sieci Pająków.

Wreszcie doczekamy się cywilizacji, która pomoże odbudować nasze statki i którą będziemy mogli bezpiecznie kierować. Do tej pory… do tej pory nie możemy podejmować żadnych bezpośrednich działań.