Выбрать главу

Bez względu na to, czy czyniło ją to kimś lepszym, czy gorszym, zagrażało mu.

Tej nocy, kiedy leżał sam w ciemności swego pokoju, Ezr opisał to spotkanie Phamowi.

— Mam wrażenie, że gdyby Reynolt została kiedykolwiek przeniesio na do działu Brughla, zdemaskowałaby nas w ciągu kilku Ksekund.

Chichot Nuwena docierał do Ezra jako chrapliwe buczenie.

— Ale do takiego przeniesienia nigdy nie dojdzie. Tylko ona utrzymuje w całości dział twardogłowych. Przed bitwą miała do dyspozycji czterystu niezafiksowanych specjalistów, teraz musi bzz zzzt.

— Powtórz to ostatnie.

— Powiedziałem, że teraz musi polegać na niedoświadczonym i niedouczonym personelu.

Czasami Ezr musiał prosić nawet trzy lub cztery razy o powtórzenie.

Lecz i tak był to duży postęp w stosunku do języka migocących świateł, którym posługiwali się na początku. Teraz, kiedy Ezr udawał, że kładzie się spać, miał wsunięty głęboko do ucha milimetrowy lokalizator. Słyszał głównie buczenie i szum, jednak przy odpowiedniej wprawie mógł też rozróżnić ukryte w owym szumie słowa. Lokalizatory znajdowały się w całym pokoju i we wszystkich kwaterach Kupców. Stały się tugłównym narzędziem szpiegowskim Brughla i Naua.

— Może jednak nie powinienem próbować tej sztuczki z ciastkiem.

— …Może. Ja nie robiłbym czegoś tak oczywistego. — AlePham Nuwennie był zakochany w Trbcii Bonsol. — Rozmawialiśmy już o tym Fiksaci Brughla są potężniejszym narzędziem, niż mogliśmy sobie wyobrazić. Węszą przez cały czas i potrafią przejrzeć takich… — Ezr nie zrozumiał tego słowa:

„naiwnych”? „niewinnych”?, wolał jednak nie pytać o wyjaśnienie — …ludzi jak ty. Musisz zdawać sobie z tego sprawę. Z pewnoścjią domyślają się, że nie wierzysz w ich historyjkę o masakrze Diema. Wiedzą, że jesteś wrogo nastawiony. Orientuję się, że coś knujesz albo przynajinniej chciałbyś.

Twoje uczucia dla Bonsol zapewniają ci pewną osłonę; mniejsze kłamstwo, które kryje większe. Jak moja sprawa z Zamle Eng.

— Tak. — Ale chyba będę musiał uspokoić się na jakiś czasl — Więc uważasz, że Reynolt nie stanowi dużego zagrożenia?

Przez chwilę słyszał tylko buczenie i syki; może Pham riic nie mówił.

— Wręcz przeciwnie,Vinh. Na dłuższą metę to właśnie oifa jest dla nas największym zagrożeniem.

— Ale nie pracuje w służbie bezpieczeństwa.

— Nie, ale opiekuje się szpiegami Brughla, poprawia ich biedne mózgi, kiedy zaczynają dryfować. Phuong i Hom mogą się zajmować tylko prostszymi przypadkami; Trud udaje, że może zrobić wszystko, ale wykonuje tylko jej polecenia. Ośmiu zafiksowanych programistów Reynolt bez przerwy bada kody naszej floty. Trzech z nich wciąż próbuje rozgryźć lokalizatory. W końcu odkryje, jak ich przechytrzyłem. Bzz bełkot Boże! Władzę, jaką ma Nau. — Głos Phama umilkł raptownie, Ezr słyszał tylko buczenie i trzaski.

Wyciągnął rękę spod koca i włożył palec do ucha, wpychając głębiej maleńki lokalizator.

— Powtórz. Jesteś tam jeszcze?

bzzt

— Jestem. Reynolt jest śmiertelnie niebezpieczna. Wcześniej czy później będziemy musieli ją usunąć.

— Zabić ją? — Słowa te uwięzły Ezrowi w gardle. Choć szczerze nienawidził Naua, Brughla i całego systemu fiksacji, nie potrafił nienawidzić Annę Reynolt. Na swój ograniczony sposób opiekowała się niewolnikami.

Nie wiedział, kim była kiedyś, lecz teraz stanowiła tylko narzędzie.

— Mam nadzieję, że nie! Może… gdyby Nau połknął przynętę, gdyby zaczął używać lokalizatorów w Hammerfest. Wtedy bylibyśmy tam równie bezpieczni jak tutaj. Jeśli dojdzie do tego, nim twardogłowi Reynolt zrozumieją, że to pułapka…

— Ale przecież właśnie dlatego wszystko opóźniamy, żeby jej ludzie mogli lepiej zbadać lokalizatory.

— Tak. Nau nie jest głupcem. Nie martw się. Trzymam rękę na pulsie.

Jeśli Reynolt zanadto się zbliży… zajmę się nią.

Przez chjwilę Ezr próbował wyobrazić sobie, co może zrobić Pham, potem jednak odsunął od siebie te myśli. Nawet po dwóch tysiącach lat pamięć o Phamie Nuwenie zajmowała szczególne miejsce w uczuciach Rodziny Vinłi. Ezr przypomniał sobie zdjęcia, które widział w gabinecie swego ojca, historie, które opowiadały mu ciotki. Nie wszystkie znajdowały się w archiwach Queng Ho. Oznaczało to, że opowieści te nie są prawdziwe albo że to bardzo osobiste wspomnienia, prawdziwe opinie babci Sury i jej dziecię o Phamie Nuwenie. Kochali go nie tylko za to, że stworzył współczesne Queng Ho, nie tylko za to, że był Dziadkiem dla wszystkich Rodzin Vinhi Niektóre z tych opowieści ukazywały inne, drapieżne oblicze Nuwena.

Ezr otworzył oczy, rozejrzał się po ciemnym pokoju. Delikatny blask lampki oświetlał jego kombinezon zamknięty w szafie, ciastko spoczywające na jego biurku. Rzeczywistość.

— Pham, a co naprawdę możesz zrobić za pomocą lokalizatorów?

Milczenie. Odległy szum.

— Co mogę zrobić? Cóż, na pewno nie mogę zabić… nie bezpośrednio. Ale nadają się do czegoś więcej niż to beznadziejne łącze audio. To wymaga praktyki, ale zdziwiłbyś się, widząc, jakich sztuczek mogą dokonać te maleństwa. — Długa pauza. — Do diabła, musisz się ich nauczyć. Może się zdarzyć tak, że nie nawiążesz ze mną łączności, a tylko one będą mogły uratować cię przed zdemaskowaniem. Powinniśmy się spotkać osobiście…

— Co? Twarzą w twarz? Jak? — Dziesiątki, może już setki razy rozmawiali z Phamem tak jak teraz, niczym więźniowie stukający w ściany lochu.

Publicznie widywali się rzadziej niż podczas poprzednich wacht. Nuwen mówił, że Ezr nie potrafi jeszcze dość dobrze kontrolować swoich oczu i języka ciała, że szpiedzy mogliby się czegoś domyślić. Teraz…

— Tu, w kwaterach, Brughel i jego fiksaci polegają na lokalizatorach.

Pomiędzy balonami są miejsca, w których ich stare kamery już nie działają.

Jeśli spotkamy się tam, otrzymają tylko ten sygnał, który ja przekażę im przez lokalizatory. Problem w tym, że szpiedzy na pewno opierają się też na statystyce. Kiedyś zajmowałem się działem bezpieczeństwa floty, coś w rodzaju operacji prowadzonych przez Brughla, tyle że znacznie łagodniejsze. Istniały programy, które wychwytywały podejrzane zachowania — kto chował się w jakichś zakamarkach i kiedy, dziwne rozmowy, awarie sprzętu. Działało to naprawdę nieźle, nawet jeśli nie mogłem złapać winowajców na gorącym uczynku. Fiksaci i komputery muszą być tysiąc razy skuteczniejsi. Założę się, że mają analizy sięgające początków LI.

Zbierają wszystkie dane, pozornie niewinne zachowania kumulują się, aż któregoś dnia Ritser Brughel ma w ręku poszlaki, a później i dowody. A my już nie żyjemy.

Boże Handlu.

— Ale możemy przecież ukryć prawie wszystko! — Dopóki Emergenci będą polegać na lokalizatorach Queng Ho.