Выбрать главу

Nie przeżył żaden z porywaczy; Thract dał im do zrozumienia, że co najmniej jeden z nich zabił się sam, by uniknąć niewoli.

— Generał musi dowiedzieć się, kto stoi za tym porwaniem i jak zmieni to stosunek Akord do naszych nieprzyjaciół.

— To był Kindred — oświadczyła Viki beznamiętnie. Nie miała na to żadnych dowodów prócz wojskowego zachowania porywaczy. Ale jak wszyscy czytała gazety, a tata często mówił o ryzyku, jakie niesie ze sobą podbój Ciemności.

Underhill wzruszył ramionami.

— Najprawdopodobniej. Dla nas ważne jest tylko to, co zmieniło się w naszej rodzinie.

— Tak. — Głos Viki załamał się nagle. — Tato! Zmieniło się tak wiele…

już nigdy nie będziemy tacy sami.

Jirlib opuścił głowę i oparł ją o grzędę Brenta.

Underhill jakby skurczył się w sobie.

— Dzieci, tak mi przykro. Nie chciałem, by kiedykolwiek stała wam się krzywda. Nie chciałem…

— Tata, to Gokna i ja wymknęłyśmy się z domu… Siedź cicho, Jirlib.

Wiem, że jesteś najstarszy, ale my zawsze potrafiłyśmy cię odpowiednio urobić. — Tak było w istocie. Czasami siostry wykorzystywały próżność starszego brata, czasami jego naukowe zainteresowania — jak w wypadku wystawy fosyliów. Czasami zaś grały na jego braterskiej miłości do młodszych sióstr. Brent także miał swoje słabe punkty. — To Gokna i ja doprowadziłyśmy do tej sytuacji. Gdyby nie to, co Brent zrobił w muzeum, wszyscy bylibyśmy już martwi.

Underhill gwałtownie zaprzeczył.

— Och, Mała Victory, bez ciebie i Gokny nasi ludzie przybyliby o minutę za późno. Wszyscy już byście nie żyli. Gokna…

— Ale Gokna nie żyje! — Nagle pancerz udawanej obojętności, za którym skrywała się do tej pory, pękł na drobne kawałki, porwała ją fala rozpaczy. Viki krzyknęła przeraźliwie i wypadła z pokoju. Biegła przez korytarz, omijając umundurowanych strażników i zwykłych mieszkańców domu.

Kilka osób próbowało stanąć jej na drodze, ktoś jednak zawołał coś od drzwi lazaretu i puszczono ją wolno.

Viki biegła w górę schodów, coraz wyżej i wyżej, mijała laboratoria i sale wykładowe, atrium, w którym zawsze się bawili, w którym poznali Hrunknera Unnerby’ego.

Na szczycie znajdował się mały strych, który tak pragnęły mieć z Gokna. Niektórzy lubią najgłębsze kryjówki, inni najwyższe. Tata zawsze sięgał jak najwyżej, a jego dwie córki uwielbiały patrzeć na świat z góry. Nie był to najwyższy punkt w Princeton, ale im wystarczał.

Viki wbiegła do środka, zatrzasnęła za sobą drzwi. Przystanęła na moment, czekając, aż ustąpią zawroty głowy wywołane gwałtownym wysiłkiem. A potem… rozejrzała się wokół siebie. Stał tutaj domek aterkopów, który bardzo się rozrósł przez ostatnie pięć lat. Kiedy zimy stały się ostrzejsze, stracił swój dawny urok; nie można już było udawać, że to mali ludzie, kiedy zaczęły wyrastać im skrzydła. Dziesiątki owadów wlatywały do karmników i wylatywały na zewnątrz. Błękit skrzydeł przypominał wzory na ścianach ich domu. Viki i Gokna kłóciły się od lat, która z nich jest panią tego miniaturowego królestwa.

Kłóciły się niemal o wszystko. Pod ścianą stał dom dla lalek zbudowany z łuski po pocisku artyleryjskim, który Gokna przyniosła z piwnicy.

Pocisk bezsprzecznie należał do Gokny, a mimo to kłóciły się o niego bardzo.

Ślady Gokny były wszędzie. A Gokna miała tu już nigdy nie wrócić.

Ojcowie i matki stanowili bardzo różne kategorie ludzi. Dzieci zdążyły się już zorientować, że ta prawda dotyczy także normalnych rodzin. Tata zawsze był przy nich, miał niewyczerpane pokłady cierpliwości, zawsze mogli go też uprosić o jakieś dodatkowe przywileje. Sherkaner Underhill miał jednak niezwykłą osobowość, która z pewnością znacznie odbiegała od ogólnie przyjętej normy; uważał każdą zasadę natury i kultury za przeszkodę, nad którą warto się zastanowić i z którą warto poeksperymentować.

Mama nie zawsze przebywała w pobliżu, nie spełniała też tak chętnie wszystkich dziecięcych zachcianek. Generał Victory Smith widywała się ze swymi dziećmi dość często, przynajmniej raz na dziesięć dni w Princeton i znacznie częściej, kiedy przyjeżdżali do Dowództwa Lądowego. Pojawiała się w domu także wtedy, gdy musiała ustalić prawdziwe reguły, których nie ważył się łamać nawet Sherkaner Underhill. I wtedy, gdy stało się coś naprawdę, naprawdę niedobrego.

Viki nie wiedziała, jak długo leży już na podłodze, kiedy usłyszała czyjeś kroki na schodach. Z pewnością nie minęło więcej niż pół godziny; za oknem nadal było chłodne piękne popołudnie.

Ktoś zapukał cicho do drzwi.

— Junior? Możemy porozmawiać? — Mama.

Viki doświadczyła dziwnego pomieszania uczuć: strachu i… ulgi, a nawet radości. Tata mógł jej przebaczyć, tata zawsze przebaczał… ale mama rozumiała, jak straszliwe się zachowała.

Viki otworzyła drzwi i odsunęła się do tyłu ze zwieszoną głową.

— Myślałam, że jesteś dzisiaj zajęta. — Dopiero wtedy zauważyła, że Victory Smith ubrana jest w mundur: czarną marynarkę i rękaw z błękit nymi i czerwonymi naszywkami na ramionach. Nigdy nie widziała, by ge nerał nosiła ten mundur tutaj, w Princeton, a nawet w Dowództwie Lądo wym zarezerwowany był na specjalne okazje, spotkania z bardzo ważny mi gośćmi.

Generał weszła cicho do pokoju.

— Uznałam, że to jest ważniejsze. — Poprosiła gestem Małą Victory, by ta usiadła obok niej. Viki spełniła jej prośbę i po raz pierwszy od kilku godzin poczuła prawdziwy spokój. Generał łagodnie położyła dwie ręce na jej ramionach. — Wszyscy popełniliśmy kilka poważnych… błędów. Wiesz, że wasz tata i ja zgadzamy się co do tego?

Viki pokiwała głową.

— Tak, tak!

— Nie możemy przywrócić Goknie życia. Ale możemy ją pamiętać, kochać ją i naprawić błędy, które doprowadziły do tej tragedii.

-Tak!

— Twój ojciec… i ja… uważaliśmy, że powinniśmy trzymać was z dala od poważniejszych problemów, dopóki nie dorośniecie. Do pewnego momentu mieliśmy zapewne rację. Teraz jednak widzę, że naraziliśmy was na ogromne ryzyko.

— Nie!… Mamo, czy ty nie rozumiesz? To ja i… i Gokna złamałyśmy reguły. To my oszukałyśmy kapitana Downinga. Po prostu nie wierzyłyśmy w to, przed czym przestrzegaliście nas z tatą.

Generał delikatnie poklepała ją po ramionach. Mama była zaskoczona albo rozgniewana. Viki nie miała pojęcia, które z tych przypuszczeń jest prawdziwe, a jej mama przez długi czas milczała. Wreszcie przemówiła łagodnym tonem:

— Masz rację. Sherkaner i ja popełniliśmy błąd… ale popełniłaś go także ty i Gokna. Nikt z was nie miał złych zamiarów… ale wiesz, że to czasami nie wystarcza. W niektórych grach każda pomyłka może mieć tragiczne konsekwencje. Ale spójrz na to z innej strony, Victory. Kiedy już wiedzieliście, co wam grozi, zachowaliście się bardzo dobrze, lepiej, niż zachowałoby się na waszym miejscu wielu profesjonalistów. Uratowaliście dzieci państwa Suabisme…

— Naraziliśmy małego Birbopa, żeby…

Smith przerwała jej gniewnym wzruszeniem ramion.

— Tak. To będzie dla ciebie trudna lekcja, córko. Ja przez całe życie uczę się żyć z podobną świadomością. — Znów umilkła, jakby odbiegając myślami gdzieś bardzo daleko od tego miejsca. Nagle Viki uświadomiła sobie, że przecież nawet mama musi popełniać błędy; nie mówiła o tym tylko z czystej uprzejmości. Przez całe życie dzieci podziwiały generał. Ona sama nigdy nie mówiła im o tym, co robi, wiedziały jednak dość, by domyślać się, że jej wyczyny mogłyby stanowić treść dziesiątek powieści przygodowych. Teraz Viki zrozumiała nieco lepiej, jak naprawdę może wyglądać jej życie. Przysunęła się trochę bliżej matki.