W sumie była to bardzo udana sesja. Na koniec Trbda sprawiła mu cudowną niespodziankę. Nie przerywając ani na chwilę rozmowy, sięgnęła jedną ręką po ciastko, oderwała je od zamocowania i przez moment patrzyła na delikatną pianę i ciasto, jakby nagle rozpoznała, czym jest ciastko, i przypominała sobie przyjemność związaną z jedzeniem takich rzeczy. Potem wetknęła je do ust, a delikatna pianka rozprysnęła się kolorowymi kroplami na jej wargach. Przez moment Ezr myślał, że Trixia się krztusi, ale w rzeczywistości był to radosny śmiech. Pogryzła, przełknęła… i po chwili westchnęła z ukontentowaniem. Ezr po raz pierwszy widział, by była zadowolona z czegoś, co nie wiązało się w żaden sposób z jej fiksacją.
Nawet jej dłonie znieruchomiały na kilka sekund. Potem spytała:
— No dobrze, coś jeszcze?
Dopiero po chwili pytanie dotarło do oszołomionego Ezra.
— Hm… — Właściwie był to ostatni punkt na jego liście. Ale co za ra dość! Ciastko uczyniło cud. — Jeszcze jedna rzecz, Trixio. Coś, o czym po winnaś wiedzieć. — Może coś, co wreszcie zrozumiesz. — Nie jesteś maszyną, jesteś ludzką istotą.
Te słowa nie wywarły na niej jednak żadnego wrażenia. Może ich nawet nie słyszała. Jej palce znów uderzały w klawiaturę, oczy śledziły obrazy widoczne tylko na wyświetlaczu. Ezr odczekał’kilka sekund, ale Trixia nie zwracała nań już uwagi. Westchnął i odwrócił się do drzwi celi.
Następnie, dziesięć, może piętnaście sekund po tym, jak do niej mówił, Trixia podniosła nagle wzrok. Tym razem na jej twarzy pojawił się wyraz zdumienia.
— Naprawdę? Nie jestem maszyną?
— Nie. Jesteś osobą.
— Och. — Znów zupełny brak zainteresowania. Powróciła do pracy, porozumiewając się przez łącze audio z jej niewidzialnymi zafiksowanymi współpracownikami. Ezr wymknął się cicho na zewnątrz. Kilka lat temu czułby się zdruzgotany albo przynajmniej zniechęcony tak chłodną reakcją.
Teraz wiedział, że to normalna rzeczywistość twardogłowych. A on przebił się przez nią na moment. Leciał powoli przez labirynt korytarzy. Zazwyczaj te kręte, wąski tunele działały mu na nerwy. Co dwa metry drzwi do kolejnych cel, z prawej strony, u góry, z lewej i na dole. A gdyby wybuchła tu panika? Gdyby trzeba było ewakuować wszystkich w pośpiechu? Ale dzisiaj… wróciło do niego echo, i nagle uświadomił sobie, że gwiżdże.
Annę Reynolt czekała na niego przy wyjściu do głównego pionowego korytarza Hammerfest. Wskazała na pojemnik, który ciągnął za sobą.
— Zabiorę to.
Cholera. Miał przecież zostawić drugie ciastko Trijrii. Oddał pojemnik Reynolt.
— Wszystko poszło dobrze. Napiszę o tym w raporcie…
— Myślę, że wysłucham tego raportu już teraz — przerwała mu Reynolt, wskazując w dół tunelu. Przytrzymała się ściennego uchwytu, zmieniła pozycję ciała i ruszyła w dół. Ezr leciał za nią. Kiedy mijali otwory w kesonie, blask OnOff przeświecał przez cienką warstwę diamentu. Potem znów wrócili do sztucznego światła, gdy wędrowali coraz dalej w głąb Diamentu Pierwszego. Kryształowe płaskorzeźby wyglądały równie świeżo jak w dniu, w którym zostały wykonane, tu i ówdzie jednak pojawiły się zabrudzenia pozostawione przez stopy i ręce ludzi przechodzących korytarzem. Na LI było już niewielu niewykwalifikowanych fiksatów, z pewnością nie dość wielu, by utrzymać emergencką perfekcję. Na dnie korytarza skręcili w prawo, nadal posuwając się lekko w dół i mijając po drodze biura i laboratoria — wszystkie dobrze już znane Ezrowi. Klinika fiksatów. Tu Ezr był tylko raz. Klinika była pilnie strzeżona i monitorowana, lecz nie całkiem niedostępna. Pham, wielki przyjaciel Truda Silipana, często tutaj gościł. Ezr unikał jednak tego miejsca; tutaj kradziono ludziom dusze.
Biuro Reynolt znajdowało się tam, gdzie zawsze, na końcu korytarza, za prostymi drzwiami. Dyrektor zasobów ludzkich usiadła w swoim krześle i otworzyła pojemnik, który odebrała Ezrowi.
Vinh udawał, że wcale nie przejmuje się tą wizytą, rozglądał się spokojnie po pokoju. Nic nowego, fe same nagie ściany, skrzynie i na pozór chaotycznie ułożony sprzęt — po kilkudziesięciu latach, jakie Reynolt spędziła na wachcie, nadal było to jedyne umeblowanie jej biura. Nawet gdyby nie wiedział o tym od Phama, Ezr już dawno temu domyśliłby się, że Annę Reynolt jest fiksatem. Przedziwnym, zorientowanym na ludzi, ale jednak fiksatem.
Reynolt najwyraźniej nie była zaskoczona zawartością pojemnika.
Powąchała ciastko z miną technika bakterium oceniającego stopień fermentacji szlamu.
— Bardzo aromatyczne. Ciastka i przekąski nie należą do diety zafiksowanych specjalistów, panie Vinh.
— Przepraszam. To miała być tylko taka… mała nagroda. Nie robię tego często.
— To prawda. Właściwie nie robił pan tego nigdy do tej pory. — Spojrzała mu w twarz, potem odwróciła wzrok. — Minęło trzydzieści lat, panie Vinh. Siedem lat pańskiej aktywności. Wie pan, że twardogłowi nie reagują na takie „nagrody”; ich system motywacyjny mieści się w obrębie ich fiksacji. Nie… myślę, że nadal próbuje pan skrycie obudzić miłość w doktor Bonsol.
— Za pomocą ciasteczek?
Reynolt uśmiechnęła się doń kwaśno. Zwykły fiksat nie zauważyłby sarkazmu w tym pytaniu. Reynolt wyczuła go natychmiast, choć oczywiście nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia.
— Może raczej za pomocą zapachu. Przypuszczam, że zaliczył pan nie które kursy z neurologii Queng Ho i dowiedział się pan z nich, że szlaki bodźców węchowych mają,bezpośredni dostęp do wyższych ośrodków.
Hm? — Przez chwilę przyglądała mu się badawczo niczym dziwnemu oka zowi owada.
Właśnie tego uczono mnie na kursach. A ciastko było czymś, czego Trixia nie wąchała, odkąd została zafiksowana. Przez moment ściany otaczające prawdziwą Trixię stały się cienkie jak jedwab. Przez moment Ezr jej dotykał.
Ezr wzruszył ramionami. Reynolt była naprawdę bardzo inteligentna.
Gdyby kiedykolwiek chciała przyjrzeć mu się z bliska, z pewnością nie zdołałby ukryć przed nią niczego. Prawdopodobnie starczyłoby jej inteligencji, by zdemaskować Phama Nuwena. Ratował ich jedynie«f akt, że obaj pozostawali na skraju jej fiksacji. Gdyby Ritser Brughel miał szpiegachoć w połowie tak dobrego jak ona, Pham i ja już byśmy nie żyli.
Reynolt odwróciła się od niego i przez moment patrzyła na obrazy na swym wyświetlaczu.
— Pańskie zachowanie nie wyrządziło żadnych szkód — przemówiła wreszcie. — W pewnym sensie fiksacja to bardzo silny stan. Może wydaje się panu, że dostrzega jakieś zmiany w zachowaniu doktor Bonsol, ale proszę pomyśleć o tym: przez ostatnie kilka lat wszyscy najlepsi tłuma cze zaczęli przybierać sztuczne pozy. Jeśli wpłynie to w ujemny sposób na ich wydajność, zabierzemy ich do kliniki i poddamy przestrojeniu…
Jeśli jednak znów spróbuje pan aktywnie manipulować doktor Bonsol, zabronię panu kolejnych wizyt.
Była to całkiem realna groźba, ale Ezr próbował obrócić ją w żart:
— Cóż to, nie będzie mi pani grozić śmiercią?
— Moja ocena, panie Vinh — pańska wiedza o Epoce Świtu Ludzkości jest bardzo cenna. Łączy pan efektywnie co najmniej cztery moje grupy, wiem też, że grupmistrz często korzysta z pańskich rad. Niech pan jednak nie popełni błędu; dział tłumaczeń poradzi sobie i bez pana. Jeśli jeszcze raz mnie pan zirytuje, nie zobaczy pan doktor Bonsol aż do zakończenia misji.
Piętnaście lat? Dwadzieścia?
Ezr wpatrywał się w nią przez moment, wiedząc, że musi całkiem poważnie traktować jej groźbę. Ta kobieta była naprawdę nieubłagana. Nie po raz pierwszy zastanawiał się, jaka była przedtem. Nie on jeden. Trud Silipan raczył wszystkich klientów salonu Benny’ego swymi domysłami w tej kwestii. Klika Xevalle była kiedyś drugą co do wielkości siłą na politycznej arenie Emergencji; Trud twierdził, że Reynolt zajmowała w niej bardzo wysoką pozycję. Kiedyś była może nawet większym potworem niż Tomas Nau. Przynajmniej niektórzy z nich zostali ukarani; zgnieceni przez własnych pobratymców. Annę Reynolt upadła bardzo nisko, zmieniając się z szatana w jego nieświadome narzędzie.