Выбрать главу

— Viki, kiedy nadszedł decydujący moment, ty i Gokna zrobiłyście to, co należało wtedy zrobić. Wszyscy czworo zachowaliście się naprawdę wspaniale. Zapłaciliście straszliwą cenę, ale jeżeli nie wyciągniemy… nie wyciągniecie z tego odpowiedniej nauki, to będzie prawdziwa klęska, dla nas wszystkich. — To Gokna umańa na darmo.

— Zmienię się. Zrobię wszystko, co trzeba. Powiedz mi.

— Zewnętrzne zmiany nie będą takie duże. Zajmiesz się trochę poważniej wojskowością, może dołączymy do tego jakieś ćwiczenia fizyczne.

Ale ty i młodsze dzieci musicie zdobyć jeszcze wiele wiedzy teoretycznej, książkowej. Twój rozkład zajęć nie zmieni się zbytnio. Najwięcej zmieni się w twojej głowie, będziemy też traktować cię zupełnie inaczej 3niż dotychczas. Nauka będzie oczywiście bardzo ważna, ale musisz też poznać pewne ogromne, śmiertelne zagrożenia. Mam nadzieję, że nigdy nie doprowadzą do sytuacji tak krytycznej, jak ta sprzed kilku godzin, ale na dłuższą metę te niebezpieczeństwa są nieporównywalnie większe. Przykro mi, ale żyjemy w wyjątkowo trudnych czasach.

— Ale i wyjątkowo ciekawych. — Tata zawsze to powtarzał. Ciekawe, co powie na to generał?

— Tak. To prawda. I dlatego zrobiliśmy z twoim ojcem to, co zrobiliśmy. Lecz trzeba czegoś więcej niż nadziei i optymizmu, by osiągnąć to, co zamierza Sherkaner, a każdy upływający rok będzie ze sobą niósł coraz większe zagrożenia. To, co wydarzyło się dzisiaj, jest tylko początkiem.

Być może najtrudniejsze chwile nadejdą, kiedy będę już bardzo stara. A twój ojciec jest starszy ode mnie o pół pokolenia… Powiedziałam przedtem, że wszyscy czworo wspaniale się dzisiaj zachowaliście. Co więcej, tworzyliście zespół. Czy kiedykolwiek myślałaś o tym, że nasza cała rodzina jest jak zespół? Posiadamy jedną, szczególną przewagę nad wszystkimi innymi; nie pochodzimy wszyscy z jednego pokolenia, ani nawet dwóch. Przychodziliśmy na świat w różny czasie. Jesteśmy lojalni względem siebie. I myślę, że jesteśmy też bardzo utalentowani.

Viki uśmiechnęła się do matki.

— Na pewno nikt z nas nie jest tak mądry jak tata.

Victory się roześmiała.

— No tak. Sherkaner rzeczywiście jest… wyjątkowy.

Viki kontynuowała:

— Właściwie nikt z nas, może poza Jirlibem, nie może się nawet rów nać ze studentami taty. Z drugiej strony ja i… i Gokna odziedziczyłyśmy więcej po tobie. Potrafimy… potrafię manipulować ludźmi i planować na większą skalę. Myślę, że Rhapsa i Mały Hrunk, kiedy już dorosną, wpa sują się gdzieś pośrodku, między mnie i Jirliba. A Brent wcale nie jest głupi, jego umysł pracuje tylko w dziwny sposób. Nie umie współżyć z in nymi ludźmi, ale jest najostrożniejszy z nas wszystkich. Zawsze stara się nas ochraniać.

Generał uśmiechnęła się do niej.

— Myślę, że i on doskonale sobie poradzi. Zostało was teraz pięcioro, Viki. Siedmioro, jeśli liczyć mnie i Sherkanera. Zespół. Twoje oceny są bardzo trafne. Nie możesz jednak wiedzieć, jak wypadacie w porówna niu z resztą świata. Pozwól, że podam ci moją chłodną, obiektywną oce nę profesjonalisty: możecie być najlepsi. Chcieliśmy dać wam jeszcze kil ka lat swobody, dziś jednak wszystko się zmieniło. Chcę, byście wiedzie li, co się dzieje, kiedy nadejdą czasy, których tak bardzo się obawiam.

Chcę, byście mogli skutecznie działać nawet wówczas, gdy wszyscy inni stracą już głowę i nadzieję.

Victory Junior była już dość duża, by wiedzieć, co to wierność służbie i hierarchia dowodzenia.

— Wszyscy? Ja… — Wskazała na pagony na ramionach jej matki.

— Tak, zawsze kieruję się dobrem Korony. Chcę tylko powiedzieć, że być może nadejdą jeszcze czasy… mówiąc krótko, służba Koronie oznacza czasem wykonywanie innych rzeczy niż te, które wynikają z hierarchii. — Uśmiechnęła się do swej córki. — Niektóre książki przygodowe mówią prawdę, Viki. Szef wywiadu ma pewne specjalne prerogatywy… Och, chyba się trochę zasiedziałam. Wkrótce porozmawiamy znowu, wszyscy razem.

Kiedy generał już wyszła, Viki jeszcze przez dłuższy czas przechadzała się po swej małej sypialni na szczycie wzgórza. Nadal była oszołomiona, nie czuła już jednak przygniatającej grozy. Zawsze istniała jakaś nadzieja, zawsze było coś nowego do zrobienia. Viki często bawiła się z Gokną w szpiegów. Mama jednak nigdy nie mówiła im o tym, co robi, a na dodatek tak nie przypominała na co dzień żołnierza, że dziewczynki nawet nie marzyły, by kiedykolwiek mogły pójść w jej ślady. Prowadzenie firm związanych z pracą wywiadu, takich, jakie założył kiedyś Hrunkner Unnerby, wydawało się bardziej realistyczne. Teraz…

Viki bawiła się przez chwilę domkiem dla lalek Gokny. Pomyślała, że już nigdy nie pokłóci się z Gokną o te plany. Zespół mamy poniósł pierwszą stratę. Teraz jednak wiedzieli już, że są zespołem: Jirlib i Brent, Rhapsa, Mały Hrunk, Viki, Victory i Sherkaner. Nauczą się robić wszystko, co w ich mocy. A to powinno wystarczyć.

Trzydzieści trzy

Dla Ezra Vinha lata płynęły szybko i to nie tylko ze względu na krótkie wachty. Czas, jaki upłynął od zasadzki, stanowił niemal jedną trzecią jego życia. Przez wszystkie te lata zachowywał się niemal dokładnie tak, jak to sobie kiedyś obiecał; był wręcz nieludzko cierpliwy, nie poddawał się rozpaczy i wciąż myślał o tym, jak zniszczyć Tomasa Nau i odebrać mu to, co jeszcze przetrwało. Kiedyś bał się, że to oczekiwanie zamieni się w udrękę, której nie będzie końca.

Tak. Zachowywał ogromną cierpliwość. Doświadczał też bólu… i wstydu. Nie obawiał się już jednak o przyszłość. I choć nadal nie znał szczegółów, sama świadomość, że pracuje dla Phama Nuwena, dawała mu pewność, że kiedyś jednak zatriumfują. Największą niespodzianką było jednak spostrzeżenie, które czynił coraz częściej, kiedy zastanawiał się nad przeszłością; w pewnym sensie te lata przynosiły mu więcej satysfakcji niż wszystkie poprzednie. Dlaczego?

Grupmistrz Nau umiejętnie wykorzystywał dostępny sprzęt medyczny i utrzymywał najpotrzebniejszych specjalistów, takich jak tłumaczy, niemal w nieustającej aktywności. Trixia miała teraz ponad czterdzieści 3lat. Ezr widywał ją niemal codziennie, kiedy był na wachcie, a małe zmiany, jakie dostrzegał na jej twarzy, rozdzierały mu serce.

W Trixii zachodziły jednak również inne zmiany, które pozwalały mu wierzyć, że jego częste odwiedziny i upływające lata zbliżają ich do siebie.

Kiedy przychodził o zwykłej porze do jej maleńkiej celi na Strychu Hammerfest,Trixia go ignorowała. Kiedyś jednak przybył o jakieś sto sekund później niż zwykle. Trixia siedziała zwrócona do drzwi.

— Spóźniłeś się — powiedziała tym samym obojętnym, a jednocześnie zniecierpliwionym tonem, którego używała czasem Reynolt. Wszyscy fiksaci byli bardzo czuli na punkcie punktualności. Ale … Trixia zauważyła jego nieobecność.

A on zauważył, że Trixia zaczyna sama dbać o siebie. Kiedy przychodził na ich sesje, włosy Trixii były zaczesane do tyłu, niemal całkiem gładko. Coraz częściej też ich rozmowy nie były tak bardzo monotematyczne…

przynajmniej jeśli odpowiednio dobierał tematy.

Tego dnia Ezr przybył do jej celi punktualnie, lecz przemycił ze sobą drobny upominek — dwa delikatne ciasteczka z saloniku Benny’ego.