Nau spojrzał kolejno na wszystkich petentów: Xin, Liao, Fong. Trinli siedział w pewnym oddaleniu, jakby chciał zaznaczyć, że próbował odwieść pozostałych od tego pomysłu. Ezr Vinh pozostawał obecnie w uśpieniu, inaczej z pewnością by tu był. Wszyscy ci ludzie według standardów Ritsera Brughla byli wywrotowcami. Z każdą wachtą ta grupka coraz bardziej naruszała normy społeczności Emergentów. Częściowo stanowiło to wynik trudnych warunków i okoliczności, częściowo asymilacji z Queng Ho. Nawet pokonani Handlarze zarażali innych swymi chorymi ideami. Tak, według cywilizowanych standardów ci ludzie byli wywrotowcami — lecz to właśnie oni, wraz z Qiwi, utrzymywali tę misję w stanie równowagi.
Przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał. Z oczu Rity Liao ciekły łzy.
Mikroskopijna grawitacja Hammerf est była zbyt słaba, by utrzymać je na policzkach. Jau Xin zwiesił pokornie głowę.
— Rozumiem, grupmistrzu. Wycofujemy petycję.
Nau skinął łaskawie głową. Nie zamierzał nikogo karać, to zepsułoby wizerunek wspaniałomyślnego władcy.
Wtedy Qiwi poklepała go po dłoni. Uśmiechała się!
— A może wykorzystamy tę sytuację na próbę. To prawda, nie może my się ujawnić, ale spójrz tylko na to, co zrobił Jau. Po raz pierwszy na prawdę w pełni używamy systemu komunikacyjnego i informatycznego Pająków. Minie jeszcze wiele lat, nim ich automatyka osiągnie poziom Ery Informacji, ale eksploatują komputery nawet intensywniej niż ludzie w czasie Epoki Świtu. Skoro tłumacze Annę i tak mają kiedyś wprowa dzać informacje do ich systemu, to dlaczego nie zacząć teraz? Z każdym rokiem powinniśmy przeprowadzać coraz więcej prób, coraz więcej eks perymentów.
W oczach Xina pojawiła się nadzieja, nadal jednak zachowywał ostrożność.
— Ale czy ich technika jest wystarczająco zaawansowana? Te stwo rzenia dopiero co wystrzeliły w kosmos pierwszego satelitę. Nie mają przenikliwych sieci lokalizatorów — nie mają żadnych sieci lokalizatorów.
Prócz tego żałosnego połączenia Princeton z Dowództwem Lądowym nie mają też sieci komputerowej. Jak możemy wprowadzić informacje do ich systemu?
Właśnie, jak?
Qiwi jednak nadal się uśmiechała. Wyglądała teraz tak młodo, niemal jak podczas pierwszych lat, kiedy z nim była.
— Powiedziałeś, że Akord przechwycił wiadomości Kindred związane z porwaniem?
— Tak. Tylko dzięki temu wiemy, co się tam dzieje. Ale wywiad Akord nie może złamać szyfru Kindred.
— A próbują to zrobić?
— Oczywiście. Kilka ich największych komputerów, wielkich jak domy, pracuje razem poprzez łącze mikrofalowe między Princeton i Dowództwem Lądowym. Miną miliony lat, nim trafią na właściwy klucz do szyfru… Och… — Xin otworzył szerzej oczy. — Możemy to zrobić niepostrzeżenie? Nau zrozumiał plan Qiwi niemal w tej samej chwili. Rzucił pytanie w powietrze:
— Jak Pająki generują klucze testowe?
Po sekundzie odpowiedział mu głos fiksata:
— Pseudolosowa ścieżka zmodyfikowana przez to, co ich matematy cy wiedzą o algorytmach Kindred.
Qiwi czytała coś na swoim wyświetlaczu.
— Najwyraźniej Akord eksperymentuje z obliczeniami rozłożonymi w sieci. To śmieszne, bo w całej sieci nie ma nawet dziesięciu komputerów. Mamy jednak kilkanaście satelitów szpiegowskich, które przecinają linie optyczne ich łącza mikrofalowego. Bez trudu wciśniemy coś pomiędzy poszczególne przekaźniki… przecież tak właśnie zamierzaliśmy na początku wprowadzać nasze informacje. W tym wypadku dokonamy tylko kilku drobnych zmian, kiedy będą przesyłać próbne klucze. To będzie tylko kilkaset bitów, licząc nawet ramkę.
— Zgoda — wtrąciła Reynolt. — Nawet jeśli będą to później analizować, uznają taką zmianę za przypadkowy błąd. Ale jeśli zmienicie więcej niż jeden klucz, sprawa stanie się podejrzana.
— Jeden klucz wystarczy, jeśli damy go we właściwej sesji.
Qiwi spojrzała na grupmistrza.
— Tomas, to się może udać. Ryzyko jest niewielkie, a tak czy inaczej powinniśmy już eksperymentować z tego rodzaju interwencjami. Wiesz, że Pająki coraz bardziej interesują się działaniami w kosmosie. Być mo że wkrótce będziemy zmuszeni wprowadzać znacznie większe zmiany w ich łączności. — Poklepała go po ramieniu, przymilając się publicznie bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Choć wydawała się swobodna i radosna, Qiwi zaangażowała w tę sprawę ogromny ładunek uczuć.
Ale miała rację. To była idealna okazja, by po raz pierwszy wypróbować fiksatów Annę. Czas okazać wspaniałomyślność. Nau odpowiedział Qiwi uśmiechem.
— Dobrze, panie i panowie. Przekonaliście mnie. Annę, odsłonisz je den klucz. Myślę, że zarządca Xin pokaże ci właściwą sesję. Przez następ ne czterdzieści Ksekund to będzie nasza priorytetowa operacja… i przez poprzednie czterdzieści. — Xin i Liao zostali więc oficjalnie rozgrzeszeni.
Nie okazywali głośno radości, Nau wyczuwał jednak ich entuzjazm i wdzięczność, kiedy podnieśli się z miejsc i wylecieli z pokoju.
Qiwi ruszyła ich śladem, potem jednak odwróciła się szybko i pocałowała Nau w czoło.
— Dziękuję, Tomas. — 1 dołączyła do pozostałych.
Nau odwrócił się do jedynego gościa, który został jeszcze w sali, Kala Omo.
— Miej ich na oku, sierżancie. Obawiam się, że teraz sytuacja jesz cze bardziej się skomplikuje.
W czasie Wielkiej Wojny zdarzało się, że Hrunkner Unnerby nie spał przez kilka nocy z rzędu, pozostając przez cały czas pod ostrzałem nieprzyjaciela. Ta jedna noc była gorsza. Bóg jeden wiedział, jak przeżyli ją Sherkaner i generał. Gdy tylko uruchomiono linie telefoniczne, Unnerby spędzał większość czasu we wspólnym punkcie dowodzenia. Pracował z miejscowymi policjantami i zespołem łączności Underville, próbując zbierać i porządkować wszystkie wiadomości napływające z miasta. Generał pojawiała się co jakiś czas w sali, na pozór skupiona i opanowana.
Unnerby widział jednak, że jego dawna zwierzchniczka jest bliska załamania. Zajmowała się zbyt wieloma rzeczami, pracowała na wszystkich poziomach jednocześnie. Teraz na przykład już od trzech godzin była w terenie, dowodząc jednym z zespołów.
Raz tylko poszedł sprawdzić, co dzieje się u Underhilla. Sherk siedział w laboratorium sygnałowym, tuż pod szczytem wzgórza. Rozpacz i poczucie winy okrywały go niczym rdza, tłumiąc radosny geniusz, który wykorzystywał do rozwiązywania wszystkich problemów. Lecz kober nadal próbował, zmieniającentuzjazm w obsesyjny upór. Pochylony nad klawiaturą komputera pracował bez ustanku, testował nowe rozwiązania. Dla Unnerby’ego jego poczynania nie miały żadnego sensu.
— To matematyka, nie inżynieria, Hrunk.
— Tak, teoria liczb. — Te słowa wypowiedział jakiś niechlujny doktor, do którego należało to laboratorium. — Nasłuchujemy… — Pochylił się do przodu, najwyraźniej pochłonięty tajemnicami własnego programu. — Próbujemy złamać szyfr Kindred.
Mówił zapewne o sygnałach, które ktoś zaczął nadawać z terenu Princeton tuż po porwaniu.
— Przecież nie wiemy nawet, czy to pochodzi od porywaczy — powie dział Unnerby. A gdyby to był Kindred, używaliby zwykłego kodu, nie jakichś wymyślnych szyfrów.
Jaybert jakiśtam wzruszył ramionami i kontynuował swą pracę. Sherkaner także milczał, ale wydawał się Unnerby’eimi jeszcze bardziej ponury niż przed chwilą. Nie mógł zrobić nic więcej.
Unnerby udał się więc do wspólnego punktu dowodzenia, gdzie mógł znaleźć przynajmniej iluzję postępu.