Выбрать главу

Oczywiście mieszkańcy kwater śledzili także losy innych pajęczych rodzin, lecz Uderhillowie nadal cieszyli się największą popularnością. Rita była z pewnością ich największą miłośniczką, a czasami przyczyny tak ogromnego zaangażowania stawały się aż nazbyt oczywiste.

Trud Silipan jak zwykle niczego nie zauważył.

— Nie, Calorica to bzdura.

Xin roześmiał się.

— Hej, Trud, na południe od Caloriki naprawdę jest wyrzutnia. Pająki wystrzeliwują stamtąd satelity.

— Nie, nie, chciałem powiedzieć, że ta historia z kaworytem to bzdura.

To właśnie z tego powodu obudzono Ezra tak wcześnie. — Zauważył reakcję Ezra i uśmiechnął się chytrze. — Znasz ten termin.

— Tak, to…

Trud jednak mówił dalej, nie interesując się klasycznymi odniesieniami.

— To jeszcze jeden z tych dziwnych terminów wymyślonych przez tłumaczy, tyle że wyjątkowo niejasny. Jakiś rok temu niektóre Pająki wykorzystywały opuszczone kopalnie na płaskowyżu na południe od Caloriki do eksperymentów, za pomocą których chciały określić różnicę między masą grawitacyjną a masą inercyjną. Kiedy człowiek słyszy o czymś takim, zaczyna się zastanawiać, czy to naprawdę inteligentne stworzenia.

— Ten pomysł wcale nie jest głupi — zaoponował Ezr. — Trzeba dopiero przeprowadzić odpowiednie eksperymenty, żeby przekonać się, że to 3nieprawdopodobna teoria. — Przypomniał sobie już ów projekt. Zajmowali się nim naukowcy z Tiefstadtu. Ich raporty pozostawały w większości niedostępne. Ludzcy tłumacze nigdy nie nauczyli się języka Tief erów tak dobrze, jak poznali języki Akord. Xopi Reung mogła zostać specjalistką w tej dziedzinie, ale podobnie jak kilku innych badaczy tieferskiego umarła podczas wycieku pleśni.

Trud zbył jego sprzeciw machnięciem ręki.

— Głupie jest to, że te Pająki w końcu znalazły różnicę. I ogłosiły pu blicznie tę swoją głupotę. Twierdzą, że odkryły na płaskowyżu antygrawitację.

Ezr zerknął na Jau Xin.

— Słyszałeś o tym?

— Chyba tak… — Jau zamyślił się na moment. Najwyraźniej aż do tej pory sprawę trzymano w tajemnicy. — Reynolt sprowadzała mnie kilka razy na narady twardogłowych. Chcieli wiedzieć wszystko o anomaliach orbitalnych w naszych satelitach szpiegowskich. — Wzruszył ramionami. — Oczywiście, że takie anomalie istnieją. Tak sporządza się mapy gęstości podpowierzchniowe j.

— Więc… — kontynuował Trud. — Pająki cieszyły się sławą przez jakąś Msekundę, dopóki nie odkryły, że nie mogą powtórzyć tego cudownego eksperymentu. — Ogłosiły to publicznie przed kilkoma Ksekundami. — Zachichotał. — Co za idioci. W ludzkiej cywilizacji takie bzdury nie ostałyby się nawet przez jeden dzień.

— Pająki nie są głupie — zaprotestowała Rita.

— I nie są też niekompetentne — zgodził się z nią Ezr. — To prawda, większość ludzkich społeczeństw bardzo sceptycznie przyjęłaby takie odkrycie. Ale ludzie mają osiem tysięcy lat doświadczenia z nauką. Nawet upadła cywilizacja, dość zaawansowana, by badać takie zagadnienia, miałaby do dyspozycji resztki bibliotek zawierających taką wiedzę.

— Tak, jasne. „Pająki robią wszystko po raz pierwszy”.

— Ale to prawda, Trud! Wiemy, że tak właśnie jest. My mamy tylko jeden przypadek, który naprawdę można by z tym porównać — naszą Starą Ziemię. Nawet nie wiesz, ile błędów popełnili ludzie z pierwszej cywilizacji.

— Zatem właściwie wyświadczymy im wielką przysługę, kiedy ich podbijemy — odezwał się Queng Ho Ario Dinh. Wypowiedział te słowa z zadufaniem i poczuciem wyższości, właściwym Emergentom.

Ezr skinął niechętnie głową.

— Tak, nasi przodkowie z Epoki Świtu mieli ogromne szczęście, że udało im się wydostać z pułapki jednej planety. A pajęczy geniusze nie są lepsi od tych z początków ludzkości. Spójrzcie choćby na tego Underhilla.

Jego studenci wymyślili wiele pożytecznych rzeczy, ale…

— Ale on pełen jest przesądów — wtrącił Trud.

— Zgadza się. Nie ma pojęcia o ograniczeniach oprogramowania i ograniczeniach, jakie nakłada to na sprzęt. Wydaje mu się, że nieśmiertelność i komputery podobne do bogów są na wyciągnięcie ręki, że wystarczy tylko niewielki postęp. Ten facet to chodzący katalog niespełnionych marzeń.

— Widzisz! Dlatego właśnie Reynolt tak na tobie zależy. Znasz fantazje, w które mogą wierzyć Pająki. Kiedy przyjdzie czas na przejęcie, to może okazać się bardzo ważne.

— Kiedy przyjdzie czas… — Jau Xin uśmiechnął się krzywo. Na przeciwległej ścianie, przy tabeli wacht, Benny stworzył okno dla zakładów dotyczących daty interwencji. Określanie przybliżonej daty wyjścia z ukrycia, końca Wygnania zawsze stanowiło interesujący temat dla bywalców saloniku. — Minęło już ponad trzydzieści lat od wybuchu. Spędzam dużo czasu na zewnątrz, niemal tyle samo co Qiwi Lisolet i jej załogi. Teraz słońce zaczyna już przygasać. Zostało nam jeszcze tylko kilka lat do czasu, kiedy znów w ogóle przestanie świecić. To ważny termin także dla Pająków. Zakładam, że wkroczą w Erę Informacji już za kilka lat.

— To nie wystarczy, żebyśmy zdążyli dokonać gładkiego przejęcia — powiedział Ario.

— Zgoda. Ale może się okazać, że ze względu na inne okoliczności będziemy musieli rozpocząć całą akcję jeszcze wcześniej. Pająki mają już plany programu kosmicznego. Być może za dziesięć lat nie da się już ukryć naszych działań ani naszej obecności tutaj, na LI.

— No i co z tego? Jak zaczną się panoszyć, przywalimy im, i tyle — odezwał się Trud.

— I poderżniemy własne gardła, człowieku — odparł Jau.

— Obaj wygadujecie bzdury — wtrącił Ario. — Założę się, że zostało nam nie więcej niż dziesięć głowic atomowych. Wykorzystaliśmy wszystkie przeciw sobie…

— Mamy broń laserową.

— Tak, ale możemy jej użyć tylko z niskiej orbity. Mówię wam, moglibyśmy to dobrze rozegrać, ale…

— Moglibyśmy zrzucić zniszczone statki na te robale.

Ezr wymienił porozumiewawcze spojrzenia z Ritą Liao. Właśnie tego rodzaju argumenty wprawiały ją we wściekłość. Rita — tak jak Jau i większość obecnych przy stole — uważała Pająki za rozumne i czujące istoty, za ludzi. To był prawdziwy triumf Trixii. Emergenci, przynajmniej ci poniżej klasy grupmistrzów, odnosili się z niechęcią do pomysłu megamorderstwa. Tak czy inaczej Jau Xin z pewnością miał rację; bez względu na to, czy Emergenci mieli odpowiednią broń, czy nie, zasadniczym celem oczekiwania było stworzenie Klientów, którzy mogliby przywrócić misji pełną zdolność działania. Tylko szaleńcy pokroju Ritsera Brughla uważali zabijanie Pająków za dobre rozwiązanie.

Ezr odchylił się do tyłu, wyłączając się z rozmowy. Widział nazwisko Phama w tabeli wacht; jeszcze tylko kilka dni i po raz pierwszy spotkają się 3naprawdę. Musisz zachować spokój i cierpliwość, żadnego pośpiechu. Dobrze.

Miał nadzieję, że „kółko dyskusyjne” przejdzie do jakichś ciekawszych tematów, ale nawet te nonsensowne rozmowy stanowiły przyjemne, swojskie tło. Nie po raz pierwszy Ezr uświadomił sobie, że czuje się tu niemal jak w rodzinie, która spierała się wciąż o te same problemy. Dogadywał się nawet z Emergentami, a oni z nim. Prawie normalne życie… Spojrzał na koronkowy gąszcz winorośli, wypełniający przestrzeń w saloniku. Rośliny wydzielały mdły, nieprzyjemny zapaszek — daleko im było jednak do smrodu owego lakieru, którym Hunte pomalował ściany salonu. Ach. Pomiędzy kwiatami i liśćmi otwierał się widok na bar Benny’ego ustawiony na podłodze. Ezr zaczął machać do Benny’ego. Może przełknąłby jednak jakieś normalne jedzenie. Potem dostrzegł kolorowe spodnie i zwiewną bluzkę.