— Dla ciebie — powiedział, wysuwając w jej stronę jedno z ciastek.
Smakowity zapach wypełnił całą celę. Trixia patrzyła nań przez moment, jakby zdumiona tym śmiałym gestem. Potem zbyła go machnięciem ręki.
— Miałeś przynieść mi zamówienia z innych działów.
Westchnął. Zostawił jednak ciastko przymocowane do wysięgnika obok jej ręki.
— Tak, mam je. — Ezr usiadł na swym zwykłym miejscu obok drzwi.
Dzisiejsza lista nie była zbyt długa. Fiksacja mogła czynić cuda, ale bez spoiny normalnego, zdrowego rozsądku wyniki prac prowadzonych przez różne grupy specjalistów nie łączyłyby się ze sobą w żaden sposób. Ezr i inni normalni ludzie zbierali te wyniki i starali się wyszukać w nich coś, co mogłoby zainteresować badaczy innych specjalności. Rezultaty ich po szukiwań wysyłane były do góry, do Naua, i z powrotem na dół, jako te maty kolejnych zadań.
Dzisiaj Trixia nie miała żadnych problemów z przekładem nadesłanych tekstów, choć przy niektórych mruczała gniewnie:
— Strata czasu…
— Rozmawiałem też z Ritą Liao. Jej programiści są bardzo zadowoleni z materiałów, które im podsyłasz. Zaprojektowali pakiet aplikacji finansowych i oprogramowanie sieci, które powinno się doskonale sprawdzić w nowych mikroprocesorach Pająków.
Trixia kiwała głową.
— Tak, tak, rozmawiam z nimi codziennie. — Tłumacze zaskakująco dobrze współpracowali z programistami niskiego poziomu i specjalistami od prawa i finansów. Zdaniem Ezra działo się tak dlatego, że tłumacze nie mieli pojęcia o tych dziedzinach, tak jak programiści i prawnicy nie mie li pojęcia o tłumaczeniu.
— Rita chce utworzyć na planecie firmę zajmującą się sprzedażą programów. Powinna pokonać miejscową konkurencję, ale potrzebujemy materiałów językowych.
— Tak, tak, wymyśliłam już nawet nazwę. Ale na razie jest za wcześnie.
Jeszcze przez dłuższy czas rozmawiał z nią na ten temat, próbując choć w przybliżeniu określić datę rozpoczęcia projektu, którą mógłby potem podać Ricie Liao. Trixia współpracowała również z twardogłowymi zajmującymi się wstawianiem, więc ich wspólna opinia stanowiła prawdopodobnie wiarygodny punkt odniesienia. Jakość wstawień dokonywanych poprzez sieć komputerową — nawet przy ogromnej wiedzy i doskonałym planowaniu — zależała głównie od jakości tej sieci. Musieli czekać jeszcze co najmniej pięć lat na rozwój prawdziwego rynku oprogramowania i nieco dłużej na początki prawdziwej sieci publicznej Pająków. Do tej pory praktycznie nie mogli przeprowadzać żadnych większych operacji na powierzchni planety. Nawet teraz mogli wpływać na rozwój Pająków jedynie poprzez sieć wojskową Akord.
Ezr szybko — zbyt szybko — dotarł do ostatniego punktu na liście. Osobie postronnej mógł wydawać się on nieistotny, Ezr wiedział jednak z doświadczenia, że będzie to spory kłopot.
— Nowy temat, Trixio, a właściwie problem translatorski; chodzi o kolor, który nazywasz „kraciasty”. Zauważyłem, że nadal używasz tego określenia w opisach scen wizualnych. Fizjolog…
— Kakto. — Trixia zmrużyła lekko oczy. Współpracujących ze sobą fiksatów łączyła niemal telepatyczna bliskość albo też dzieliła ogromna nienawiść, spotykana tylko romantycznych powieściach o środowisku akademickim. Norm Kakto i Trixia oscylowali pomiędzy tymi dwoma stanami.
— Tak. Hm, więc doktor Kakto wygłosił przy mnie długi wykład o naturze wzroku i spektrum elektromagnetycznego i zapewnił mnie, że określenie „kraciasty” w odniesieniu do koloru właściwie nic nie znaczy.
Trixia zmarszczyła brwi i przez moment wyglądała znacznie starzej, niż chciałby ją widzieć Ezr.
— To realne słowo. Ja je wybrałam. Kontekst wskazywał… — Bruzda przecinająca jej czoło pogłębiła się jeszcze bardziej. Często to, co począt kowo uważano za pomyłkę tłumacza, okazywało się później może.nie do słownie prawdą, ale przynajmniej kluczem do jakiegoś nierozpoznanego aspektu rzeczywistości Pająków. Lecz zafiksowani tłumacze, nawet Trixia, mogli się mylić. W pierwszych przekładach, kiedy wraz z innymi wciąż badała dopiero nieznaną rzeczywistość obcej rasy, używała wielu łatwych i nieprecyzyjnych określeń; wiele z nich musiała później odrzucić.
Problem polegał na tym, że fiksaci niełatwo zmieniali poglądy. Trixii niewiele brakowało do prawdziwego wybuchu. Nie przejawiało się to w jakiś ekstremalny sposób. Często marszczyła brwi, choć nie 3tak mocno. I nawet kiedy milczała, bez ustanku pisała coś na swojej klawiaturze. Wyniki jej analizy rzucały jasne plamy światła na ściany. Oddychała coraz szybciej, z coraz większym zdenerwowaniem analizując krytykę w głowie i w połączonej z nią sieci. Nie znajdowała żadnego kontrargumentu.
Ezr wyciągnął rękę, dotknął jej ramienia.
— To nie wszystko, Trixio. Odbyłem z Kakto dłuższą rozmowę na ten temat. — W rzeczywistości Ezr omal nie zadręczył fizjologa pytaniami. Często tylko w ten sposób można było porozumieć się z zafiksowanym naukowcem: skoncentrować się na jego specjalności oraz konkretnym problemie i zadawać pytania na różne sposoby. Taka technika stosowana nieumiejętnie mogła szybko doprowadzić do końca rozmowy. Nawet po siedmiu latach spędzonych na wachcie Ezr nie był ekspertem w tej dziedzinie, w końcu udało mu się jednak sprowokować Kakto do sformułowania alternatywnego wyjaśnienia:
— Zastanawialiśmy się, czy Pająki nie mają takiej nadwyżki metod wizualnych, że ich mózg musi mieć wielowarstwowy dostęp, to znaczy, przez ułamek sekundy Pająk widzi w jednym zakresie widmowym, przez kolejny ułamek w innym. Być może przynosi to efekt… marszczenia, nachodzenia na siebie poszczególnych obrazów.
Właściwie Kakto uznał tę hipotezę za niedorzeczną, twierdził, że nawet jeśli mózg Pająków mógłby niemal jednocześnie postrzegać różne zakresy widma, to na poziomie świadomej percepcji zachowany zostałby ciągły, niezmącony obraz.
•Kiedy wypowiadał te słowa, Trixia zamarła niemal w całkowitym bezruchu, tylko jej palce nadal stukały w klawiaturę. Jej spojrzenie, które do tej pory bezustannie wędrowało z miejsca na miejsce, przez długą sekundę spoczęło… prosto na oczach Ezra. Mówił coś, co było ważne i zawierało się w obrębie jej fiksacji. Potem odwróciła wzrok, zaczęła coś mamrotać pod nosem i jeszcze szybciej uderzać w klawiaturę. Oczy znów zaczęły śledzić obrazy widoczne tylko na jej wyświetlaczu. Wreszcie wykrzyknęła:
— Tak! To wszystko tłumaczy. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
wybierałam to słowo ze względu na kontekst, ale… — Na ścianach pojawi ły się daty i nazwy miejsc. Ezr próbował nadążyć za Trixią, która odnosi ła się po kolei do poszczególnych przypadków, lecz jego wyświetlacz na dal był odizolowany od sieci Hammerfest, musiał więc polegać tylko na jej gestach.
Ezr uśmiechnął się do siebie. W tej chwili Trixia zachowywała się niemal normalnie, nawet jeśli nieco za gwałtownie…
— Spójrz! Prócz tego jednego przypadku przeciążenia bólu wszyst kie użycia słowa „kraciasty” związane były z niskim poziomem wilgotno ści i szerokim pasmem światła. W tych sytuacjach cały kolor… vetmoot3…
— Używała teraz wewnętrznego żargonu, niezrozumiałego języka, którym porozumiewali się zafiksowani tłumacze. — Zmienił się tryb języka. Potrzebowałam specjalnego określenia, a „kraciasty” wydaje się najtrafniejsze.
Słuchał i obserwował Trixię. Niemal widział, jak zrozumienie rozprzestrzenia się po jej umyśle, ustala nowe połączenia, bez wątpienia poprawia wszystkie poprzednie przekłady. Tak, to musiała być prawda. Twardogłowi nie mogli narzekać na określenie „kraciasty”.